Pamięć i modlitwa. Pierwsza Pielgrzymka Bohaterów na Świętym Krzyżu

Pamięć i modlitwa. Pierwsza Pielgrzymka Bohaterów na Świętym Krzyżu

Dodano: 
Marcin Niewalda
Marcin Niewalda 
13 września w Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu odbędzie się wydarzenie, które łączy przeszłość z teraźniejszością. O sensie tego wydarzenia, o emocjach, które niosą ze sobą ślady pamięci z 1863 roku rozmawiamy z jednym z organizatorów uroczystości: Marcinem Niewaldą, prezesem Fundacji, redaktorem naczelnym portalu Genealogia Polaków.

Pierwsza Pielgrzymka Bohaterów pod hasłem „Pamięć i modlitwa” upamiętnia 165. rocznicę wielkiej manifestacji religijno-patriotycznej z 1861 roku. Zgromadziła wówczas ponad 30 tysięcy pielgrzymów, z których duża część w styczniu 1863 roku stawiła się do Powstania. Organizatorami wydarzenia są Ojcowie Oblaci, gospodarze Sanktuarium i organizacje historyczne.

DoRzeczy.pl: Panie Prezesie, 13 września na Świętym Krzyżu stanie kilka tysięcy ludzi, w tym ponad stu w strojach historycznych. Co sprawia, że to nie będzie zwykła uroczystość rocznicowa, lecz prawdziwa pielgrzymka?

Marcin Niewalda: Bo każdy z nas idzie tam nie sam. Idzie ze swoim bohaterem. Symbolika jest prosta i przejmująca: wybierasz bliską Tobie postać z czasów Powstania – oficera, chłopa z kosą, kobietę niosącą amunicję, księdza, który spowiadał w lesie, kogoś z Twojej rodziny, miejscowości, kogoś kogo historia Cię poruszyła – i wędrujesz z nim. Razem stajecie wobec Najświętszego Sakramentu. To nie jest teatr. To jest symboliczna wspólna wędrówka, spotkanie żywych z tymi, którzy kiedyś zapłacili najwyższą cenę.

Na Świętym Krzyżu 165 lat temu, w 1861 roku, podczas odpustu Podwyższenia Krzyża, zebrało się około 30 tysięcy ludzi. Ksiądz Ignacy Zakrzewski wygłosił wówczas kazanie tak płomienne, że do dziś jego fragmenty – w artystycznej oprawie – usłyszymy podczas tegorocznej Mszy. To nie była tylko procesja. To był krzyk narodu, który dwa lata później chwycił za broń. Dramatyczne wydarzenia w całym Królestwie – masakry na placu Zamkowym, pogrzeby ofiar, żałoba narodowa – znalazły tu swój kulminacyjny, religijny wyraz. Święty Krzyż stał się wtedy jednym z najważniejszych punktów inspiracji.

Jak dokładnie ksiądz Zakrzewski zainspirował przyszłych powstańców? Co takiego było w jego słowach, że do dziś mówimy o nich jako o iskrach, które roznieciły ogień 1863 roku?

Ksiądz Ignacy Zakrzewski z Opatowa stanął przed tłumem liczącym około trzydzieści tysięcy ludzi – chłopami, mieszczanami, szlachtą, młodzieżą z Warszawy, Radomia i innych miast – i mówił nie jak spokojny kaznodzieja, lecz jak ktoś, kto czuje, że naród stoi na krawędzi. Jego mowa była płomienna, bezpośrednia, przejmująca. Mówił o Ojczyźnie jako o Matce, która krwawi, o Krzyżu, który każdy Polak musi wziąć na barki, o solidarności, która musi przekroczyć podziały stanowe.

Współcześni świadkowie mówili o olbrzymiej sile ducha tamtego wydarzenia. Np. Walery Wróblewski, w szczególności udział „kompanii warszawskiej” – młodzieży szkolnej i robotniczej – określił jako „wyprawę rewolucyjną”. To właśnie słowa księdza Zakrzewskiego dały zgromadzeniu moralne usprawiedliwienie i ogień. Połączył on wiarę z obowiązkiem. Pokazał, że modlitwa bez czynu jest niepełna, a cierpienie narodu jest kontynuacją Męki Pańskiej. Ludzie wychodzili spod Świętego Krzyża z przekonaniem, że milczenie jest grzechem, a bierność – zdradą.

Dwa lata później, gdy padły pierwsze strzały, wielu z tych, którzy słyszeli to kazanie, już miało w sercu decyzję. Nie potrzebowali już kolejnych argumentów. Ksiądz Zakrzewski nie nawoływał wprost do powstania – nie mógł – ale rozniecił w sercach to, co później stało się niepowstrzymane: poczucie, że czas ofiary nadszedł. Dlatego jego słowa wracają do nas teraz, w artystycznej oprawie. Bo inspiracja, która wtedy poruszyła trzydzieści tysięcy, wciąż ma moc poruszać kolejne pokolenia.

Mówi Pan, że Powstanie Styczniowe było zarzewiem niepodległości 1918 roku. Dla wielu to nadal kontrowersyjne stwierdzenie. Jak to wytłumaczyć emocjonalnie, nie tylko historycznie?

Bilans tego powstania nie zamyka się w liczbie poległych, zesłanych na Sybir i zmuszonych do emigracji – choć te liczby są wstrząsające. Powstanie Styczniowe było pierwszym naprawdę powszechnym zrywem i największym w naszej historii. Zmieniło rozumienie metod walki. Było pierwszą partyzantką. Ale przede wszystkim było wynikiem i zarzewiem ogromnego ruchu społecznego, który roznieciły kobiety, księża, literaci, a który nie zgasł w 1864 roku. Wręcz przeciwnie – wzrósł, stwardniał i przez kolejne pół wieku inspirował kolejne pokolenia.

Zaborcy, a potem komuniści robili wszystko, by to powstanie zdeprecjonować, wymazać, przedstawić jako „przegrane i beznadziejne”. A przecież to właśnie pamięć o 1863 roku kształtowała Legiony Piłsudskiego. To weterani styczniowi byli w II Rzeczypospolitej najstarszymi żołnierzami, przed którymi stawało się na baczność. To ich duch – upór, ofiara, wiara, że wolność jest możliwa nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone – doprowadziły do 11 listopada 1918 roku. Powstanie osłabiło trzech zaborców od środka. Zasiało ziarno, które wyrosło, gdy Europa runęła w I wojnę światową. Rodziny Powstańców w odrodzonej Polsce znalazły się w roli liderów społecznych – w nauce, gospodarce, sztuce, polityce.

Co będzie dla Pana najbardziej poruszającym momentem 13 września?

Przekazanie ziemi z pól bitewnych i mogił. Ta ziemia – dosłownie – łączy nas z tymi, którzy legli pod Węgrowem, pod Grochowiskami, pod Świętym Krzyżem w lutym 1863, gdy Langiewicz bił się na Łysej Górze. I początek Panteonu Bohaterów – portrety wielkich postaci tego czasu. Nie pomniki z brązu, lecz obrazy ludzi, którzy mieli twarze, imiona, także obawy i nadzieje.

Wraz z grupami rekonstrukcyjnymi, pocztami sztandarowymi, uczestnicy symbolicznie wyruszą w drogę ze swoimi bohaterami, wezmą udział w uroczystej Mszy Świętej w pięknej oprawie słowno-muzycznej. Zostanie złożona ziemia z pól bitewnych i mogił powstańczych, zapoczątkowany też zostanie Panteon Bohaterów Powstania Styczniowego.

Na pewno będzie też czas na wspólne zdjęcia. Kilka tysięcy ludzi, w tym ponad sto czamarach, sukmanach, kobiety w XIX-wiecznych krynolinach. To będzie fotografia, którą za sto lat ktoś odnajdzie i powie: „Oni jeszcze pamiętali”.

Organizacje, które tworzycie to wydarzenie, nie ograniczają się do jednej pielgrzymki. Co jeszcze robicie?

Krzewimy tożsamość opartą na bohaterstwie w sposób praktyczny. Staramy się łączyć, i wspierać liczne organizacje. Nie interesuje nas martyrologia dla samej martyrologii, lecz poczucie, że patriotyzm ma twarze konkretnych ludzi. Portal Genealogia Polaków, który prowadzimy w Fundacji – w tym największy Katalog Powstańców Styczniowych i Mapa Śladów Powstania, rekonstrukcje, edukacja – wszystko po to, by młody człowiek mógł powiedzieć: „Mój prapradziadek był tam”. Bo Powstanie Styczniowe nie upadło. Ono tylko zmieniło formę. Bo o niepodległość należy ciągle walczyć, nawet w czasach pokoju. I właśnie dlatego 13 września idziemy na Święty Krzyż – z „pamięcią i z modlitwą”.

Pierwsza Pielgrzymka Bohaterów to nie tylko uroczystość. To przypomnienie, że największe zwycięstwa często rodzą się z klęsk, które naród postanowił nie zapomnieć. 13 września na Świętym Krzyżu historia znów stanie twarzą w twarz z żywymi.

Szczegóły wydarzenia znajda Państwo nawww.powstaniestyczniowe1863.pl

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także