ŚwiatJak to jest z tą praworządnością w UE? Zapytaliśmy eksperta

Jak to jest z tą praworządnością w UE? Zapytaliśmy eksperta

Szefowa KE Ursula von der Leyen i przewodniczący RE Charles Michel
Szefowa KE Ursula von der Leyen i przewodniczący RE Charles Michel / Źródło: Flickr / European Parliament / CC BY 2.0
Dodano 214
UE naprawdę ma problem z praworządnością, bo dyrektywy czy rozporządzenia nie są odpowiednio wykonywane. Akurat Polska jest w grupie tych państw, które najbardziej solidnie wdrażają prawo unijne – mówi DoRzeczy.pl prof. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z UW.

Damian Cygan: Czy wypłata środków UE będzie uzależniona od przestrzegania praworządności? Po zakończeniu unijnego szczytu pojawiło się mnóstwo sprzecznych informacji w tej sprawie.

Prof. Jacek Zaleśny: W świetle porozumienia Rady Europejskiej, które zostało zawarte w Brukseli, zwłaszcza punktów 22. i 23., motyw powiązania płatności z praworządnością jest realizowany. Rzeczywiście mamy w tym porozumieniu odwołanie do artykułu 2 TUE, który mówi o różnych, ogólnych wartościach UE, że jest ona oparta na poszanowaniu godności człowieka, wolności, demokracji, równości, rządach prawa, że szanuje prawa człowieka, w tym prawa osób należących do mniejszości. Wartości te mają być wspólne państwom członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn. Właśnie w takiej szerokiej konfiguracji mowa jest o rządach prawa. Zgodnie z punktem 23. porozumienia osiągniętego na szczycie państw UE, zapowiada się wprowadzenie większością kwalifikowaną środków na wypadek naruszenia którejś z tych wartości, a zatem także praworządności.

Czy ten mechanizm jest zgodny z pierwotnym prawem UE?

W traktatach europejskich jest wyraźnie napisane, że w takich sprawach jak budżet, Rada Europejska podejmuje decyzje na zasadzie jednomyślności i mowy nie ma o uzależnieniu realizacji budżetu od jakichś dodatkowych warunków. Powstaje zatem pytanie, na jakiej podstawie prawnej można "podmienić" tę jednomyślność, jako twardą przesłankę wieloletnich ram finansowych UE, na większość kwalifikowaną. Inny problem to zgodność punktów 22. i 23. porozumienia RE z prawem pierwotnym UE, bo trudno byłoby przyjąć, że w formie tego typu porozumienia RE dopuszczalne jest zmienianie prawa pierwotnego UE. Takie ruchy stwarzają niebezpieczeństwo przejmowania przez RE kolejnych kompetencji kosztem państw członkowskich. Ale właśnie tak działają urzędnicy europejscy, że bardzo ogólne sformułowania, z których dzisiaj niewiele wynika, i które podlegają różnorakim rozumieniom, stają się przyczółkiem do dalej idących regulacji prawnych, do dalej idącego wypłukiwania państw członkowskich z kompetencji, przy jednoczesnym zachowywaniu pozorów ich suwerenności. Dlatego warto mieć na uwadze, czy z tych nieprecyzyjnych i traktatowo wątpliwych ustaleń ze szczytu, da się wywołać jakieś bardziej konkretne naciski na państwa członkowskie za 5 czy 10 lat. Jak mówią Chińczycy: po upływie 30 lat widać, jak rzeka zmieniła bieg. Czy za kilka lat nie okaże się, że na tej podstawie będą podejmowane kolejne akty uzależniania wypłaty środków unijnych od spełnienia jakichś kolejnych żądań, np. co do ustanowienia jednolitego systemu podatkowego, przepisów prawa pracy czy rozstrzygania przez Parlament Europejski o ważności wyborów do Sejmu i Senatu, bo przecież wybory muszą być praworządnie przeprowadzone. Przykładem może być choćby kwestia pierwszeństwa prawa europejskiego nad krajowym. Kiedy w latach 60. pojawiło się pierwsze orzeczenie w tej sprawie, mało kto z rządzących przywiązywał do niego większą wagę. We wszystkich państwach członkowskich dalej obowiązywały konstytucje, które przesądzały, że są prawem najwyższym. Potem zaczęły zapadać kolejne rozstrzygnięcia, aż w końcu, po kilkudziesięciu latach, pojawił się motyw, żeby w prawie europejskim bezpośrednio zapisać, że jest ono nadrzędne wobec prawa krajowego. I już oficjalnie traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy stanowił, że konstytucja i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wykonywaniu przyznanych jej kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich. O ile narody Europy odrzuciły traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy, o tyle co do istoty podobną regulację zawarto w deklaracji nr 17 załączonej do aktu końcowego konferencji międzyrządowej opracowującej traktat z Lizbony. Podkreślam: nie bezpośrednio w traktacie z Lizbony, ale w jednej z dołączonych do niego deklaracji. W ten sposób bardzo ogólne na początku formy działania przeradzają się w coraz dalej idące konkluzje i regulacje. Jak z gotowaniem żaby, powoli, powoli i żaba nawet nie zauważa, że została ugotowana.

Czy słuszne jest założenie, że praworządność ma być narzędziem do dyscyplinowania takich krajów jak Polska czy Węgry przez najważniejszych w UE, czyli Niemcy i Francję?

To jest gigantyczny paradoks pokazujący myślenie części przywódców europejskich. W UE faktycznie jest problem z praworządnością, bo dyrektywy czy rozporządzenia nie są wykonywane przez poszczególne państwa. Istnieją rankingi na temat tego, jak kraje członkowskie nie wykonują regulacji prawa europejskiego. W tych zestawieniach Polska znajduje się w grupie państw, które najbardziej solidnie wdrażają to prawo, znacznie lepiej niż choćby Grecja. Konkretnym przykładem jest Francja, która (podobnie, jak znakomita część pozostałych państw tzw. starej Unii) przynajmniej od kilkunastu lat nie wykonuje przepisów europejskich w zakresie długu publicznego. Czy ponosi za to jakiekolwiek negatywne konsekwencje? Nie. We francuskim, włoskim czy portugalskim postępowaniu budżetowym praktycznie nie zwraca się uwagi, jak ich parametry makroekonomiczne finansów publicznych mają się do przepisów unijnych.

Bo to Francja, nie Polska...

Gdyby mechanizm powiązania funduszy UE z praworządnością miał służyć egzekucji prawa wtórnego, to jak najbardziej można byłoby temu przyklasnąć. W tym zakresie Polska należy do prymusów europejskich. Natomiast w całej tej sprawie wcale nie chodzi o przypilnowanie, żeby poszczególne kraje wykonywały prawo UE, tylko o stworzenie dodatkowego instrumentu, który będzie narzędziem oddziaływania na arbitralnie wybrane, w dowolnym momencie, państwa i rządy. To jest typowe narzędzie, które ma być wykorzystywane do nękania, stwarzania przewagi w prowadzonych negocjacjach, do narzucania swojej woli. To ma służyć klasycznej dominacji politycznej i podporządkowaniu, że jest centrum, które wie lepiej i peryferia, które mają mu się podporządkować, coś na wzór stosunków kolonialnych.

Ciągle jesteśmy skazani na bycie krajem drugiej kategorii?

Mechanizm kolonialnej dominacji ciągle jest silny w relacjach wewnątrzunijnych, a to nie powinno mieć miejsca. Właściwie można użyć słowa rasizm, bo pogląd, że obywatele państw Europy Środkowej są mniej wartościowi niż Francuzi, Belgowie czy Holendrzy, jest w tych państwach powszechnie podzielany. Jeżeli dla Holendra jest czymś oczywistym, że Polka sprząta mu mieszkanie, to już nie jest w stanie zaakceptować, że inna Polka będzie zarządzała przedsiębiorstwem, albo dla Francuza czy Niemca jest nie do przyjęcia, że polska spółka może świadczyć rentowne usługi transportowe. Stąd też niszczenie ich za pomocą środków administracyjnych, sprzecznych z prawem pierwotnym UE. W ramach kolonialnej dominacji Belgowie, Francuzi czy Anglicy przywykli do tego, że są rasą panów, że inni mają im się wysługiwać. Nie mogą pogodzić się z faktem, że nie ma chętnych do pracy na ich bogactwo, bo nastąpiła dekolonizacja. Zanim Niemcy zaczęli w Europie zakładać obozy pracy, wcześniej podobne obozy zakładali czy to Anglicy na południu Afryki, w Azji czy Belgowie w Kongo. Nie ma więc mowy o jakiejkolwiek równowadze czy szacunku. Jeżeli w tej perspektywie mielibyśmy działać cały czas, to konkluzja jest jedna: zawsze będziemy podwykonawcami, ludźmi drugiego sortu. Na to zgody nie ma i nie może być. Dlatego Polsce jak mało komu zależy na tym, by pierwotne prawo europejskie – swoboda przepływu usług, kapitału i osób – naprawdę działało, bo dzięki innowacyjności, wysokim kwalifikacjom i dobrej organizacji pracy umiemy uzyskiwać przewagę konkurencyjną. Natomiast praktyki typowo neokolonialne, monopolistyczne nie mają nic wspólnego ani z prawem europejskim, ani z wartościami UE. To prosta droga do pogłębiania napięć, generowania kolejnych konfliktów i spadku rentowności prowadzonej działalności, czyli tego wszystkiego, co nam, Europejczykom, nie jest potrzebne.

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 214
  • nieważne IP
    W czerwcu 1939 nastąpiło zbliżenie stanowisk socjalistów Adolfa Hitlera i Józefa Stalina. 19 sierpnia Mołotow dał niemieckiemu ambasadorowi projekt paktu, a już 21 sierpnia Stalin wezwał Ribbentropa do Moskwy do podpisania paktu. Według "Legationsrat" (Attaché) Gustava Hilgera, który brał udział w negocjacjach w charakterze tłumacza, Adolf Hitler przyjął tą wiadomość z nieukrywaną radością: "Teraz mam świat w mojej kieszeni!" miał krzyczeć i bębnić oboma pięściami o ścianę. Dla Francji i Anglii, którym Stalin mniej ufał niż lewicowemu Hitlerowi, było już po zawodach. Po rozmowach przebiegających bez żadnych zgrzytów datowany na 23 sierpnia pakt został podpisany 24 sierpnia. Granicę Niemiec i Rosji ustalono w Polsce na Narwi Wiśle i Sanie. Wynikiem było wkroczenie wojsk sąsiednich dla Polski, a zaprzyjaźnionych ze sobą państw socjalistycznych na polskie terytorium we wrześniu 1939 roku. Gdy we wrześniu Ribbentrop jeszcze raz poleciał do Moskwy, aby podpisać układ graniczny i o przyjaźni, to spotkał się z propozycją Stalina, że Litwa znajdzie się w strefie wpływów Stalina, a za to region lubelski i część regionu warszawskiego znajdą się w strefie wpływów Hitlera. Stalin osobiście podpisał ustalenia grubą niebieską kredką i narysował na mapie przebieg granicy Niemiec i Rosji od południowej granicy Litwy, aż do Czechosłowacji. Dwaj socjaliści, Hitler i Stalin, tak wspaniale i bez zgrzytów dogadali się co do przebiegu granic Niemiec i Rosji, że w drodze powrotnej gauleiter Gdańska powiedział do Ribbentropa, że nastrój rozmów był tak wspaniały, że czasami miał odczucie znajdować się wśród starych towarzyszy partyjnych.

    Następstwa tajnego protokołu są fatalne w skutkach i kosztują niezliczoną ilość osób życie. 1 września maszerują oddziały Hitlera na Polskę. 17 września o godz. 5:00 rano wkraczają żołnierze Stalina. Gdy Wehrmacht równa kraj od zachodu, to: 28 dywizje strzelców, 7 dywizji kawalerii, 10 brygad pancernych, 7 regimentów artylerii Armii Czerwonej zajmują wschód kraju. Stalin wysłał 446.000 ludzi, 4.000 czołgów, 5.500 dział, 2.000 samolotów na Polskę. On zajął 52% polskiego terytorium z ludnością ponad 13 mln. ludzi. Prawie 330.000 ludzi zostało deportowanych na Syberię lub centralną Azję. Rok później Stalin sięgnął po kraje nadbałtyckie. Do skutków paktu należy też tragiczny los wielu setek niemieckich "antyfaszystów", komunistów i Żydów, którzy przed nazizmem uciekli do Związku Radzieckiego. Po podpisaniu układu Moskwa przekazała ich na sowieckiej granicy niemieckiemu reżymowi. Wielu z nich, jak na przykład towarzyszka życia zastrzelonego w ZSSR głównego funkcjonariusza Komunistycznej Partii Niemiec Heinza Neumanna, wylądowało w obozach koncentracyjnych. "Gdy Hitler napadł na Polskę, wyglądało to jakby wkroczył tam na zaproszenie Stalina."

    Powyższy wpis jest na podstawie artykułu w uważanym za lewicowy tygodniku Der Spiegel Nr. 34 / 17.8.2019 str. 80, pod tytułem: "Glückwunsch aus der Hölle" i podtytułem: "Zeitgeschichte  80 Jahre nach dem Hitler-Stalin-Pakt wollen Putin-Getreue das verhängnisvolle Abkommen rehabilitieren – im Dienste des russischen Großmachtstraums." Autorem jest Christian Neef.

    https://magazin.spiegel.de/SP/2019/34/165454496/index.html?utm_source=spon&utm_campaign=centerpage
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • nieważne IP
      "Niemcy narodowosocjalistyczne pragną pokoju w wyniku swoich najgłębszych przekonań światopoglądowych." - Adolf Hitler w przemówieniu z maja 1935, źródło: Leszek Kołakowski, Casus Eichmanna (1961), cyt. za: „Gazeta Wyborcza”, 19–20 lipca 2014.
      Dodaj odpowiedź 3 0
        Odpowiedzi: 0
      • nieważne IP
        "Mieszkańcy Europy stanowią na Świecie jedną, wspólną rodzinę. Dlatego wyobrażenie, że w tak ograniczonym „domu”, jakim jest Europa, utrzymanie różnego porządku prawnego i różnych wartości dla jednej wspólnoty mieszkańców, jest wyobrażeniem fałszywym." - Adolf Hitler w przemówieniu w dniu 7 marca 1936 roku przed Reichstagiem.
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • (wujek) Olek IP
          Jednomyślność to "liberum veto"...
          Dodaj odpowiedź 5 0
            Odpowiedzi: 0
          • (wujek) Olek IP
            Co do praworządności polecam przemowę Benedykta XVI przed Bundestagiem. W naszych świeckich państwach dowolnego prawa nie ma praworządności, to tylko wielkie bandy zbójów, im większe, tym bandyckie.
            Dodaj odpowiedź 3 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także