Poczujmy się wspólnikami

Poczujmy się wspólnikami

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / Domena Publiczna
Choroba zdiagnozowana, ale nieleczona przynosi katastrofalne skutki. Podobną analogię odnajdujemy w polskim sektorze ochrony zdrowia. Jego dolegliwości są doskonale rozpoznane. Problemem jest ciągłe „przerywanie terapii” lub jej niepodejmowanie

Na brak dostępu do świadczeń, długie kolejki i brak specjalistów najpierw odpowiadamy szerokim otwieraniem rynku świadczeń i rozszerzaniem uprawnień, a potem ich administracyjnym ograniczaniem. Na brak wiedzy o systemie reagujemy tworzeniem rejestrów i rozszerzaniem sprawozdawczości, aby za chwilę zwalniać podmioty w POZ z konieczności szczegółowego raportowania świadczeń. Paradoksem jest to, że ogrom informacji przesyłanych do różnych instytucji w niewielkim stopniu jest wykorzystywany przy podejmowaniu decyzji.

Źródłem zachowań uczestników systemu są wartości i założenia, których twórcą i strażnikiem jest w tym przypadku regulator.

Każdy ciągnie w swoją stronę, rozrywając absolutnie zbyt krótką kołdrę środków przeznaczanych na ochronę zdrowia. W tym ciągłym chaosie znajduje się pacjent

13 czerwca eksperci, reprezentujący różne segmenty sektora ochrony zdrowia, a także ekonomiści, prawnicy i konstytucjonaliści dyskutowali pryncypia systemu. Przywołano konstytucyjne zasady równości i solidaryzmu, wskazując na potrzebę ich interpretacji, aby mogły być realnie stosowane. W kontekście dyskusji o gwarancji równego dostępu i solidaryzmu nie można jednak zapomnieć, że po pierwsze równy dostęp nie powinien być interpretowany jako bezpłatny dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej (zresztą już dziś współpłacimy np. za leki), a po drugie prawu do ochrony zdrowia winny towarzyszyć obowiązki. Obejmuje to zwłaszcza powinność dbania o zdrowie, co wyraża się np. w aktywnej postawie wobec profilaktycznych badań czy szczepień.

To on, podtrzymując od lat kulturę dominacji, buduje system, w którym wygrywa największy i najsilniejszy. W konsekwencji od lat rywalizują lekarze z pielęgniarkami, pielęgniarki z ratownikami, personel biały z szarym, uczestnicząc jednocześnie w walce między szpitalami i lecznictwem otwartym, klinikami i szpitalami powiatowymi, profilaktyką i medycyną naprawczą. Wygranie pojedynczych bitew kończy się wyrwaniem pewnych przywilejów, np. w postaci podwyżek dla określonej grupy. Strategia podszczypywania regulatora okazuje się na tyle skuteczna, że protesty kolejnych grup interesów stały się stałym narzędziem generowania zmian w polskim systemie. Każdy ciągnie w swoją stronę, rozrywając absolutnie zbyt krótką kołdrę środków przeznaczanych na ochronę zdrowia. W tym ciągłym chaosie znajduje się pacjent, którego – pomimo że w ostatnich 10 latach przychody ze składek się podwoiły – obiektywna i subiektywna satysfakcja zasadniczo się nie zmieniła. Jak długo damy radę utrzymać taki stan?

Jak wyjść z impasu walki o indywidualne interesy poszczególnych grup i zacząć budować system wspólnych wartości i wspólnych celów?

Za nami pierwsza z konferencji w ramach ogólnopolskiej debaty „Wspólnie dla zdrowia”, do której zaprosił nas wszystkich minister Łukasz Szumowski.

Zgodnie przyjęto, że system musi zbudować mechanizmy profesjonalnego i zinstytucjonalizowanego pomiaru efektywności. Działania systemowe muszą być nastawione na osiąganie konkretnych celów: zwiększenie działań nakierowanych na profilaktykę i prewencję chorób, skuteczne leczenie, ograniczenie nierówności w zdrowiu z powodu wysokości dochodów, dostępu do informacji, miejsca zamieszkania, integrację opieki i efektywną organizację. Mogłoby się wydawać, że to nic nowego, od lat słyszymy podobne postulaty. Prawdą jest bowiem, że w zdrowiu małe jest ryzyko wyboru niewłaściwych celów; znacznie więcej problemów rodzi zarządzanie nimi i ich egzekwowanie.

Przed nami lepszy czas. Po latach starań politycy podjęli decyzję o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w perspektywie 2024 r. To szansa i zobowiązanie, aby racjonalnie wykorzystać te środki, przestawiając system na wzrost jakościowy, a nie – tak jak dotychczas – ilościowy. Kolejne reformy, które nie wskazują, w jakich obszarach i na jakim poziomie wzrośnie wartość zdrowotna, nie zasługują na uwagę. Dyskusja o poziomie, źródłach finansowania i alokacji zasobów odnosić się musi do wyników zdrowotnych, które chcemy osiągać jako społeczeństwo i państwo. O konkretnych rozwiązaniach rozmawiać będziemy podczas drugiej konferencji „Wspólnie dla zdrowia” w Krynicy. Poczujmy się w końcu wspólnikami tego interesu, a nie konkurentami!

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego i Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego

Artykuł został opublikowany w 36/2018 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Źródło: Do Rzeczy o Zdrowiu Tygodnik Lisickiego
-
 0
Czytaj także