Oskarżanie przeciwników politycznych o współpracę ze służbami bezpieczeństwa putinowskiej Rosji jest od ponad dekady modus operandi Platformy Obywatelskiej i jej sympatyków. "Demokracja walcząca" afirmuje i promuje najbardziej karkołomne oraz niedorzeczne "ustalenia" amatorów kontrwywiadu, uplasowanych w mediach głównego nurtu, ale nie tylko. Arsenał tej wypowiedzianej przez "uśmiechniętą Polskę" wojny hybrydowej jest bardzo podobny do tego wykorzystywanego przez autorytarne reżimy. Despoci często klasyfikują swoich oponentów jako agentów obcych wywiadów. Kiedy adwersarz staje się zdrajcą, organy państwa mogą sięgać po nadzwyczajne środki, aby go zidentyfikować i zneutralizować. Kiedy reżim nazwie niewygodną dla siebie prawdę "dezinformacją", jego administracja będzie mieć pretekst, aby stosować różne formy cenzury. Gdy władza uzna kogoś za mitycznego agenta wpływu, nikt nigdy nie dowie się dlaczego. Tu orężem jest tajemnica zwana dobrem służb. Nie ujawnimy, skąd wiemy, że jesteś współpracownikiem GRU, bo GRU pozna metody naszej pracy oraz kierunki naszych zainteresowań. Możesz także zostać zaliczony do agentów klasy "pożyteczny idiota", co w praktyce oznacza, że sam nie wiesz, iż pracujesz dla obcego wywiadu. Wystarczy, że wiemy to my.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
