Lidia Lemaniak, DoRzeczy.pl: Premier Donald Tusk rozwiązał małopolskie struktury Koalicji Obywatelskiej, których szefem był odwołany w referendum były prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Komisarzem struktur KO została wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela. Czy Pan się spodziewał aż takiego radykalnego kroku szefa Koalicji Obywatelskiej?
Poseł Łukasz Kmita, szef struktur PiS w okręgu wyborczym 13, obejmujących Kraków: Myślę, że ten krok był bardzo spodziewany. Donald Tusk miał problemy ze strukturami KO w Małopolsce. Dość powiedzieć, że część radnych KO w sejmiku województwa, głosuje razem z PiS. To ciekawa sytuacja, która pokazuje, że problem był od miesięcy, żeby nie powiedzieć od lat. W kręgach posłów KO mówiło się o tym, że sam Aleksander Miszalski jest po prostu nieskuteczny. Funkcję szefa struktur dostał w nagrodę za bój, który stoczył z Łukaszem Gibałą w wyborach na prezydenta miasta. Natomiast frustracja wśród małopolskich posłów i działaczy KO rosła.
PiS nie ogłosiło jeszcze swojego kandydata na prezydenta Krakowa. Jak zatem idzie wybór osoby, która miałaby nim zostać?
Tak, jak powiedział ten prof. Przemysław Czarnek, wyciągnęliśmy rękę do Konfederacji. Chcąc pokazać, że jesteśmy w stanie zaproponować wspólnego kandydata. Nie dlatego, że nie mamy kandydata na prezydenta Krakowa, tylko uważamy, że wtedy jest wyraźna szansa na to, żeby taki kandydat wszedł do drugiej tury, a w drugiej turze – w związku z tym, że wybory odbędą się w sierpniu – wszystko jest możliwe. Dlatego też będę apelował naszych kolegów z Konfederacji, żeby troszkę polali głowę zimną wodą i nie myśleli tylko o polityce, a raczej o dobru miasta. Widać, że dzisiaj raczej większą rolę w Konfederacji odgrywa polityka, a nie dobro Krakowa. Przecież Kraków jako drugie miasto w Polsce, historyczna stolica Polski, powinna łączyć przede wszystkim środowiska prawicowe, które kiedyś odgrywały tutaj większą rolę. Kraków określano przecież jako miasto konserwatywne.
Czy prof. Czarnek nie spóźnił się jednak z propozycją dla Konfederacji? Przecież padła ona w piątek, kiedy to Bartosz Bocheńczak miał swój inauguracyjny więc w Krakowie, a to, że to on będzie kandydatem Konfederacji na prezydenta miasta, było wiadomo w zasadzie od razu po referendum.
Propozycja została zgłoszona i zawsze można jeszcze przedyskutować zachowanie naszych przyjaciół z Konfederacji, którzy próbują nam narzucić, co powinniśmy zrobić. My wyciągamy rękę i proponujemy wspólne rozwiązanie i rozmowę. Uważam, że kandydat obywatelski byłby może nawet lepszym kandydatem niż kandydat partyjny. Pan Bochańczak pomimo tego, że jest sprawny medialnie, nie pokazał jeszcze sprawności politycznej i samorządowej. Z pewnością w dyskusji jest to bardzo ciekawy kandydat, natomiast pojawia się pytanie, czy warto eksperymentować, czy lepiej postawić na osoby, która zna problemy i wyzwania miasta oraz ma pewną wizję dotyczącą rozwoju. Chciałbym wiedzieć, jak Konfederacja widzi strategiczne tematy. W poprzedniej kampanii w kilku różnych wypadkach prowadziliśmy inne dyskusje, jednak dzisiaj wydaje mi się, że to będzie agenda walki ogólnopolskiej. Jeśli tak chciałaby narzucić Konfederacja, to nie wiem, czy to będzie dobre dla Krakowa.
Mam wrażenie, że nie do końca pochlebnie wyraził się Pan o kandydacie Konfederacji. Jednak, gdyby Konfederacja odrzuciła propozycję wspólnego kandydata – a tak już zasugerował wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak – to czy PiS rozważa poparcie Bartosza Bocheńczaka, jeśli Konfederacja w ogóle by sobie tego życzyła?
Prywatnie nawet lubię i cenię pana Bocheńczaka, natomiast oprócz tego, że mam do niego taki stosunek, że uważam go za sympatyczną osobę, to jednak warto by było zmierzyć kwestie merytoryczności. Do tej pory pan Bocheńczak nie został zweryfikowany jako samorządowiec, bo faktem jest, że nie został radnym, więc z pewnością wiedza jego w zakresie tkanki miejskiej może być niewystarczająca. Dla nas ważniejsze jest to, żebyśmy jako prawica nie odpuszczali Krakowa, ponieważ to jest pierwsze duże miasto, które mamy realnie szansę odbić i pokazać, że jesteśmy w stanie lepiej zarządzać miastem.
To kto miałby być tym ewentualnym wspólnym kandydatem PiS i Konfederacji na prezydenta Krakowa?
Najpierw poczekajmy na to, aż swojego kandydata ogłosi KO, która twierdzi, że zrobi to "na dniach". Uważam, że strategie wyborcze powinno się układać wtedy, kiedy znamy już wszystkie ruchy przeciwnika i wtedy wyjmujemy najmocniejszą kartę i staramy się wygrać ten pojedynek. Na pewno w ciągu najbliższych dwóch tygodni nie wskazywałbym kto miałby mieć szansę wygrać, dlatego że musimy poznać kandydata przeciwników. Gdyby był to Bartłomiej Sienkiewicz, postać czysto polityczna, o czym się też w Krakowie mówi, to przyznam szczerze, iż uważam, że wgrana prawicy jest niemal pewna, bo Sienkiewicz, oprócz tego, że w kampanii wyborczej zapowiadał wielkie rzeczy dla Krakowa, tak naprawdę nic nie zrobił. Zresztą, uczciwie trzeba przyznać, że w ogóle KO będzie miała ogromny problem z kandydatem na prezydenta Krakowa, ponieważ nie mają żadnego przełożenia w rządzie. Wojewoda małopolski należy do PSL i tak naprawdę krakowska KO jest bez przełożenia na Warszawę, chociażby w kwestii zabiegania o wielkie inwestycje. Kompromitacją jest fakt, że do tej pory nie udało się potwierdzić żadnego finansowania dla metra w Krakowie. To pokazuje, że no oni nawet nie pomogli Miszalskiemu, wiedząc, że może przegrać wybory, a metro było takim "świętym graalem" dla wielu środowisk, które startowały w Krakowie.
Czytaj też:
Wspólny kandydat na prezydenta Krakowa? Bosak do Czarnka: Nie traćcie czasuCzytaj też:
Kandydat Konfederacji odpowiada Czarnkowi. "To w waszym wykonaniu zwykłe nieporozumienie"
