W poście, który pojawił się na hakerskim forum dyskusyjnym Breach Forums w ubiegłym tygodniu, haker o pseudonimie ChinaDan zaoferował sprzedaż prawie 24 terabajtów danych zawierających poufne informacje o miliardzie obywateli Chin za 10 bitcoinów, czyli około 200 tys. dolarów.
Dane rzekomo zawierają informacje z bazy danych policji w Szanghaju, w tym imiona i nazwiska, daty urodzenia, numery dowodów osobistych, numery telefonów, a nawet rejestrów kryminalnych.
Nazwiska, adresy, a nawet sprawy kryminalne
Agencja Associated Press dotarła do próbki skradzionych danych. Zawierała ona m.in. informacje o osobach nieletnich. Dziennikarzom trudno jednak zweryfikować autentyczność tych danych, a szanghajską policja nie odpowiedziała na prośbę o komentarz.
Oferta hakera wywołała ogromną dyskusję na chińskich platformach społecznościowych, takich jak Weibo, ale od tego czasu cenzorzy zaczęli blokować wyszukiwanie słów kluczowych dla "wycieku danych z Szanghaju".
Kendra Schaefer, badaczka z firmy konsultingowej Trivium China zajmującej się m.in. analizą chińskiej polityki, napisała na Twitterze, że "trudno jest przeanalizować prawdę z tzw. plotkarskiego młyna, ale można potwierdzić, że plik istnieje".
"12 mld zhakowanych kont"
Według Michaela Gazeleya, dyrektora zarządzającego w firmie Network Box z siedzibą w Hongkongu, takie wycieki danych są dość powszechne. – W tej chwili w Dark Webie znajduje się około 12 mld zhakowanych kont. To więcej niż całkowita liczba ludzi na świecie – podkreślił ekspert.
Jeśli wyciek zostanie oficjalnie potwierdzony przez chińskie władze, to będzie można uznać go za największy tego typu incydent w historii. AP przypomina w tym kontekście, jak w zeszłym roku hakerzy ujawnili dane ponad 500 mln użytkowników Facebooka z powodu luki w systemie.
Czytaj też:
Cyberprzestępcy coraz groźniejsi?
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
