12 osób nie żyje, a 48 zostało rannych po tym, jak ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała w tłum zgromadzony na targu świątecznym w stolicy Niemiec. Do zdarzenia doszło w reprezentacyjnej alei Kurfuerstendamm znajdującej się w dzielnicy Charlottenburg, w zachodniej części miasta. Osoba, która prowadziła ciężarówkę uciekła. W szoferce samochodu znaleziono martwego mężczyznę. Jak się później okazało - Polaka.
Czytaj też:
Nowy ślad w sprawie zamachu w Berlinie. Sprawcą może być młody Tunezyjczyk
"Brak pomocy i milczenie"
W odpowiedzi na krytykę rodziny zabitego Polaka, ambasada RP w Berlinie uznała zarzuty za nieuzasadnione, a kierownik wydziału konsularnego potwierdził, że od piątku placówka próbowała nawiązać kontakt z rodziną zabitego kierowcy ciężarówki.
Od momentu kiedy zweryfikowano, że samochód należał do polskiej firmy i jasne było, że w sprawę zamieszany jest Polak, służby konsularne zajęły się sprawą. "Wysłaliśmy email o godzinie 22.40 mniej więcej, na adres firmowy, po tym, jak kilkukrotnie nie udało się nam dodzwonić na numer telefonu wskazany na stronie internetowej" – opisuje sytuację dyplomata. Polskie służby zapewniły też, że rodzina zabitego jest pod opieką, także psychologiczną, i w kontakcie z władzami.
"Odszedł mąż, ojciec,syn, kuzyn oraz nasz dobry pracownik. Dla właściciela firmy jest to podwójna strata. Oby nikt z Państwa nie musiał nigdy tego przechodzić. Dla nas już nic nie będzie takie jak było!" – napisali bliscy zabitego kierowcy na Facebooku.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
