Incydent na Lubelszczyźnie. Gen. Polko: Trzeba przestać liczyć na fart

Incydent na Lubelszczyźnie. Gen. Polko: Trzeba przestać liczyć na fart

Dodano: 
Gen. Roman Polko
Gen. Roman Polko Źródło: PAP / Leszek Szymański
Gen. Roman Polko krytykuje sposób, w jaki służby zareagowały na upadek rosyjskiej rakiety w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie.

W czwartek w nocy rosyjska rakieta, najprawdopodobniej Ch-101, wtargnęła w głąb polskiego terytorium na ok. 90 km i spadła na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia. Przelot rakiety trwał sześć minut. W tym czasie mieszkańcy nie otrzymali alertu RCB, który jest standardowo wysyłany w przypadku zagrożenia np. silnymi burzami. Jedynym ostrzeżeniem był sygnał syren, które zostały uruchomione na ok. 11 minut.

Działania służb krytykuje gen. Roman Polko. Jego zdaniem, zabrakło odpowiedniej informacji dla mieszkańców.

– Wchodzę w skórę mieszkańca Lublina, obudzonego o 3:50 sygnałem alarmowym. Zgodnie z rządowym poradnikiem budzi rodzinę, sprawdza telefon, a tam żadnych alertów, więc bierze plecak ewakuacyjny i biegnie do schronu, który zazwyczaj mieści się w centrum handlowym, w nocy zamkniętym – powiedział.

Były dowódca GROM wskazuje, że w takich sytuacjach informacja dla mieszkańców zagrożonego terytorium jest kluczowa.

– Najwyższa pora, żeby służby skoordynowały się i komunikowały w czasie rzeczywistym, a nie – żeby dopiero po kilku godzinach dawało się to pozbierać – wskazał.

Przykład Ukrainy

Wojskowy uważa, że polskie systemy informowania mieszkańców o zagrożeniu powinny wzorować się na ukraińskich odpowiednikach. Tam mieszkańcy otrzymują wiadomość o m.in. kierunku lotu rakiety oraz szacowanym czasie uderzenia.

– Ukraińcy mają doświadczenie, którego nam brakuje. System reakcji w Polsce jest liczony w godzinach, a powinien w minutach. To moment, żeby ktoś się podrapał po głowie, żeby rzeczywiście zobaczyć, jak to Ukraińcy robią – ocenił.

Zdaniem generała, Polska powinna współpracować z Ukrainą w celu niszczenia tego typu obiektów, które mogą wlecieć na nasze terytorium.

– Trzeba się dogadać z Ukrainą, by niszczyć te rakiety przed naszą granicą. To nie jest włączanie się do wojny, ale budowanie systemu obrony, który pozwala reagować wcześniej. Do tego potrzebujemy nowej polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej, która by jednoznacznie wojsku powiedziała, jak ma realizować chociażby te zadania związane z obroną powietrzną. Takich wytycznych jednak nie ma. Trzeba przestać liczyć na fart, a zacząć opierać bezpieczeństwo na procedurach – powiedział.

Czytaj też:
Incydent z rakietą. Tusk podziękował przywódcom UE i NATO
Czytaj też:
Incydent z rosyjską rakietą. Gen. Komornicki: Kolejny test, który oblaliśmy

Opracował: Marcin Bugaj
Źródło: Wirtualna Polska
Czytaj także