Dywersanci przed sądem. Grupa działała w Polsce

Dywersanci przed sądem. Grupa działała w Polsce

Dodano: 
Kajdanki na rękach zatrzymanego, zdjęcie ilustracyjne
Kajdanki na rękach zatrzymanego, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Domena publiczna
Przed sądem na Litwie staną członkowie siatki dywersyjnej, która próbowała podpalić w Szawlach zakład produkujący sprzęt elektroniczny dla ukraińskiej armii. Grupa miała działać również w Polsce.

Jak podaje RMF24, fabrykę TVC Solution próbowali spalić we wrześniu 2024 roku Hiszpan i Kolumbijczyk. Mężczyźni nie dysponowali jednak wystarczającymi materiałami zapalającymi i zostali spłoszeni. Zatrzymano ich dopiero na Łotwie.

Działania koordynowane z Rosji

Kilka dni później akcję mieli dokończyć Białorusin i Rosjanin, którzy przyjechali z Hiszpanii. Im również nie udało się spalić zakładu.

"Efekty działań miała ocenić Kubanka, która przyjechała na Litwę z Rosji. Ją również zatrzymano. Później w Hiszpanii wpadł Kolumbijczyk, który finansował akcję" – czytamy na rmf24.pl.

Choć dywersantom nie udało się osiągnąć celu, spowodowali szkody w wysokości 4 mln euro. Śledztwo wykazało, że ich działania były koordynowane przez mieszkających w Rosji Kolumbijczyka i Kubańczyka, którzy pracują dla rosyjskiego GRU.

Te same osoby mają też być odpowiedzialne za koordynowanie akcji sabotażowych na terytorium Polski, Czech i Rumunii.

Rosyjski sabotaż również w Niemczech?

Z kolei niemieckie media donoszą o wątpliwościach związanych z tym, kto stoi za sabotażem, który odciął dużą część Berlina od prądu. W sobotę rano wybuchł pożar mostu kablowego nad kanałem Teltow, prowadzącym do elektrowni Lichterfelde. Przed kilka dni część Berlina pozostawała bez prądu. Sytuacja zaczęła normować się dopiero w środę.

Po pożarze ukazał się list "Grupy Wulkan", w którym aktywiści klimatyczni przyznają się do sabotażu. Dziennik "Berliner Zeitung" opublikował list na swojej stronie. "Dzisiaj w nocy udało nam się sabotować elektrownię gazową w dzielnicy Berlin-Lichterfelde. Doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone" – czytamy.

Pojawiają się jedna wątpliwości dot. tego, kto stoi za sabotażem. "Pismo, w którym skrajnie lewicowa grupa przyznaje się do sabotażu elektrowni w Berlinie, odbiega od znanego schematu. Pojawiają się spekulacje o rosyjskim tropie" – pisze "Tagesspiegel".

Czytaj też:
Kolejny sabotaż na kolei? Niepokojący komunikat
Czytaj też:
Wywiad jednego z państw bałtyckich: Ryzyko ataku Rosji znikome


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: RMF 24 / Deutsche Welle, Tagesspiegel, DoRzeczy.pl
Czytaj także