Bliski współpracownik Trumpa uderza w NATO. "Co z tego mają USA?"

Bliski współpracownik Trumpa uderza w NATO. "Co z tego mają USA?"

Dodano: 
Prezydent USA Donald Trump i sekretarz stanu Marco Rubio
Prezydent USA Donald Trump i sekretarz stanu Marco Rubio Źródło: PAP/EPA / FRANCIS CHUNG / POOL
Marco Rubio poinformował, że USA mogą potrzebować ponownej oceny swoich relacji z NATO po zakończeniu wojny z Iranem. "Sojusz musi być korzystny dla obu stron. To nie może być ulica jednokierunkowa" – ocenił.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio w wywiadzie dla Al Jazeery skrytykował kraje członkowskie NATO m.in. za odmowę dostępu do ich baz wojskowych. Zagroził, że stosunki z członkami sojuszu muszą zostać ponownie przeanalizowane, kiedy zakończy się wojna z Iranem.

Rubio krytykuje NATO. Uderzył zwłaszcza w Hiszpanię

– Jeśli NATO chodzi tylko o to, że my bronimy Europy, jeśli zostaną zaatakowani, a oni odmawiają nam praw do baz, gdy ich potrzebujemy, to nie jest to dobre rozwiązanie. Trudno się wówczas angażować – powiedział.

Skrytykował zwłaszcza Hiszpanię.

– Mamy takie kraje jak Hiszpania – członek NATO, którego zobowiązaliśmy się bronić, a które odmawiają nam prawa do korzystania ze swojej przestrzeni powietrznej i jeszcze się tym chwalą, a także odmawiają nam dostępu do swoich baz. Więc zadajesz sobie pytanie: co z tego mają Stany Zjednoczone? Jeśli NATO polega wyłącznie na tym, że my bronimy Europy przed atakiem, a oni odmawiają nam prawa do korzystania z baz, gdy ich potrzebujemy, to nie jest to zbyt korzystne porozumienie. Wszystko to będzie musiało zostać ponownie przeanalizowane – stwierdził.

Wojna USA i Izraela z Iranem

Marco Rubio poinformował też w wywiadzie, że „dochodzi do wymiany wiadomości i bezpośrednich rozmów między niektórymi osobami w Iranie a Stanami Zjednoczonymi, głównie dzięki wsparciu pośredników”. Powiedział też, że prezydent USA Donald Trump „zawsze przedkłada dyplomację nad inne rozwiązania i zawsze dąży do osiągnięcia porozumienia”.

Sekretarz stanu USA podkreślił, że zmiana reżimu w Iranie pozostaje preferowanym rozwiązaniem dla USA, jednak nie jest to celem operacji wojskowej.

– Zawsze z zadowoleniem przyjęlibyśmy sytuację, w której Iranem rządziliby ludzie mający inne wyobrażenie o przyszłości. Jeśli nadarzy się taka okazja, zamierzamy z niej skorzystać – powiedział.

Wyjaśnił, że celem operacji zbrojnej jest zapewnienie, by Iran nie mógł wejść w posiadanie broni jądrowej, dokonywać ataków przy użyciu pocisków i dronów wymierzonych w sąsiadów oraz by zaprzestał sponsorowania terroryzmu.

– Mamy bardzo jasno określone cele, do których dążymy. Obejmują one zniszczenie ich sił powietrznych, co już udało się osiągnąć; zniszczenie ich marynarki wojennej, co w dużej mierze udało się osiągnąć; znaczne zmniejszenie liczby posiadanych przez nich wyrzutni rakietowych, co jest już na dobrej drodze do realizacji. Zamierzamy zniszczyć fabryki produkujące te pociski i drony, których używają do atakowania sąsiadów, Stanów Zjednoczonych oraz naszych sił w regionie. Nie zajmie to miesięcy. Nie powiem wam dokładnie, ile to będzie tygodni, ale to kwestia tygodni, a nie miesięcy – zapewnił.

Czytaj też:
Trump traci cierpliwość do sojuszników. Planuje rewolucję w NATO
Czytaj też:
Trump znów uderza w NATO. "Przypomnicie sobie moje słowa"

Źródło: DoRzeczy.pl / wp.pl
Czytaj także