Ale powiem więcej, że nie przypominam sobie biografii innych, nawet sławniejszych od autora „I’m Your Man” artystów, z Bobem Dylanem włącznie, prawdziwych ikon światowej popkultury, które by tak jak ta weszły w ich życie wewnętrzne, sięgnęły do ich najbardziej skrytych emocji, refleksji, zwątpień i uniesień. Fakty są tu oczywiście ważne, ale nie najważniejsze. Po części dlatego, że zmarły 10 lat temu bard, poeta i pisarz był postacią wyjątkową, ale przede wszystkim miał on szczęście trafić na jeszcze bardziej wyjątkowego interlokutora. Tak, na rozmówcę, bo w gruncie rzeczy Lebold toczy ze swoim bałwochwalczo wręcz uwielbianym twórcą niekończący się dialog.
„Już w okresie pierwszych sukcesów w Kanadzie – czytamy w tej znakomicie przełożonej przez Filipa Łobodzińskiego książce – poeta wykreował intrygującą postać publiczną, na poły melancholijnego Don Juana, na poły Żyda tułacza, a do tego prowokatora”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
