W połowie września 2026 r. wojna rosyjsko-ukraińska ułożyła się w ponurą, dobrze już znaną trajektorię. Front wciąż przesuwa się na korzyść Rosjan według typowego dla tej wojny schematu, mierzonego często jedną wsią albo pasem drzew. W powietrzu i na rynkach energetycznych tempo jest jednak inne. Odrzutowe drony lecą już z prędkością pocisków manewrujących, a przekazane Ukrainie wyrzutnie Patriotów stoją puste całymi tygodniami.
W br. ukraińskie jednostki odzyskały teren na kilku odcinkach i rozpoczęły kontrofensywę na północ od Łymanu, która według ukraińskich dowódców zaburzyła rosyjskie plany wobec tzw. pasa fortecznego wokół Słowiańska i Kramatorska. Dalekosiężne ukraińskie drony uderzyły też w rosyjskie zakłady gazowe tysiące kilometrów od granicy.
Te sukcesy nie niwelują jednak tego, co waży dziś najmocniej: miesięcznej produkcji rosyjskich rakiet balistycznych i odrzutowych dronów, załamania zachodnich dostaw pocisków przechwytujących oraz coraz bardziej odsłoniętej sieci energetycznej, wystawionej na intensywniejsze rosyjskie uderzenia.
Zachód ma skłonność nie doceniać Rosji
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
