Sojusz tęczowo-banderowski
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

Sojusz tęczowo-banderowski

Dodano: 
Kijów. Marsz Równości w 2021 r.
Kijów. Marsz Równości w 2021 r. Źródło: PAP/EPA / SERGEY DOLZHENKO
Kult OUN i UPA połączony z poparciem dla ruchu LGBT. Skrajny nacjonalizm pożeniony z feminizmem. A to wszystko podgrzane powierzchownym, za to bardzo intensywnym zauroczeniem Unią Europejską. Dominująca na Ukrainie ideologia ma charakter synkretyczny.

Tytuł zawiera aluzję do sytuacji w Rosji. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. zawiązał się egzotyczny alians komunistów z jednej oraz monarchistów, nacjonalistów i neofaszystów z drugiej strony. Wspólnym mianownikiem obu – teoretycznie skrajnie sobie odległych – środowisk była chęć uratowania imperium przed upadkiem. Nieważne – czerwonego, białego czy brunatnego, ważne, że potężnego militarnie i ogromnego terytorialnie. Nieważne – ZSRS czy Rosji. Do historii to przymierze przeszło pod nazwą sojusz czerwono-brunatny. Choć początkowo miał on charakter marginalny, to ostatecznie mocno wpłynął na kształt polityczny, a przede wszystkim ideologiczny współczesnej Rosji, która jest miksem tradycji sowieckich i carskich. Pisząc o sojuszu tęczowo-brunatnym na Ukrainie, w żaden sposób nie zamierzam zrównywać pod względem moralnym państwa ofiary agresji z państwem agresorem. To oczywiste, kto jest kim. Niemniej podobieństwa wydają się oczywiste. W państwie ofierze, podobnie jak w państwie agresorze, dominujący w polityce, mediach i opinii publicznej jest światopogląd o charakterze synkretycznym. Światopogląd łączący skrajne postacie lewicy i prawicy. Jeśli w Rosji mamy do czynienia z sojuszem czerwono-brunatnym, to, analogicznie, w ­wypadku Ukrainy uzasadnione wydaje się mówienie o sojuszu tęczowo-banderowskim albo nawet wprost, z tylko niewielką dozą publicystycznej przesady, o sojuszu tęczowo-brunatnym.

Feminizm i duch UPA

Ten ideologiczny synkretyzm trudno zrozumieć w Polsce, gdzie podziały są dość czytelne. Czy można sobie np. wyobrazić postępową feministkę, która broni Żołnierzy Wyklętych? Uwielbianą przez lewicowe salony Olgę Tokarczuk publicznie oddającą cześć i chwałę bohaterom podziemia antykomunistycznego, którzy umierali bynajmniej nie za wejście do Unii Europejskiej czy za konwencję stambulską, tylko za niepodległość ojczyzny? Nieszczególnie.

Tymczasem analogiczny miks pozornie sprzecznych postaw możemy dostrzec u Oksany Zabużko, którą z niewielką tylko dozą przesady można nazwać ukraińską Olgą Tokarczuk. Obie wybitne pisarki są zresztą przyjaciółkami.

Cały artykuł dostępny jest w 46/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także