– W końcu powiedzieliśmy: dość. Jako związkowcy jesteśmy zobowiązani do wywalczenia godnych warunków zatrudnienia i wynagrodzenia, bez tego po prostu nie możemy się pracownikom na oczy pokazać – powiedziała w rozmowie z portalem Tysol.pl Anna Sudoł, wiceprzewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w ZUS.
Brak postępów w rozmowach
Związkowcy podkreślają, że decyzja o zaostrzeniu protestu jest efektem braku postępów w dialogu z pracodawcą oraz niewywiązania się przez niego z terminów przedstawienia propozycji rozwiązania spornych kwestii, w tym dotyczących podwyżek.
Według protestujących, pracownicy ZUS są obciążani dodatkowymi zadaniami, m.in. związanymi z obsługą świadczeń socjalnych, bez zapewnienia adekwatnych warunków pracy i płacy. Wskazują także na przeciążenie pracą oraz brak norm dla części zatrudnionych.
Jak długo potrwa protest w ZUS?
Związkowcy zapowiadają, że pozostaną w siedzibie centrali do czasu osiągnięcia porozumienia z kierownictwem zakładu. Podkreślają, że oczekują konkretnych decyzji, a nie deklaracji.
Krytykują również sposób rozdysponowania planowanych podwyżek, wskazując, że – ich zdaniem – mają one objąć głównie wybraną grupę zawodową, czyli lekarzy orzeczników pracujących w ZUS.
Czytaj też:
Wypłaty jeszcze przed Wielkanocą. ZUS rusza z "trzynastkami"
