Wstęp do biografii ojca narodu zrealizowany z okazji 250. urodzin Stanów Zjednoczonych.
Przynęta chwyciła i już wiadomo, że ciąg dalszy „Młodego Waszyngtona” nastąpi. Otrzymaliśmy produkcję solidną, stroniącą od ekstrawagancji – z wyjątkiem obsady roli tytułowej. W Hollywood aktorów gołowąsów mają na pęczki. Jon Erwin postawił jednak na australijskiego modela z londyńską metryką. Może Amerykanom w trójgraniastych kapeluszach po prostu nie jest do twarzy?
George w interpretacji Williama to młodzian piękny, posępny i bezczelny.
Recenzja została opublikowana w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
