Od Harvardu,Stanforda,Massachusetts Institute of Technology,Yale czy Princeton. Większość z nich mówi po polsku i po angielsku. Większość zna Polskę i jej kulturę. Jednak Polska nigdy po nich nie sięga. Dla polskich elit i wpływowego komentariatu te setki młodych absolwentów najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie nie są żadnym zasobem. Są konkurencją, o którą nie warto zabiegać.
Polski komentariat oraz znaczna część elit III RP bardzo często omijają temat budowy profesjonalnego propolskiego lobbingu w USA z kilku nakładających się powodów — historycznych, mentalnych, instytucjonalnych i politycznych.
Po transformacji, po obradach Okrągłego Stołu dominowała narracja, że wejście Polski do NATO i Unii Europejskiej rozwiązuje zasadniczo problem bezpieczeństwa państwa. W rezultacie kwestie budowy trwałych wpływów w Waszyngtonie zostały uznane za mniej istotne niż sama integracja formalna. Polska polityka zagraniczna koncentrowała się bardziej na „doganianiu Zachodu” niż na tworzeniu własnych instrumentów oddziaływania.
Jednocześnie po rozmowach w Magdalence i przemianach ustrojowych doszło — w opinii wielu środowisk emigracyjnych — do systemowego wykluczenia znacznej części elit niepodległościowych i polonijnych z procesu budowy III RP. Szczególnie dotyczyło to środowisk posiadających doświadczenie w amerykańskim biznesie, mediach, organizacjach eksperckich oraz strukturach wpływu politycznego w USA.
Polonia amerykańska wielokrotnie przyczyniła się do obrony polskiej suwerenności i ma ogromny wkład w odbudowę państwa polskiego. Od 1910 przepracowała na różnych konferencjach memoriał na temat powstania państwa polskiego, aby po przyjeździe do USA Jana Ignacego Paderewskiego, połączyć wysiłki i przedstawić je Prezydentowi Wilsonowi. Wysłała do Polski i finansowała nowoczesną, dobrze wyszkoloną i uzbrojoną Błękitną Armię. Rozpoczęła, trwającą do dziś pomoc finansową dla Polski.
Od 1994 roku, jak pisze w Kuryerze Polskim prof. Donald Pienkos, świadek tej historii, w artykule „Polska, Amerykańscy Polacy i Sojusz NATO”, trwała akcja Polonii amerykańskiej w celu wywarcia wpływu na opinię amerykańską. Odbyto setki spotkań, gdzie spotykano się z amerykańskimi politykami. W wyniku rozpisanej petycji o włączenie Polski, Czech, Węgier i Słowacji do NATO, Prezes KPA Edward Moskal zebrał wtedy 9 milionów podpisów.
Państwo polskie po 1989 roku nie wykorzystało ogromnego potencjału wielomilionowej Polonii amerykańskiej jako narzędzia strategicznego oddziaływania. Nie stworzono trwałych mechanizmów:
- finansowania polskich środowisk eksperckich w USA,
- wspierania mediów anglojęzycznych,
- budowy zaplecza akademickiego,
- rozwijania staży kongresowych,
- ani systemowego przygotowywania młodych liderów do obecności w administracji amerykańskiej.
Polonia była często traktowana bardziej jako element folkloru historycznego i symbolicznego zaplecza patriotycznego niż jako realny instrument geopolityczny.
Drugim problemem była sama kultura polityczna III RP. Zarówno polski komentariat, jak i znacząca część elit III RP przez lata traktowały pojęcie „lobbingu” z nieufnością, utożsamiając je z układami, korupcją lub nieformalnym wpływem. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych lobbying jest podstawowym i legalnym mechanizmem reprezentowania interesów państwowych, gospodarczych i społecznych. Kraje skuteczne w Waszyngtonie inwestują miliardy dolarów w budowę relacji politycznych, eksperckich i medialnych.
Elity III RP często zakładały również, że strategiczne partnerstwo z USA ma charakter trwały i niemal automatyczny. W efekcie zaniedbano budowę własnych instrumentów wpływu w amerykańskim systemie politycznym. Polska bardziej korzystała z korzystnej koniunktury geopolitycznej po wejściu do NATO niż tworzyła trwałe zaplecze oddziaływania w Waszyngtonie.
Polski komentariat i część elit III RP często unikały tego tematu również dlatego, że wymagałoby to uznania niewygodnej prawdy: sama sympatia wobec Polski nie gwarantuje trwałego wsparcia USA. W amerykańskim systemie politycznym liczy się obecność w strukturach wpływu — think tankach, mediach, fundacjach, kancelariach prawnych, sektorze finansowym i bezpośrednim otoczeniu decydentów.
Ten problem bardzo mocno podkreślał Andrew Michta w programie „Didaskalia”. Michta zwracał uwagę, że Polska praktycznie nie istnieje dziś w waszyngtońskim systemie wpływu. Jak mówił: „Polski nie ma w Waszyngtonie po prostu”. Wskazywał również na brak trwałej infrastruktury obecności państwa polskiego w stolicy USA: „Mamy sytuację, w której nadal nie ma ambasadora z Polski w Waszyngtonie. Mamy sytuację, w której nie ma instytucji fundowanych przez polski rząd”.
Jako przykład podał ograniczone możliwości placówki Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w Waszyngtonie, podkreślając, że Polska nadal nie zbudowała tam realnego zaplecza eksperckiego i politycznego.
W tym kontekście coraz częściej pojawia się postulat stworzenia silnej, finansowanej przez państwo polskie instytucji strategicznej w USA — na wzór organizacji budujących wpływy innych państw. Jedną z proponowanych idei przez Kuryer Polski jest powołanie rządowego Instytutu im. Ignacego Jana Paderewskiego — symbolicznie odwołującego się do postaci, która odegrała kluczową rolę w budowie propolskiego zaplecza politycznego w Stanach Zjednoczonych podczas walki o niepodległość Polski po I wojnie światowej.
Taki instytut mógłby pełnić funkcję trwałego centrum polskiego wpływu w Waszyngtonie:
- finansować analizy strategiczne,
- organizować programy stypendialne i kongresowe,
- wspierać obecność polskich ekspertów w amerykańskich mediach,
- budować relacje z think tankami,
- integrować środowiska Polonii,
- oraz tworzyć długoterminową sieć kontaktów politycznych i biznesowych.
Instytut im. Paderewskiego mógłby stać się polskim odpowiednikiem instytucji wpływu tworzonych przez inne państwa, działając ponad bieżącymi sporami partyjnymi i realizując wieloletnią strategię obecności Polski w amerykańskim systemie politycznym.
Według prof. Michty skuteczny lobbying nie polega wyłącznie na kontaktach dyplomatycznych, ale na obecności wokół ludzi realnie uczestniczących w procesie podejmowania decyzji. W tym kontekście wskazywał osoby związane ze środowiskiem Donalda Trumpa, wokół których Polska powinna budować relacje i kanały komunikacji.
Wymieniał pięć kluczowych postaci:
- Steve Witkoff,
- Scott Bessent,
- Howard Lutnick,
- Jared Kushner,
- Marco Rubio.
Sens tej wypowiedzi wykraczał jednak poza konkretne nazwiska — chodziło o pokazanie, że polityka amerykańska opiera się w ogromnym stopniu na nieformalnych sieciach relacji, osobistym dostępie, zapleczu finansowym oraz środowiskach eksperckich.
Między analizami Andrew Michta a tezami George’a Friedmana można dostrzec bardzo wyraźne podobieństwa dotyczące miejsca Polski w strategii Stanów Zjednoczonych oraz znaczenia Europy Środkowo-Wschodniej dla amerykańskiej geopolityki.
Obaj wychodzą z realistycznego założenia, że polityka USA nie opiera się przede wszystkim na sentymentach czy historycznej sympatii wobec sojuszników, lecz na trwałych interesach strategicznych. Zarówno Michta, jak i Friedman podkreślają, że Polska musi nauczyć się funkcjonować w świecie twardej geopolityki, gdzie znaczenie mają wpływy, pozycja strategiczna, zdolność projekcji siły oraz obecność w systemie decyzyjnym USA.
Pierwszym istotnym podobieństwem jest przekonanie, że Polska stanowi kluczowy element amerykańskiej strategii powstrzymywania Rosja w Europie. Friedman wielokrotnie wskazywał, że obszar między Niemcy a Rosją jest historycznym polem rywalizacji mocarstw i że kontrola nad Europą Środkową decyduje o równowadze sił na kontynencie. Michta formułuje podobny wniosek, podkreślając znaczenie wschodniej flanki NATO oraz konieczność trwałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce.
Drugim wspólnym elementem jest sceptycyzm wobec trwałości europejskich gwarancji bezpieczeństwa bez aktywnego zaangażowania USA. Friedman od lat twierdzi, że Europa nie posiada jednolitej strategicznej tożsamości militarnej i że bezpieczeństwo regionu nadal zależy od amerykańskiej potęgi. Michta mówi praktycznie to samo, ostrzegając przed możliwością ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej oraz przed złudnym przekonaniem elit III RP, że architektura bezpieczeństwa po 1989 roku jest dana raz na zawsze.
Trzecie podobieństwo dotyczy krytyki europejskiego i polskiego myślenia posthistorycznego po zimnej wojnie. Friedman wielokrotnie podkreślał, że po 1991 roku Europa Zachodnia uwierzyła w „koniec historii” i trwały pokój, ignorując powrót rywalizacji mocarstw. Michta krytykuje podobny sposób myślenia obecny wśród części polskiego komentariatu i elit III RP, które uznały wejście do NATO za ostateczne rozwiązanie problemów bezpieczeństwa państwa.
Czwartym wspólnym elementem jest nacisk na znaczenie elit strategicznych oraz infrastruktury wpływu. Friedman często podkreśla rolę elit geopolitycznych zdolnych do długofalowego planowania państwowego. Michta rozwija tę myśl w praktycznym wymiarze waszyngtońskim — wskazując, że Polska nie posiada odpowiedniego zaplecza eksperckiego, instytucjonalnego i lobbingowego w USA.
W tym sensie obaj autorzy dochodzą do podobnego wniosku: Polska nie może ograniczać się do biernego oczekiwania na gwarancje bezpieczeństwa, lecz musi aktywnie budować własną pozycję w amerykańskim systemie strategicznym.
Michta mówi o konieczności obecności wokół realnych centrów wpływu w Waszyngtonie i wskazuje osoby związane ze środowiskiem Donalda Trumpa — takich jak Steve Witkoff, Scott Bessent, Howard Lutnick, Jared Kushner czy Marco Rubio. Friedman z kolei wielokrotnie wskazywał, że państwa średniej wielkości przetrwają jedynie wtedy, gdy nauczą się skutecznie funkcjonować w cieniu wielkich mocarstw i wpływać na ich decyzje.
Obaj są także zgodni w ocenie znaczenia Polski jako potencjalnego lidera regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Friedman od lat mówi o strategicznym znaczeniu osi Polska–Rumunia jako fundamentu bezpieczeństwa regionu. Michta podobnie podkreśla potrzebę wzmacniania wschodniej flanki NATO oraz budowy regionalnych powiązań bezpieczeństwa w oparciu o kraje skandynawskie.
Najważniejsze podobieństwo polega jednak na realizmie geopolitycznym obu autorów. Zarówno Friedman, jak i Michta odrzucają idealistyczne przekonanie, że porządek międzynarodowy jest trwały i stabilny. W ich analizach świat pozostaje obszarem rywalizacji mocarstw, a bezpieczeństwo państw zależy od zdolności budowania wpływu, relacji strategicznych i własnej infrastruktury politycznej.
W tym kontekście krytyka polskiego komentariatu i części elit III RP obecna u Michty bardzo przypomina ostrzeżenia Friedmana: państwo, które nie buduje własnych instrumentów wpływu, wcześniej czy później staje się jedynie przedmiotem polityki silniejszych graczy.
Problem polega również na tym, że znaczna część polskiego komentariatu i elit III RP funkcjonuje głównie w logice bieżącego sporu wewnętrznego, a nie strategicznego myślenia państwowego. Debata publiczna koncentruje się na konfliktach partyjnych, podczas gdy budowa skutecznego lobbingu wymaga planowania na dekady, ponad podziałami politycznymi.
Kluczowym problemem jest fakt, że decyzje strategiczne w Waszyngtonie podejmowane są nie tylko na podstawie sojuszniczej lojalności, ale przede wszystkim w oparciu o interesy, narracje eksperckie oraz presję polityczną. Państwa skutecznie broniące swoich interesów posiadają rozbudowane sieci wpływu: organizacje eksperckie, fundacje, kontakty akademickie, aktywne diaspory oraz profesjonalnych lobbystów.
Budowa propolskiego lobbingu powinna dziś obejmować kilka kluczowych obszarów:
-
Reintegracja potencjału Polonii
Konieczne jest odbudowanie strategicznych relacji między państwem polskim a Polonią amerykańską — szczególnie środowiskami eksperckimi, biznesowymi i akademickimi, które przez lata pozostawały na marginesie głównego nurtu polityki państwowej. -
Profesjonalizacja działań politycznych
Polonia musi przejść od działalności głównie kulturalno-historycznej do trwałej obecności politycznej. Potrzebne są programy stażowe, szkolenie liderów, finansowanie analiz strategicznych oraz wspieranie obecności osób polskiego pochodzenia w administracji USA. -
Obecność w think tankach i mediach
Polska narracja bezpieczeństwa musi być stale obecna w instytucjach takich jak Atlantic Council, Hudson Institute czy Center for European Policy Analysis. To tam powstają rekomendacje wpływające na decyzje administracji amerykańskiej. -
Budowa elit wpływu
Polska potrzebuje własnych ekspertów, komentatorów i liderów opinii obecnych w amerykańskiej debacie publicznej. Nie wystarczy okazjonalna dyplomacja — potrzebna jest stała obecność intelektualna i instytucjonalna. -
Powiązania gospodarcze i militarne
Współpraca z firmami takimi jak Lockheed Martin czy Raytheon powinna być częścią szerszej strategii budowania wspólnych interesów ekonomicznych i bezpieczeństwa.
Wycofywanie wojsk amerykańskich z regionu nie musi oznaczać końca strategicznego partnerstwa, ale może oznaczać zmianę jego charakteru. W takiej sytuacji znaczenie politycznego wpływu, zdolności narracyjnych i obecności instytucjonalnej staje się równie ważne jak siła militarna.
Dla Polski oznacza to konieczność odbudowy długofalowej strategii państwowej, która po 1989 roku nie została w pełni rozwinięta. Bez profesjonalnego lobbingu, trwałych instytucji wpływu oraz pełnego wykorzystania potencjału Polonii nawet najbliższy sojusznik może z czasem przesunąć swoje strategiczne priorytety w inne regiony świata.
