W swoim czasie prezes Jarosław Kaczyński zapowiadał, że Warszawa stanie się "drugim Budapesztem". Tymczasem na naszych oczach staje się nim... Sofia. I na Węgrzech i w Bułgarii zwykli obywatele zdecydowali o fundamentalnych zmianach w polityce wewnętrznej, ale tylko w bałkańskiej części dawnych Austro-Węgier możemy mówić o spodziewanych kluczowych zmianach w polityce zagranicznej. Nad Dunajem bowiem TISZA będzie w stopniu większym niż spodziewali się euroentuzjaści – i większym niż straszyli eurorealiści oraz eurosceptycy – kontynuować linię Orban- Szijarto. Oczywiście mocno zmieni się retoryka na proeuropejską, ale nie zmieni się zapewne negatywne stanowisko Budapesztu odnośnie pomocy militarnej dla Ukrainy. Sprawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu może być przykrym dla Kijowa tematem w czasie negocjacji akcesyjnych Ukrainy. Węgry na pewno nie będą zwolennikami szybkiego akcesu Kijowa do UE, a mogą nawet pozostać zasadniczymi przeciwnikami rozszerzenia Unii o państwo ukraińskie. Niemal na pewno natomiast – inaczej niż Orban – odpuszcza weto w sprawie olbrzymiej pomocy finansowej Brukseli dla Kijowa. Tyle, że oczywiście owa gigantyczna pożyczka nie będzie niemal na pewno żyrowana przez Budapeszt. Podobnie zresztą, jak przez Pragę i Bratysławę. I to będzie wspólny mianownik węgiersko- czesko- słowacko- bułgarski. Oto bowiem eksprezydent i przyszły premier Rumen Radew raczej nie zawetuje tego kolosalnego unijnego oceanu pieniędzy dla Ukrainy (na ile ta pożyczka zostanie zwrócona to już inna sprawa – ja tu większych złudzeń nie mam). Jednak na 100 proc. nie będzie chciał, aby jego kraj w owej „pożyczce” partycypował.
„Postępowa Bułgaria” Radewa będzie, dzięki swojemu liderowi, formacją eurorealistyczną. Jeszcze jako prezydent Radew nie chciał, aby jego ojczyzna weszła do strefy euro i grał na opóźnienie tego procesu. Pogorszenie się sytuacji gospodarczej Bułgarii po przyjęciu wspólnej waluty euro czyli powtórka scenariusza innych nowych członków "eurolandu", jak Litwa, Słowacja czy Chorwacja było też jednym z powodów wielkiej wiktorii politycznej inicjatywy byłego prezydenta. Radew co prawda wywodzi się z lewicy, ale z tejże lewicy wywodzi się również premier Słowacji Robert Fico. Obu wcale nie przeszkadza to patrzeć na Unię z dużym dystansem.
Widmo eurorealizmu krąży nad naszym regionem Europy. Eurorealistyczna oś grupująca trzy państwa Grupy Wyszehradzkiej i jedno bałkańskie staje się – mimo wszelkich, nawet istotnych, różnic – faktem. Nie w sensie wspólnych działań, ale podobnie sceptycznym podejściu do Brukseli, a zwłaszcza wobec Ukrainy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
