We Francji Antifa nazywa to „strzelaniem rzutów karnych”. W liczbie kilku czy kilkunastu na jednego przewracają domniemanego „faszystę” na ziemię i kopią go w głowę niczym piłkę. Dwa lata temu w Lyonie w ten właśnie sposób zabili młodego mężczyznę, którego pierścień z krzyżem maltańskim pomylili ze swastyką. Lokalna prasa napisała o brutalnej „bójce”, która zakończyła się śmiercią „neonazisty”. Media lokalne zazwyczaj ukrywają przemoc ze strony skrajnej lewicy, manipulując faktami, a te ogólnokrajowe w większości je przemilczają. Sprawcy rzadko, jeśli w ogóle, są karani proporcjonalnie do swoich czynów. 12 lutego 2026 r. grupka siedmiu młodych kobiet z kolektywu Némésis, broniącego idei „prawicowego feminizmu”, zorganizowała happening przed wyższą szkołą nauk politycznych Sciences Po w Lyonie – w proteście przeciw konferencji europosłanki skrajnej lewicy Rimy Hassan z ugrupowania Francja Niepokorna (La France Insoumise – LFI). Rima Hassan jest oskarżana przez nie o szerzenie programu tzw. islamolewicy, tj. poparcia dla masowej imigracji i islamizacji Francji, będącej w ich oczach przyczyną pogarszania się sytuacji kobiet.
Bogate w doświadczenie z poprzednich happeningów, na których młode działaczki Némésis były wielokrotnie atakowane fizycznie, poprosiły grupę kilkunastu kolegów, aby stali w niedalekiej odległości i interweniowali w ich obronie w razie potrzeby. Niestety, gdy dziewczyny zostały otoczone przez grupę Antifa i mocno poturbowane (jedna została powalona na ziemię i była nawet duszona), na ich kolegów napadła dwa razy liczniejsza od nich grupa bojówki Jeune Garde, czyli Młodej Gwardii, mającej bliskie związki z partią LFI. Gdy próbowali uciec przed napastnikami, 23-letni Quentin Deranque, student matematyki nawrócony trzy lata temu na katolicyzm, został powalony na ziemię i stał się obiektem serii tzw. rzutów karnych. Filmik z wydarzenia, zeznania świadków oraz doznane przez Quentina obrażenia sprawiły, że prokuratura lyońska wszczęła postępowanie o umyślne zabójstwo. Wśród aresztowanych figuruje dwóch asystentów parlamentarnych posła LFI, który był jednocześnie współzałożycielem Jeune Garde.
O samym wydarzeniu i o tym, czego doświadczają od lat działaczki Némésis, opowiadała mi liderka tego kolektywu, Alice Cordier, pięć dni po tragicznie zakończonym happeningu przed szkołą Sciences Po. Wywiad jest dostępny na portalu DoRzeczy.pl pt. „Poruszające słowa liderki Némésis. »Jesteśmy ofiarami przemocy«”.
Krew na rękach socjalisty
Sama scena brutalnego morderstwa motywowanego politycznie oraz fakt udziału w nim osób związanych z partią parlamentarną rozpętały prawdziwą burzę we Francji. Premier i czołowi politycy od centrum do prawicy oskarżają partię LFI Jeana-Luca Mélenchona, wielkiego zwolennika „socjalizmu XXI w”. w stylu wenezuelskim, o to, że ma krew na rękach i że jesteśmy dziś świadkami skutków wieloletniej nienawistnej retoryki jej lidera oraz członków. Lewica natomiast ma inne zmartwienie: czy to wydarzenie nie spowoduje przestawienia tzw. kordonu sanitarnego, który otaczał do tej pory partię Le Penów po prawej stronie, na lewą stronę wokół LFI, torując francuskim narodowcom drogę do władzy. Na alarm biją lewicowe media, w tym te publiczne, a nawet były, teoretycznie centroprawicowy premier, Dominique de Villepin, w wywiadzie opublikowanym osiem dni po zdarzeniu, ostro skrytykował „demonizację” LFI, która „przygotowuje przyjęcie władzy przez skrajną prawicę”. I rzeczywiście, sondaż opublikowany dzień wcześniej w „Le Figaro” pokazuje, że 76 proc. Francuzów jest zdania, iż centrolewica nie powinna już zawierać sojuszy z LFI, a 61 proc. respondentów zapowiada, że zagłosuje nawet na kandydata, z którym się nie zgadza, aby za wszelką cenę zapobiec zwycięstwu kandydata LFI.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
