Czego Kulczycki nauczył się od Niesiołowskiego?
  • Antoni TrzmielAutor:Antoni Trzmiel

Czego Kulczycki nauczył się od Niesiołowskiego?

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Kulczycki 2015 przemyślał postępowanie Kulczyckiego 2009 i tak wyrobił sobie nowe 'standardy'.

– Nie powinienem dopuścić do sytuacji, w której emocje odgrywały taką rolę – Tyle miał do powiedzenia Jarosław Kulczycki starej, dobrej Rzeczpospolitej​ w 2011 r., w dwa lata po tym, jak pozwalał w "Forum", by Stefan Niesiołowski​ obrażał Bronisława Wildsteina, który wypowiadał się na temat IPN.  – Myślę, że nie stanąłem na wysokości zadania jako prowadzący – przyznał.

Tuż po nim zabrał głos Stefan Niesiołowski (PO), wicemarszałek Sejmu, mówiąc: – Nie będę odpowiadał na zarzuty PiS-owskiego dziennikarza i na jego wybuchy nienawiści.

"Mimo protestów Wildsteina prowadzący Jarosław Kulczycki nie oddał mu głosu. Niesiołowski kontynuował: – Pan mnie non stop obraża na łamach swojego PiS-owskiego pisma. Po co zapraszać tego awanturnika?
Wildstein wstał. Wtedy udzielono mu głosu. – Polityk partii rządzącej obraża dziennikarza i kompromituje siebie. Mógłbym mówić o obecnym tu klaunie politycznym, ale nie wydaje mi się to potrzebne. W tej sytuacji muszę wyjść – oświadczył publicysta i opuścił studio." – opisywała Edyta Borkowska.


Wniosek? Postęp nie omija żadnej dziedziny życia. Dziś nie potrzeba już Marszałka Niesiołowskiego, gdy ma się 'ekwiwalent' w postaci Lisów, Kulczyckich i Rakowieckich – wszystkich ludzi prezydenta, którzy wyznaczają "standardy TVP". (Przy okazji, TVP to skrót od Telewizji Publicznej, Państwowej czy Prezydenckiej, bo się już pogubiłem?)

Kulczycki 2015 przemyślał postępowanie Kulczyckiego 2009. I tak wyrobił sobie nowe 'standardy'. Teraz wie, że – by skutecznie przykryć konwencję Andrzeja Dudy (bo PiS w końcu nauczył się telewizji) – wręcz trzeba "dopuszczać by emocje odgrywały taką rolę", bo to oznacza, że "stanie na wysokości zadania jako prowadzący". Zadania, które uczyniło z niego autentycznego – jak mawiają Rosjanie – "pioniera". 

No chyba, że do deklaracji "Je suis Warzecha" dołączy się Monika Olejnik ze swoim twardym 'non possumus'. Wszakże chyba nie zbraknie jej odwagi, by bronić prawdziwych zawodowych standardów?!

Antoni Trzmiel

Czytaj także