Przesłanka do aborcji związana ze „zdrowiem psychicznym” kobiety stała się w Hiszpanii pretekstem do masowego zabijania nienarodzonych dzieci.
Wielu z nas w tych pacyfistycznych czasach zwykło wskazywać z odrazą na zbrodnie wojenne, wspominać hekatomby, pokazywać palcem ludobójców, ale mało kto rozumie, że jednocześnie po raz pierwszy w historii świata nie pozwalamy narodzić się milionom ludzi. Przymykamy oko na śmierć abortowanych dzieci, bo to jest legalne. Zupełnie tak, jakby legalność oznaczała zawsze wybór dobra. Ich agonia odbywa się w warunkach jakże higienicznych, usprawiedliwionych wyborem matki, wśród powszechnej akceptacji i w otoczeniu ludzi w lekarskich kitlach.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.