Paraliż w Niemczech. Transport publiczny został unieruchomiony

Paraliż w Niemczech. Transport publiczny został unieruchomiony

Dodano: 
Alexanderplatz w Berlinie
Alexanderplatz w Berlinie Źródło: Unsplash / Stephan Widua
W wielu miastach w Niemczech trwa strajk ostrzegawczy zorganizowany przez związek zawodowy Verdi. Komunikacja publiczna została sparaliżowana.

Od godziny 3.30 rano w niemal całych Niemczech nie kursują pociągi, metro, tramwaje i autobusy. W efekt strajku, jaki związkowcy zorganizowali w 150 miastach w kraju. Protestujący domagają się podwyżek, skrócenia tygodniowego czasu pracy, dłuższych okresów wypoczynkowych oraz wyższych dodatków za pracę w nocy i w weekendy.

Miliony pracowników oraz uczniów miały w poniedziałek poważne trudności z dotarciem do pracy lub szkoły. Media podkreślają, że w przypadku tak długich przestojów, pasażerowie mają prawo domagać się zwrotu kosztów.

Eksperci wskazują, że strajk w połączeniu z trudnymi warunkami pogodowymi oznacza gigantyczne koszty ekonomiczne. Wcześniejsze protesty o tak dużej skali oznaczały straty w wysokości od 100 do 200 milionów euro dziennie.

Strajk dotyczy prawie wszystkich 16 krajów związkowych Niemiec. Wyjątkiem jest Dolna Saksonia.

Związkowcy chcą zmian

W negocjacjach prowadzonych w 16 krajach związkowych z komunalnymi związkami pracodawców, Verdi domaga się w szczególności znacznie lepszych warunków pracy. Chodzi między innymi o skrócenie tygodniowego czasu pracy i czasu pracy w systemie zmianowym, wydłużenie czasu odpoczynku, jak również wyższych dodatków za pracę w nocy i weekendy.

W Bawarii, Brandenburgii, Kraju Saary, Turyngii i hamburskim przedsiębiorstwie HHA negocjowane są dodatkowo wyższe płace. Mowa o blisko 100 tysiącach pracowników w 150 miejskich przedsiębiorstwach transportowych i przedsiębiorstwach autobusowych w powiatach oraz w Berlinie, Hamburgu i Bremie.

– Jeśli nie będziemy strajkować na rzecz lepszych warunków pracy, zawody te pozostaną tak nieatrakcyjne, że – jak widzieliśmy w ostatnich latach – nie będzie wystarczającej liczby osób gotowych do zapewnienia funkcjonowania transportu publicznego. Wtedy nie będzie go wcale – powiedział Andreas Schackert, kierujący w związku zawodowym Verdi grupą ds. autobusów i kolei.

Czytaj też:
Drogi prąd i ogrzewanie. Ekonomista mówi, co Polska powinna zrobić z ETS
Czytaj też:
Niemcy się wyludniają. Imigracja nie ma znaczenia


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Opracował: Marcin Bugaj
Źródło: Deutsche Welle
Czytaj także