Tragiczny bilans wojny. Niepokojące dane

Tragiczny bilans wojny. Niepokojące dane

Dodano: 
Wojna na Ukrainie. Zniszczenia w rejonie Pokrowska
Wojna na Ukrainie. Zniszczenia w rejonie Pokrowska Źródło: Wikimedia Commons
Oblicze wojny w Ukrainie zmienia się z każdym rokiem. Według danych ONZ broń dalekiego zasięgu, wykorzystywana przede wszystkim do atakowania dużych miast z dala od linii frontu, odpowiada w 2026 roku za ponad 40 proc. ofiar cywilnych.

W 2024 i 2025 liczby te wynosiły odpowiednio 25 proc. i 35 proc. "To pokazuje, że wojna w Ukrainie zmienia się w wojnę totalną. Nie ma tam miejsc, gdzie można by było czuć się bezpiecznie" – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Tylko w lipcu w Ukrainie zginęło 437 cywilów, a 2610 zostało rannych: to średnio prawie 100 poszkodowanych dziennie. Tak tragiczne liczby zaobserwowano ostatnio ponad 4 lata temu. Wyraźnie widać wzrost znaczenia broni dalekiego zasięgu: w tym roku odpowiada ona za ponad 40 proc. ofiar (w lipcu nawet 45 proc.). Odpowiedzialne są za to ataki na infrastrukturę cywilną w głębi kraju oraz ataki na cywilów w dużych miastach, takich jak choćby Kijów.

– To pokazuje, że wojna w Ukrainie zmienia się coraz bardziej w wojnę totalną – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart, dyrektor programu pomocy humanitarnej w Polskiej Misji Medycznej. – Nie ma na terenie Ukrainy miejsc, gdzie można by było czuć się bezpiecznie. Rosji zależy na tym, by życie we wszystkich regionach kraju przypominało rzeczywistość, którą znaliśmy dotąd głównie z terenów przyfrontowych – dodaje.

Każde miejsce na Ukrainie może stać się "frontem"

To nie oznacza, że polepszyła się sytuacja bliżej linii frontu: w liczbach bezwzględnych ginie tam jeszcze więcej osób niż w poprzednich latach. Zmiana proporcji pokazuje tylko, że dla Rosji "frontem" może stać się każde miejsce w Ukrainie. Celem są również miejsca, gdzie ludzie mogą udawać się po pomoc: służba zdrowia na Ukrainie atakowana była już 3270 razy. To rekordowy wynik w jakimkolwiek konflikcie na świecie, który monitorowała dotychczas WHO. Taka sytuacja wpływa w dużej mierze na dostępność opieki medycznej blisko linii frontu – zniszczone punkty medyczne nie mogą pełnić już swoich dawnych funkcji, ewakuowani są również sami medycy. Lukę wypełniają mobilne kliniki, choćby te prowadzone przez Polską Misję Medyczną w obwodach charkowskim i sumskim.

– Wspieramy tych, którzy chcieli lub musieli zostać w swoich domach. To głównie osoby starsze, często z niepełnosprawnościami. Zapewniamy im dostęp do podstawowej opieki medycznej i dostarczamy leki, o które trudno w przyfrontowej rzeczywistości – podsumowuje pomoc Polskiej Misji Medycznej jej prezeska, Ewa Piekarska-Dymus. – W naszych klinikach mobilnych jest również miejsce dla psychologa: te osoby są często w fatalnym psychicznie stanie – podkreśla.

Pomoc Polskiej Misji Medycznej na miejscu

Kliniki PMM w obwodzie charkowskim i sumskim przeprowadzają nawet 1000 konsultacji lekarskich miesięcznie. Pacjentami są głównie osoby starsze: seniorzy powyżej 65 roku życia stanowią ponad 50 proc. badanych osób. Na terenie całej Ukrainy Polska Misja Medyczna pomaga również kobietom w ciąży i noworodkom. W projekcie współfinansowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, polska organizacja wspiera oddziały neonatologiczne w całej Ukrainie, dostarczając im sprzętu i przeprowadzając szkolenia dla lekarzy i pacjentów.

– Spędziłem tutaj całe swoje życie. To mój dom i nie chcę go opuszczać tylko dlatego, że się starzeję i potrzebuję opieki medycznej. Kiedy lekarze przyjeżdżają do nas, oznacza to, że mogę nadal tutaj mieszkać i mieć pewność, że ktoś dba o moje zdrowie. To znaczy, że o nas nie zapomniano – mówi 72-letni Mykoła, pacjent klinki mobilnej Polskiej Misji Medycznej w obwodzie sumskim.

Czytaj też:
"Nie damy się zastraszyć". Sikorski zapowiada największy pakiet pomocy dla Ukrainy
Czytaj też:
Takich sankcji na Rosję jeszcze nie było. Potrzeba tylko podpisu Trumpa

Źródło: Polska Misja Medyczna, DoRzeczy.pl
Czytaj także