Matka Tomasza Komendy: Nasz koszmar dopiero się zaczął

Matka Tomasza Komendy: Nasz koszmar dopiero się zaczął

Dodano: 
Tomasz Komenda, Teresa Klemeńska
Tomasz Komenda, Teresa Klemeńska Źródło: PAP / Paweł Supernak
Jak Tomek siedział w więzieniu, to pluli nam pod nogi, wyzywali i robili na przekór. A jak wyszedł na wolność, to nagle pojawiło się od groma przyjaciół, dalsza rodzina. To tak strasznie boli - przyznaje matka Tomasza Komendy. W rozmowie z Onetem Teresa Klemańska mówi także o swoich dwóch próbach samobójczych oraz o tym, jak jej syn przyzwyczajał się do życia na wolności.

W wywiadzie dla serwisu Onet.pl, Teresa Klemańska mówi jak zmieniło się życie jej rodziny odkąd jej syn Tomasz Komenda wyszedł na wolność. – Nasz koszmar dopiero się zaczął – wyznaje kobieta. Jak tłumaczy, całe zamieszanie medialne wokół jej życia pokazało jak wiele fałszywych ludzi jest w otoczeniu jej rodziny. – Wszystkie te wywiady, to chodzenie za nami, w kółko te same pytania, gratulacje, ten fałsz naszych znajomych. Tego jest za dużo. Jak Tomek siedział w więzieniu, to pluli nam pod nogi, wyzywali i robili na przekór. A jak wyszedł na wolność, to nagle pojawiło się od groma przyjaciół, dalsza rodzina. To tak strasznie boli. Wtedy odwrócili się od nas plecami, a teraz chcieliby być jak najbliżej. Tak się nie da – podkreśla.

"Ja tego psychicznie nie wytrzymywałam"

Matka Tomasza Komendy opowiada Onetowi jak długo jej syn musiał przyzwyczajać się do życia na wolności. Mówi, że na początku pytał dosłownie o wszystko, nawet o to, czy może zrobić sobie herbatę. – To było już chore, ja tego psychicznie nie wytrzymywałam. Mówiłam mu: ty o nic nie pytaj, bo ty po prostu wróciłeś do domu. Jak na początku Tomek wychodził do sklepu, to patrzyłam przez okno, czy nikt go nie zaczepia – wyznaje kobieta.

Teresa Klemańska dzieli się również wspomnieniami z najtrudniejszych chwil jakie przeżyła w okresie kiedy Komenda przebywał w więzieniu. Wspomina m.in. dwie swoje próby samobójcze i próbę odebrania sobie życia przez jej syna. – Raz mnie syn najmłodszy uratował, bo za szybko wrócił do domu. Wcześniej zostawiłam list, żeby się na mnie nikt nie gniewał. Za drugim razem mąż mnie z okna ściągał. Nie było sensu. Nie chciałam żyć bez Tomka. Wiedziałam, że oni dadzą sobie radę, ale ja nie – mówi i dodaje: "Dopiero jak się dowiedziałam, że Tomek też się targnął na życie, to spotkaliśmy się i obiecaliśmy sobie, że udowodnimy całemu światu, że on jest niewinny, a ja to wytrzymam".

Tomasz Komenda został aresztowany w 2000 roku, trzy lata później sąd skazał go na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki. Nie pomogła też apelacja, którą mężczyzna przegrał w 2004 roku. Na przełomie lat 2017 i 2018, w wyniku zdobycia nowych dowodów, prokuratura i policja ustaliły, że mężczyzna jest niewinny. Właśnie w związku z otrzymaniem nowych dowodów, prokuratura skierowała do sądu wniosek o wznowienie sprawy i zwolnienie go z odbywania kary więzienia. Według prokuratury, mężczyzna nie dopuścił się zarzucanych mu czynów. Komenda opuścił zakład karny w połowie marca 2018 roku. 16 maja ubiegłego roku Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę.

Czytaj też:
"Nie wiem, jak niewinny człowiek to wytrzymał. Ja bym nie dał rady". Strażnicy więzienni o piekle, jakie zgotowano Komendzie

Źródło: Onet.pl
Czytaj także