Jechał na pogrzeb ofiar Wołynia. Pracownik IPN na granicy dowiedział się o zakazie wjazdu

Jechał na pogrzeb ofiar Wołynia. Pracownik IPN na granicy dowiedział się o zakazie wjazdu

Dodano: 
Przejście graniczne
Przejście graniczne Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Dr Michał Siekierka, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej i wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, nie został wpuszczony na Ukrainę.

Jechał na państwowy pogrzeb 55 ofiar Zbrodni Wołyńskiej odnalezionych podczas ekshumacji w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Na granicy dowiedział się, że od 2023 roku jest objęty trzyletnim zakazem wjazdu wydanym na podstawie decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Jechał na pogrzeb 55 odnalezionych ofiar

Od 13 lipca do 7 sierpnia 2026 roku pracownicy IPN, "Wołyńskich Starożytności" oraz specjalista medycyny sądowej z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prowadzili ekshumacje w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Odnaleziono szczątki 55 osób, w tym 26 dzieci. Na 30 sierpnia 2026 roku zaplanowano państwowy pogrzeb odnalezionych ofiar.

Z Lublina wyruszyły trzy specjalnie zorganizowane autokary. Jechali nimi m.in. członkowie rodzin pomordowanych. W jednym z nich znajdował się Siekierka, reprezentujący rodziny ofiar zrzeszone w Stowarzyszeniu Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów.

Zakaz wjazdu wydany przez SBU

Podczas kontroli paszportowej na przejściu Dorohusk–Jagodzin Siekierka został wyproszony z autokaru i poinformowany, że nie może kontynuować podróży. – Funkcjonariusze okazali mi mój paszport z wpisanym trzyletnim zakazem wjazdu na terytorium Ukrainy – relacjonuje w opublikowanym w sieci oświadczeniu.

Według jego relacji funkcjonariusze poinformowali go, że zakaz został wydany na podstawie decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Siekierka próbował dowiedzieć się, dlaczego odmówiono mu wjazdu. – Nigdy nie byłem o nic oskarżony, a tym bardziej skazany, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie czy w jakimkolwiek innym państwie – twierdzi.

O decyzji z 2023 roku nie wiedział

Po podpisaniu dokumentu w języku ukraińskim Siekierka został odesłany do Polski. Dopiero po jego przetłumaczeniu miał dowiedzieć się, że zakaz wydano w 2023 roku. – Oznacza to, że przez trzy lata obowiązywała wobec mnie decyzja, o której istnieniu nie miałem żadnej wiedzy – wskazał. Jak twierdzi, nie przedstawiono mu żadnych dowodów ani nie wskazano czynu, który miał być podstawą decyzji.

Siekierka podkreśla jednocześnie, że nie kwestionuje prawa Ukrainy do ochrony własnego bezpieczeństwa i odmowy wjazdu osobom stanowiącym zagrożenie. Domaga się jednak poznania powodów zastosowanego wobec niego środka. – Mam prawo wiedzieć, jakiego czynu miałem się dopuścić, kiedy i w jakich okolicznościach miał on nastąpić oraz na jakiej podstawie uznano, że uzasadnia on tak daleko idące ograniczenie – pisze w oświadczeniu Skierka.

Siekierka apeluje do władz RP

Pracownik IPN zwrócił się do polskich władz o interwencję. Oczekuje wystąpienia do strony ukraińskiej o podanie przyczyn i podstawy prawnej zakazu. Chce również ustalenia, czy podobne decyzje dotyczą innych Polaków oraz czy ukraińskie służby przekazują polskim organom informacje o obywatelach RP uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy.

Zaapelował także o stworzenie mechanizmu informowania Polaków o zakazach wjazdu, ich podstawach oraz możliwościach odwołania się od takich decyzji. – Nie jest to wyłącznie moja osobista sprawa. Chodzi o standard traktowania obywateli Rzeczypospolitej Polskiej przez państwo, z którym Polska pozostaje w bliskich relacjach i współpracuje również w dziedzinie bezpieczeństwa – podkreśla

Warzecha pyta o reakcję polskiego państwa

Sprawę nagłośnił Łukasz Warzecha. Publicysta "Do Rzeczy" zwrócił uwagę, że Siekierka miał zostać objęty zakazem już w 2023 roku. "Czy będzie jakaś reakcja polskiego państwa? Czy tradycyjnie udajemy, że nic się nie dzieje, a głównym problemem jest »brunatnienie Polski«?" – napisał Warzecha na X.

Źródło: X
Czytaj także