Po godz. 4:00 w nocy z soboty na niedzielę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że w polskiej przestrzeni powietrznej rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego. Była to reakcja na rosyjski atak dronowy na Ukrainę. Działania miały charakter prewencyjny.
Jak podała agencja Reutera, w sobotnich nalotach na Ukrainę zginęło dziewięć osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował w wieczornym orędziu, że w czasie trwających od rana ataków Rosja użyła niemal 500 dronów.
Tomczyk: Zagrożenia są bardzo realne
Wydarzenia z dzisiejszej nocy skomentował wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Polityk KO napisał w mediach społecznościowych, że wojna, choć toczy się poza naszymi granicami, to jednak stwarza zagrożenia, które mogą uderzyć także w Polskę.
"Dla wielu wojna wciąż może wydawać się czymś odległym, niemal surrealistycznym. Ale ona toczy się bardzo blisko granicy z Polską. Dzisiejsze ataki pokazują to dobitnie. W ciągu jednej nocy na Ukrainę spadają setki, a czasem nawet blisko tysiąca środków napadu powietrznego: rakiet balistycznych, rakiet manewrujących, bomb szybujących i dronów. Część z nich leci na zachód. Każdy zniszczony pocisk i każdy zestrzelony dron to zagrożenie, które nie leci dalej" – napisał Tomczyk.
Wiceszef MON zapewnił, że każdej nocy polskie wojsko jest gotowe do działania. Dowództwo zaś "trzyma rękę na pulsie i na spuście".
"Rosja prowadzi wojnę terroru, a Putin ponosi za nią odpowiedzialność. Im szybciej ta wojna się skończy, tym lepiej dla bezpieczeństwa naszego regionu. Ale trwałego pokoju nie będzie bez silnej Ukrainy i bez jedności państw, które rozumieją, czym jest dziś rosyjskie zagrożenie" – podkreślił wiceminister.
Czytaj też:
Atak drona tuż przy granicy z Polską. Straż Graniczna potwierdza
Czytaj też:
"Ma problem z rzeczywistością". Śliwka mocno o Sikorskim
