MAREK MIGALSKI: Rozmawiamy kilka dni po śmierci Tomasza Kality. Myśli pan, że obecny Sejm zajmie się projektem ustawy o leczniczej marihuanie, której był zwolennikiem?
LESZEK MILLER: Mam wrażenie, że PiS w tej sprawie jest głęboko podzielony. Część chce jej wprowadzenia, ale są też takie postaci jak premier, która posuwa się ruchem węża. Jest też prezydent, który opowiedział się „za”. Jednak wie pan, że od niego niewiele zależy? No wiem. A w klubie PiS chyba jest niejasność. I wszyscy patrzą na Kaczyńskiego. Niemniej jednak jest dobra okazja dla wszystkich wahających się, by przestali się wahać i spełnili pragnienie Tomka Kality. Którego, jak widać, wszyscy dziś lubią. (...)
No ale okazuje się, że jednak z Kikiem macie coś wspólnego, bo obaj ukochaliście PiS.
Proszę nie używać tego terminu.
„Ukochać” czy „PiS”?
Ukochać. Zachowuję w ocenie PiS zdrowy rozsądek. Jeśli jako szef klub SLD w poprzedniej kadencji składałem projekty ustaw dotyczących zwiększenia płacy minimalnej, obniżenia wieku emerytalnego, podniesienia rent i emerytur, to teraz nie będę tego krytykował, bo byłbym niepoważny.
A co pan uważa w rządach PiS za niewłaściwe?
Na przykład przyjęcie ustawy budżetowej. Bo to był swego rodzaju blitzkrieg. To się panu powinno podobać, bo pan lubił takie metody. Wiem, jak się zazwyczaj blitzkriegi kończą. Chociaż bowiem Kaczyński odniósł sukces, to jest to sukces taktyczny, a nie strategiczny. (...)
Pan jest wciąż patriotą SLD?
Tak. I niech pana czytelnicy odpowiedzą sobie na pytanie: Czy Sejm jest lepszy z SLD, czy bez SLD?
Myślę, że czytelnicy tego wywiadu przychylą się do potwierdzenia, że Sejm bez SLD jest lepszy.
A ja uważam inaczej.
