Znana aborterka przyznaje: Grzegorz Braun miał bardzo duży wpływ na moje życie

Znana aborterka przyznaje: Grzegorz Braun miał bardzo duży wpływ na moje życie

Dodano: 
Gizela Jagielska
Gizela Jagielska Źródło: YouTube / Kanał Zero
Ponad rok po głośnej interwencji Grzegorza Brauna w szpitalu w Oleśnicy Gizela Jagielska przyznaje, że wydarzenia z kwietnia 2025 roku całkowicie zmieniły jej życie prywatne i zawodowe.

W rozmowie na antenie radia TOK FM lekarka mówiła, że po tamtych wydarzeniach zaczęła obawiać się o własne bezpieczeństwo. – Grzegorz Braun miał bardzo duży wpływ na moje życie – powiedziała.

"To miało bardzo duży wpływ na moje życie"

– Naprawdę po tym incydencie zaczęłam się obawiać o swoje bezpieczeństwo. Do czasu tego incydentu nigdy o tym nie pomyślałam w ten sposób – dodała.

Jak przyznała, konsekwencje odczuła również w pracy. – Po tym ataku zrewidowałam ścieżkę mojej kariery i po dwóch–trzech miesiącach zrezygnowałam z bycia wicedyrektorką. Nie ukrywam, że to zapewne miało też wpływ na dalszy mój los – stwierdziła.

Interwencja w szpitalu

Do wydarzeń doszło w kwietniu 2025 roku. Grzegorz Braun i poseł Roman Fritz przeprowadzili interwencję poselską w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy. Sprawa dotyczyła przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży w 37. tygodniu.

Braun ogłosił wówczas, że dokonuje obywatelskiego zatrzymania Gizeli Jagielskiej. – Jestem w tej chwili w pracy dla Rzeczypospolitej. Dokonuję zatrzymania obywatelskiego. Wzywam was, panowie policjanci, byście nie dopuścili, by ta osoba, pani Gizela Jagielska, miała kiedykolwiek kontakt z pacjentami, w tym z nieletnimi – mówił polityk.

Braun miał wejść wówczas na oddział i zamknąć się z lekarką w pomieszczeniu administracyjnym, uniemożliwiając jej wykonywanie obowiązków. Na miejsce została wezwana policja. Później europoseł kontaktował się telefonicznie z Komendą Główną Policji i ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych Tomaszem Siemoniakiem. Następnie prowadził modlitwy na szpitalnym korytarzu.

Sprawa aborcji w dziewiątym miesiącu ciąży

Interwencja była związana z przeprowadzonym wcześniej zabiegiem w oleśnickim szpitalu. Pacjentką była kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, której lekarze z Łodzi mieli odmówić wykonania aborcji, proponując cesarskie cięcie oraz dalsze leczenie dziecka, u którego podejrzewano wrodzoną łamliwość kości. Jak opisywał "Nasz Dziennik", kobieta udała się następnie do Oleśnicy, gdzie zabieg przeprowadziła Gizela Jagielska.

Sprawa wywołała gwałtowną debatę publiczną. Prawnicy i politycy formułowali pod adresem lekarki bardzo poważne oskarżenia. – Zabito dziecko, które było pacjentem – mówił adwokat Olgierd Pankiewicz. Poseł Marcin Warchoł stwierdził natomiast: – W Oleśnicy dokonano zabójstwa. Polityk dodawał również: – Konstytucja nadal chroni życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Dlatego zabijanie dzieci nienarodzonych jest zbrodnią, która wymaga najwyższego potępienia i rozliczenia.

"To zamknięte koło"

W rozmowie z TOK FM Jagielska przyznała także, że niepokoi ją popularność Grzegorza Brauna i reakcje części opinii publicznej na całą sprawę. – Niepokojące jest też to, że wszystkie działania wokół Grzegorza Brauna także napędzają jego zwolenników. To zamknięte koło – powiedziała.

– Z jednej strony bym chciała, żeby spotkała go za to kara, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że czym więcej o tym mówimy, a on więcej protestuje przeciwko przesłuchaniom, tym większe rzesze ludzi mogą chcieć na niego głosować – dodała.

Czytaj też:
Jagielska człowiekiem roku "Wyborczej". "Pomaga kobietom potrzebującym aborcji"
Czytaj też:
Jagielska wyróżniona przez "Wysokie Obcasy". Otrzymała szokującą "nagrodę" od aborcjonistek

Źródło: Tok FM / DoRzeczy.pl
Czytaj także