1 września 1939 r. Polska została napadnięta przez Niemcy. Westerplatte stało się jednym z najważniejszych miejsc pamięci o wybuchu II wojny światowej. To tam padły pierwsze strzały z niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein, wymierzone w Wojskową Składnicę Tranzytową. Polskie oddziały pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego do 7 września 1939 r. bohatersko broniły placówki przed atakami wroga.
W uroczystych obchodach 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte wzięli udział m.in. prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk oraz wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Kosiniak-Kamysz: Nie chcę wychowywać kolejnych poległych bohaterów
– 4:45, bez ostrzeżenia, bez wypowiedzenia wojny, pancernik niemiecki, który przybył z "wizytą kurtuazyjną", otworzył ogień kilkaset metrów stąd. 200 żołnierzy, jedna armata polowa, cztery moździerze. Ta składnica miała rozkaz bronić się 12 godzin. Broniła się siedem dni. Dokładnie tyle, ile starczyło amunicji. Wspominamy te wydarzenia, wspominamy z dumą bohaterstwo obrońców Westerplatte każdego roku, ale chcę też powiedzieć o tym, o czym mówimy rzadziej. Odsiecz nie nadeszła. Były porozumienia, były podpisy, były sojusze, nie przyszedł nikt – powiedział Kosiniak-Kamysz.
– Odwaga bohaterów, obrońców Westerplatte nie miała granic. Granice miały zapasy. 87 lat po tym, jako minister obrony narodowej, wiem jedno: nie chcę wychowywać kolejnych poległych bohaterów. Chcę, żeby polsce żołnierze zawsze wracali do domów – dodał.
Kosiniak-Kamysz: Możemy się kłócić o wszystko, ale nie o to
– Bohaterstwo to jest to, co zostaje, jak wszystkiego innego zabraknie. Naszą rolą jest, żeby nie zabrakło. Dlatego pod bronią mamy 220-tys. armię, wydajemy rokrocznie 200 mld na bezpieczeństwo, jesteśmy liderem inwestycji w przemysł zbrojeniowy spośród państw NATO – zwrócił uwagę wicepremier.
– Bohaterstwo żołnierzy Westerplatte, ich odwaga są zawsze wskazówką, wyznacznikiem, ale nie mogą być osamotnione we współczesnym świecie. Przygotowując wszystkie działania, które podejmujemy, chroniąc nas przed wojną, zabezpieczając się przed wojną, nie myślimy tylko o stali. Jest takie zabezpieczenie, którego nie wyprodukuje żadna fabryka, żaden zakład zbrojeniowy. On zależy od nas, od społeczeństwa, czy buduje odporność, przygotowanie, czy nie buduje. Bo wojna nie rozpocznie się od wypowiedzenia jej, nie rozpocznie się nawet od wystrzału z pancernika. Po prostu czegoś nie będzie. Przecięty kabel na dnie Bałtyku, dron nad miastem, fałszywy film, który przed śniadaniem obejrzy 2 mln osób. Taka wojna się dzieje w tym momencie, jak my tutaj jesteśmy. To jest ta agresja Rosji, o której mówił premier – oznajmił minister obrony narodowej.
– Żołnierze z Westerplatte nie pytali jeden drugiego, kto na kogo głosował. Mieli jeden mundur i jeden rozkaz. Zawsze będziemy się różnić. To jest prawo wolnych narodów. O to prawo walczyli obrońcy Westerplatte. Ale jest granica sporu, za którą on przestaje być już sporem, a staje się prezentem dla tych, którzy nam źle życzą. To jest górnolotnie zwana racja stanu. A w prostych słowach to jest mówienie, że nie możemy się kłócić o żołnierza Wojska Polskiego, o to, czy ma czym walczyć. Możemy się kłócić o wszystko, ale nie o to – zaznaczył.
Czytaj też:
Prezydent: To jest prawda, z którą wielki problem mają dzisiaj rządzący
