Jego wypowiedzi, a właściwie krzyki, nie pozostawiały wątpliwości: ropa naftowa to skarb Wenezueli i już nigdy żadne zagraniczne – szczególnie amerykańskie – koncerny nie będą korzystały z tego bogactwa. Wyrzucenie z kraju amerykańskich firm naftowych miało przywrócić sprawiedliwość. „Ropa należy teraz do ludu wenezuelskiego i ropa będzie służyła sprawiedliwości, równości i rozwojowi naszego ludu!”. „Nie wyślemy ani jednej kropli ropy do imperium Stanów Zjednoczonych!”. 20 lat później Hugo Chávez przewraca się zapewne w grobie. Delcy Rodríguez, obecna liderka chavistowskiego reżimu, z uśmiechem na ustach przekazała w zeszłym tygodniu Ameryce niemal 20 proc. olbrzymich (największych na świecie) wenezuelskich złóż ropy naftowej, a do tego uprzejmie podziękowała Donaldowi Trumpowi za ten pomysł. Zrobiła to, mimo że konstytucja Wenezueli, napisana i uchwalona przez jej własną partię, wyraźnie zabrania oddawania złóż w ręce zagranicznych koncernów.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
