Brakuje jednak potwierdzenia sprawstwa Kijowa przez niezależne źródła.
Niemka została zatrzymana w poniedziałek przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB) z bombą domowej produkcji, którą kobieta miała schowana w plecaku. Siłę rażenia bomby oszacowana na ok. 1,5 kg trotylu. Służby Kremla przekazały, że udaremniono "zaplanowany przez reżim kijowski zamach terrorystyczny na placówkę organów ścigania w regionie Stawropola". Początkowo nie ujawniono tożsamości zatrzymanej.
Wstrząsające ustalenia ws. planowanego zamachu. Kobieta miała zginąć
Kobieta, urodzona w 1969 roku, usłyszała zarzut terroryzmu. Celem ataku miał być obiekt rosyjskich organów ścigania. Jak podkreśla Deutsche Welle, "zarzuty nie mogą zostać zweryfikowane przez niezależne źródła".
Rosyjskie agencje informacyjne podają, że Niemka została wciągnięta w spisek przez "urodzonego w 1997 roku obywatela jednego z krajów Azji Środkowej". Jako źródło tych doniesień wskazuje się służby specjalne. Ze wspomnianych informacji wynika, że mężczyzna miał zdalnie zdetonować bombę w godzinach porannych, aby zabić jak najwięcej funkcjonariuszy, natomiast jego wspólniczka "miała zginąć na miejscu".
"Oboje podejrzani złożyli zeznania. Według FSB mieli otrzymać ładunek wybuchowy z kryjówki ukraińskich służb specjalnych. Władze nie opublikowały na razie żadnych dowodów" – czytamy na dw.com.
Lewicowi terroryści chcieli uszkodzić samolot kanclerza Niemiec
W styczniu br. lewicowi aktywiści próbowali unieruchomić prywatny samolot kanclerza Niemiec, Friedricha Merza. Działacze zostali powstrzymani przez policję. Ujęto trzy osoby. Do zdarzenia doszło w nocy ze środy na czwartek w miejscowości Arnsberg w Nadrenii Północnej-Westfalii. To właśnie tam znajduje się hangar, w którym szef niemieckiego rządu trzyma swoją prywatną awionetkę.
Jak wynikało ze wstępnych ustaleń, zatrzymane osoby chciały uszkodzić maszynę. Ich plany pokrzyżowali jednak funkcjonariusze policji. Deutsche Welle informowało, zatrzymani to dwie kobiety i mężczyzna w wieku 23, 28 i 56 lat. Ujęte osoby usłyszały zarzut naruszenia miru domowego. Jako uzasadnienie wskazano fakt, że bez upoważnienia dostały się na teren, na którym znajduje się hangar.
Śledczy przekazali, że trio było dobrze znane policji. Aktywiści brali bowiem udział w protestach o charakterze lewicowym i "proklimatycznym".
Z kolei grupa występująca w przestrzeni publicznej pod nazwą "Kolektyw-oporu" przekazała oficjalnym komunikacie, że "w ramach akcji protestacyjnej próbowano unieruchomić prywatny samolot Friedricha Merza".
Czytaj też:
"Moim zadaniem jest ostrzec Polskę". Niepokojące słowa ŁukaszenkiCzytaj też:
"Białorusini także się z chęcią do tego dołączą". Kułeba ostrzega Polskę
