Kościół katolicki, opisujący dzieje i prawa starożytnych Izraelitów, zawsze uznawał Stary Testament za integralną część Biblii. Ale zarazem podchodził do niego ostrożnie i wybiórczo. W prorokach widziano zapowiadających Jezusa Chrystusa natchnionych mężów, a w instytucjach politycznych stworzonych przez Dawida i Salomona wzorzec religijnej władzy monarszej, którego brakowało na kartach apolitycznego Nowego Testamentu. Było to podejście ostrożne, gdyż Chrystus ustanowił nową religię, znosząc większość praw starotestamentowych. To, czego w Nowym Testamencie nie było (np. nauki o państwie i prawie), średniowieczny Kościół zastępował własną Tradycją i Magisterium. Tymczasem w XVI w. Marcin Luter gwałtownie zerwał z tymi elementami nauczania Kościoła średniowiecznego, aby wrócić do „czystego Słowa Bożego”, do Litery biblijnej, także tej starotestamentowej, choć równocześnie był antysemitą.
Inaczej było z Janem Kalwinem. Jest on dziś uznawany za drugiego, obok Lutra, największego z teologów reformacji. Mało kto wie, że nie miał on żadnego wykształcenia teologicznego, wyjąwszy jeden zaliczony semestr studiów.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
