Szpital poinformował w oświadczeniu wydanym w czwartek (2 czerwca), że umowę rozwiązano bez wypowiedzenia, z winy pracownika, ze skutkiem natychmiastowym.
Według ustaleń portalu Zero, rodziny zmarłych były nakłaniane do korzystania z usług konkretnego zakładu pogrzebowego. Habowski miał być powiązany biznesowo z firmą działającą w branży funeralnej. Doniesienia serwisu wskazują również, że prosektorium miało być oferowane ekipom filmowym jako plan zdjęciowy.
Onet napisał z kolei, że w Szpitalu Południowym dochodziło do nielegalnego handlu ciałami zmarłych. Według portalu, szef prosektorium pobierał opłaty m.in. za zgodę na wydanie ciała, balsamację czy "polecenie" rodzinie zakładu pogrzebowego.
Afera w Szpitalu Południowym. O tym mówi cała Polska
O nieprawidłowościach w warszawskim szpitalu od kilku tygodni mówi cała Polska. Sprawa wywołała dyskusję wokół funkcjonowania służby zdrowia w całym kraju.
Afera wybuchła po tym, jak wyszło na jaw, że SOR-em Szpitala Południowego kierował powiązany z KO radny Dawid Kacprzyk, choć nie miał do tego uprawnień. W oświadczeniu majątkowym podał, że w 2025 r. zarobił ponad 1,6 mln zł, świadcząc usługi medyczne. Pieniądze brał także za dyżury, na których go nie było.
Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, lekarz zwrócił szpitalowi 500 tys. zł, ale ten odesłał mu pieniądze, powołując się na kwestie księgowe. Zrezygnował też z mandatu radnego warszawskiej dzielnicy Ursus.
Kacprzyk pod ostrzałem. Ciężkie oskarżenia byłego ordynatora
Kacprzyka obciążył inny lekarz, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski, który w poniedziałek (29 czerwca) przez cały dzień składał zeznania w prokuraturze. Wcześniej w rozmowie z Kanałem Zero zasugerował, że błędy popełnione przez Kacprzyka skutkowały śmiercią pacjentów.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba poinformował po przesłuchaniu Jędrzejewskiego, że chirurg odpowiedział na wszystkie pytania, a protokół z jego zeznań liczy 29 stron.
Przepłacony wniosek o dotację z KPO
Inny wątek afery w Szpitalu Południowym to opisane przez "Gazetę Wyborczą" przepłacone zlecenie za przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. Usługa kosztowała placówkę aż 725 tys. zł, podczas gdy inne szpitale płaciły ok. 30 tys. zł.
Wynagrodzenie firmie Deloitte, która zdobyła kontrakt, wypłacono z dotacji KPO. Była pracownica szpitala i sygnalistka, która poinformowała o sprawie dziennikarzy, powiedziała w rozmowie z "GW", że placówka zapłaciła Deloitte ponad 20 razy więcej niż wynosiła stawka rynkowa.
Czytaj też:
Afera w Szpitalu Południowym. Czarne chmury zbierają się nad szefem NFZ
