Prezydencki minister zwrócił uwagę na znaczenie programu Nuclear Sharing. Jak zauważył na antenie Radia Zet, środowisko Prawa i Sprawiedliwości od dwóch lat postuluje podjęcie dialogu ze Stanami Zjednoczonymi w tej sprawie.
– I co minister Sikorski na to? Mówi: cicho, cicho, to my zrobimy to w zaciszu gabinetu i od dwóch lat nic nie zrobił, przynajmniej nic do Kancelarii Prezydenta nie trafia, żeby cokolwiek w tej sprawie zrobił – powiedział Przydacz.
Przydacz: Wszystko zależy od Sikorskiego
Jak zaznaczył minister, "w Sejmie od dwóch lat [jest] zamrożona przez Dziadka Mroza, czyli marszałka Sejmu, uchwała wzywająca rząd do działania w zakresie Nuclear Sharing".
– Gdyby tu rozlokować NATO-owskie zdolności nuklearne, na pewno ten parasol byłby dużo bardziej skuteczny – dodał szef Biura Polityki Międzynarodowej.
Marcin Przydacz odniósł się również do możliwości zawarcia porozumienia między Pałacem Prezydenckim a rządem ws. ambasadorów. – Myślę, że będzie – zaznaczył prezydencki minister. – Z naszej strony jest pełna otwartość, wszystko zależy od ministra Sikorskiego, czy chce kontynuować konflikt czy nie – podkreślił.
Co z SAFE? "To decyzja pana prezydenta"
Szef Biura Polityki Międzynarodowej odniósł się również do ustawy ws. programu SAFE. Jak przyznał, nie wie, czy regulacja zostanie podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego.
– To decyzja pana prezydenta. Na tym etapie takiej decyzji nie podjął, ustawa nawet nie wyszła z parlamentu. W związku z tym oczekiwanie decyzji jest przedwczesne, bo nie wiemy, jakie finalne poprawki Senatu zostaną uwzględnione, a jakie nie – zauważył prezydencki minister.
Jak podkreślił, "jest tam wiele znaków zapytania, więc na tym etapie należy poczekać". – Wszystko jest możliwe – dodał.
Czytaj też:
Bogucki odpowiada Czarzastemu: Komisja Wenecka nie jest wyroczniąCzytaj też:
Marszałek Sejmu uderza w Nawrockiego. "Prezydent-destruktor"
