Poseł PiS Bartłomiej Wróblewski wraz z Agnieszką Górską, Januszem Kowalskim, Michałem Kowalskim, Patrykiem Wichrem i Grzegorzem Lorkiem skierowali interpelację poselską do ministra finansów i gospodarki, ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz minister zdrowia.
"W ostatnich miesiącach pojawiają się kolejne propozycje istotnych ograniczeń działalności gospodarczej. Motywowane są różnym celami, skądinąd zwykle godnymi pochwały, w tym dobrostanem zwierząt czy troską o zdrowie obywateli. Jednak ich praktyczne konsekwencje nie są oczywiście pozytywne, stanowią zagrożenie dla setek czy tysięcy miejsc pracy, dla rozwoju gospodarczego Polski, życia nie tylko osób bezpośrednio zagrożonych utratą pracy i dochodu, ale także ich rodzin" – czytamy w treści.
O co chodzi? Bezpośrednią przyczyną złożenia interpelacji są dwa projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi autorstwa Lewicy i Polski 2050. W obu przypadkach znalazły się zapisy uderzające w przedsiębiorców. Projekt Lewicy całkowicie zakazuje reklamy wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, a także zakazuje sprzedaży alkoholu na stacjach paliw i w godzinach nocnych na terenie całego kraju.
Z kolei drugi projekt – przygotowany przez posłów Polski 2050 – również całkowicie zakazuje reklamy alkoholu, a ponadto przyznaje gminom większe uprawnienia do wprowadzania godzinowego zakazu sprzedaży alkoholu i podnosi opłaty za uzyskanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu. W projektach "zaszyto" również zastanawiające zapisy, np. eliminujący całą kategorię piwa ze sprzedaży w małych sklepach.
Branża w kryzysie
Warto dodać, że związkowcy i organizacje branżowe skupione wokół piwowarstwa wskazują, że rynek piwa znajduje się w trendzie spadkowym od 2019 roku. Z przedstawianych przez przedstawicieli branży danych wynika, że sprzedaż piwa w Polsce zmniejszyła się o ponad 13 proc., a rok 2025 był jednym z najtrudniejszych od dekad. Przedstawiciele branży podkreślają, że spadki dotyczą przede wszystkim piw alkoholowych. Jednocześnie zwracają uwagę na rosnące koszty – w tym wzrost akcyzy o ponad 40 proc. Politycy PiS także zwrócili na to uwagę w swojej interpelacji.
"Łączny spadek sprzedaży przekroczył 13%, a w 2025 r. rynek miał zanotować najgłębsze załamanie od 1989 r. Zgodnie z informacją związków zawodowych jedynym segmentem pozwalającym branży dostosować się do sytuacji są piwa bezalkoholowe. W tym kontekście zdumienie budzą propozycje rządu i próby wprowadzenia całkowitego zakazu reklamy piwa, obejmującego także piwa bezalkoholowe. W kontekście coraz poważniejszych problemów gospodarczych Europy, utraty konkurencyjności jej gospodarek, rosnącego zadłużenia Polski każdy kolejny zakaz dokłada się do istniejących problemów i je pogłębia" – czytamy w dokumencie.
W związku z powyższym, politycy PiS zadali również dwa konkretne pytania w swojej interpelacji. "Czy rząd rozważy zatrzymanie prac nad tymi zmianami? Jakie racje, zdaniem rządu, przemawiają za dalszym dociskaniem branży piwowarskiej?" – pytają.
Wróblewski: Poważne konsekwencje
Nasz portal zapytał autora interpelacji Bartłomieja Wróblewskiego o powody, dla których zdecydował się złożyć interpelację wraz z posłami PiS. – W ostatnim czasie mamy do czynienia z szeregiem przyjętych przez rząd albo planowanych działań ograniczenia podmiotów działalności gospodarczej, które będą miały bardzo poważne konsekwencje gospodarcze. Są one motywowane pewnymi szlachetnymi celami, jak zdrowie obywateli, czy dobrostan zwierząt. Natomiast ostatecznie doprowadzą do tego, że niektóre branże i niektóre gałęzie gospodarki przestaną istnieć albo ich działalność będzie bardzo mocno ograniczona. To dotyczy np. branży browarniczej, ale w konsekwencji także upraw chmielu. Dotyczy to również np. branży tytoniowej, ale w konsekwencji także wszystkich tych, którzy uprawiają tytoń. Dotknęło to także osoby, które hodowały zwierzęta na futra – tłumaczy DoRzeczy.pl Wróblewski.
– Idea jest taka, z którą wiele osób intuicyjnie się nawet zgadza, bo kto nie chce, żeby zdrowie ludzkie było chronione? Konsekwencje są jednak poważne, bo dziesiątki tysięcy osób zostaną tym dotknięcie i to ludzie, którzy bezpośrednio działają w tych branżach, ale też ci, które pośrednio współpracują, np. osoby, które są kooperantami gospodarstw rolnych, czy zakładów produkujących, czy to piwo, czy to wytwory tytoniowe. Dotknie to bardzo wielu podmiotów, które bezpośrednio tymi sprawami się nie zajmują, ale w związku ze współpracą też będą ponosić konsekwencje – mówi poseł PiS.
Bartłomiej Wróblewski zaznacza także, że "wprowadzanie tego rodzaju ograniczeń ma zwykle nieoczywiste konsekwencje rynkowe". – Czyli np. ograniczymy reklamy piwa bezalkoholowego, przez co będzie to kolejne ograniczenie możliwości działania browarów, które bardzo mocno w ostatnich latach utraciły istotną część rynku, co pośrednio wzmacnia branżę spirytusową. Jeśli zakazaliśmy hodowli zwierząt na futra, to w praktyce wzmacniamy tych, którzy taką działalność prowadzą na Ukrainie. Jeśli dotyka to gałęzi przemysłu tytoniowego, to siłą rzeczą wzmacniamy inne segmenty gospodarki, które oferują używki. Idea jest czasami nawet w pierwszym momencie przekonująca, ale konsekwencje są nieoczekiwane i dla gospodarki szkodliwe – wskazuje.
Czytaj też:
Ucierpią polskie kluby sportowe? Poseł KO ostrzegaCzytaj też:
Ogródki gastronomiczne zostaną zamknięte? Zdecyduje Sejm
