Grupa na WhatsAppie została założona w czerwcu, podczas gdy Kacprzyk uzyskał prawo do wykonywania zawodu dopiero cztery miesiące później. Przez cały ten czas de facto bezprawnie kierował SOR-em – wynika z wiadomości, które opisuje telewizja Republika.
Prywatna grupa na WhatsAppie. Omawiano skargi pacjentów
Na grupie dyskutowano m.in. skargi pacjentów co do funkcjonowania SOR-u. Miało być ich sporo. Jedna z historii dotyczyła starszej kobiety z obrzękiem nóg i migotaniem przedsionków, która mimo złego stanu zdrowia została wypisana do domu. Takich histrorii miało być sporo. Kacprzyk zastanawiał się czy można pozwać jedną z pacjentek o zniesławienie.
Republika opisuje, jak Kacprzyk wdał się w dyskusję z pracownicą obsługującą media społecznościowe. Lekarz polecił jej przygotowywanie zestawień krytycznych komentarzy wraz z nazwiskami pacjentów i datami wpisów oraz oczekiwał wyjaśniania tych spraw. Pracownica wielokrotnie odpowiadała, że monitoring i analiza skarg nie należą do zakresu jej obowiązków, a także zwracała uwagę na niewłaściwy ton komunikacji Kacprzyka.
Z tekstu wynika, że na wewnętrznej grupie na WhatsAppie Kacprzyk omawiał skargi pacjentów m.in. z pracownicą odpowiedzialną za social media.
Afera w Szpitalu Południowym. O tym mówi cała Polska
O nieprawidłowościach na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym stołecznego Szpitala Południowego od kilku tygodni mówi cała Polska. Sprawa wywołała dyskusję wokół funkcjonowania służby zdrowia w całym kraju.
Afera wybuchła po tym, jak wyszło na jaw, że szpitalnym SOR-em kierował powiązany z KO radny Dawid Kacprzyk, choć nie miał do tego uprawnień. W oświadczeniu majątkowym podał, że w 2025 r. zarobił ponad 1,6 mln zł.
Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, lekarz zwrócił szpitalowi 500 tys. zł, ale ten odesłał mu pieniądze. Zrezygnował też z mandatu radnego warszawskiej dzielnicy Ursus.
Kacprzyk pod ostrzałem. Ciężkie oskarżenia byłego ordynatora
Kacprzyka obciążył inny lekarz, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski, który w poniedziałek (29 czerwca) przez cały dzień składał zeznania w prokuraturze. Wcześniej w rozmowie z Kanałem Zero zasugerował, że błędy popełnione przez Kacprzyka skutkowały śmiercią pacjentów.
Portal Zero.pl ujawnił we wtorek (30 czerwca), że szef szpitalnego prosektorium prowadził tam biznes pogrzebowy – promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji. Jakby tego było mało, drastyczne zdjęcia zwłok publikował na Instagramie.
Przepłacony wniosek o dotację z KPO
Inny wątek afery w Szpitalu Południowym to opisane przez "Gazetę Wyborczą" przepłacone zlecenie za przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. Usługa kosztowała placówkę aż 725 tys. zł, podczas gdy inne szpitale płaciły ok. 30 tys. zł.
Wynagrodzenie firmie Deloitte, która zdobyła kontrakt, wypłacono z dotacji KPO. Była pracownica szpitala i sygnalistka, która poinformowała o sprawie dziennikarzy, powiedziała w rozmowie z "GW", że placówka zapłaciła Deloitte ponad 20 razy więcej niż wynosiła stawka rynkowa.
Czytaj też:
Afera w Szpitalu Południowym zaczyna obciążać cały rząd. Napięcia w koalicji Czytaj też:
Lekarze zarabiają za dużo? Polacy odpowiedzieli
