Brutalne zatrzymanie i przesłuchanie. Relacja z pracy dziennikarza na Białorusi

Brutalne zatrzymanie i przesłuchanie. Relacja z pracy dziennikarza na Białorusi

Dodano: 
BIałoruś
BIałoruś Źródło: PAP / fot. TATYANA ZENKOVICH
Relację z pracy jednego z dziennikarzy współpracujących z telewizją Biełsat opublikowała na Facebooku Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Biełsat TV. "Można posmakować nieco atmosfery pracy dziennikarskiej na Białorusi..." –  podsumowuje opisaną sytuację Romaszewska.

Wpis opisuje sytuację do jakiej doszło podczas pracy dziennikarza Aleksandra Lauczuka. Mężczyzna opowiada jak wraz z żoną kręcili materiał poświęcony kontrowersyjnemu „podatkowi od bezrobocia”. Chodzi o prezydencki dekret z 2015 roku, który zakłada nałożenie opłat na osoby, które nie przepracowały w ciągu roku przynajmniej 183 dni. Pomysł ściągania opłat krytykują szczególnie ci obywatele, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia ze względu na wysokie bezrobocie a nie brak chęci do pracy.

Całość wpisy z Facebooka Agnieszki Romaszewskiej-Guzy poniżej (pisownia wpisy oryginalna)

A oto dzisiejsza relacja jednego z dziennikarzy współpracujących z Biełsatem. Można posmakować nieco atmosfery pracy dziennikarskiej na Białorusi...

18 marca razem razem z żoną Miłaną Charytonawą robiliśmy zdjęcia w Kobryniu do materiału o dekrecie Nr 3, o bezrobociu, protestach. Między innymi pytaliśmy mieszkańców miasta co o tym sądzą. Cały czas byliśmy filmowani kamerą i telefonem przez ludzi w cywilu.

Po jakimś czasie podszedł do mnie zastępca szefa miejscowej milicji i poprosił o dokument. Pokazałem mu legitymacje pracownika agencji informacyjnej BełaPAN, po czym milicjant nie miał do mnie żadnych pytań i odszedł. 
Po zdjęciach nasz samochód został zatrzymany przez drogówkę do sprawdzenia dokumentów. W tym momencie z drugiej strony samochodu podbiegło do nas kilku wysportowanych mężczyzn po cywilnemu (co najmniej czterech), brutalnie zaczęli wyciągać nas z samochodu, kilka razy uderzono mnie w nerki, wykręcono ręce. Miłana po brutalnym wyciąganiu z samochodu ma siniec na ręce. W czasie zatrzymania mężczyźni krzyczeli – łap telefon, łap kamerę! W rezultacie została uszkodzona kamera (wyrwano z niej żywcem kabel), mikrofon, zniknęło światło kamerowe i baterie, zniszczono bransoletkę na nadgarstku Miłany.
Na prośbę o wylegitymowanie się nieznani mężczyźni używali słow niecenzuralnych. Przywieziono nas na posterunek, gdzie nie pozwolono mi skorzystać z telefonu ani zdzwonić do adwokatów. Nie odpowiedziano nam na pytanie na jakiej podstawie jesteśmy zatrzymani. Natomiast w bardzo chamskiej formie powiedziano nam że Biełsat „przy pomocy swoich kamer” organizuje protesty na Białorusi, że my destabilizujemy sytuację w kraju i że jak przyjdzie co do czego „będą nas zabijać”. 
Okazało się, że byliśmy zatrzymani przez pracowników wydziału do walki z narkotykami – nazwisk nam nie podano. Mnie i żonie postawiono zarzuty „za niepodporządkowanie się zgodnym z prawem poleceniom pracowników milicji (artykuł 23 ustęp 4 białoruskiego kodeksu postępowania administracyjnego). Dodatkowo usłyszeliśmy, że zostanie postawiony jeszcze jeden zarzut, za to że pracujemy dla Biełsatu (artykuł 22 ustęp 9 kodeksu postępowania administracyjnego – łamanie prawa o druku i innych mediach). Cały nasz sprzęt został skonfiskowany do decyzji sądu.

Z poważaniem, 
Aleksander Lauczuk, Brześć

facebook


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: Facebook / Agnieszka Romaszewska
Czytaj także