Jak wygląda posługa kapłańska na wschodzie Ukrainy? "Mamy dług przed rodakami”

Jak wygląda posługa kapłańska na wschodzie Ukrainy? "Mamy dług przed rodakami”

Dodano: 
Ks. Jan Dargiewicz (z lewej)
Ks. Jan Dargiewicz (z lewej) / Źródło: fot. ks. Jan Dargiewicz
Diecezja, której obszar obejmuje teren mniej więcej połowy terytorium Polski. Wszechobecna bieda i pokutujące do dzisiaj skutki konsekwentnej ateizacji społeczeństwa. To realia wschodniej Ukrainy. Jak w takich warunkach wygląda posługa kapłańska? – Teraz, mimo tych wszystkich konfliktów, jest lżej w porównaniu do tego, co było na początku (…) Największą trudnością był brak księży, bo było nas 20 na tak ogromnym terenie. Łatwo sobie wyobrazić, ile było pracy. Wyjazdy niedzielne to było parę mszy, a czasem jechało się około 200 kilometrów – opowiada portalowi DoRzeczy.pl ks. Jan Dargiewicz, który od 15 lat posługuje na wschodzie Ukrainy.

Ks. Dargiewicz swoją posługę duszpasterską rozpoczął w Chersoniu, czyli na terenach, które do XVI wieku wchodziły w skład polsko-litewskiego państwa, a pod koniec XVIII wieku trafiły we władanie Rosji. Chersoń został założony w 1778 r. jako ośrodek stoczniowy Floty Czarnomorskiej. Wyjechał tam w 2005 roku. – Sam się zgłosiłem. Wszyscy pytają, czemu pojechałem na misję, a ja wtedy stawiam pytanie, czemu w ogóle zostałem księdzem? Powołanie. Tego nie da się inaczej wytłumaczyć, aczkolwiek było to bardzo związane z Janem Pawłem II. W tym czasie przyjechał biskup z Odessy poprosić o księży, bo nie miał kto posługiwać na tamtych terenach – wspomina.

Jak dodaje, niedługo przed wyjazdem otrzymał od Boga potwierdzenie podjętej decyzji. – Z tym też wiąże się ciekawa historia. Biskup nie wiedział, dlaczego się z nim spotykam. Powiedziałem mu, że czuję to, iż Bóg chce, abym pojechał na Wschód do pracy. W tym momencie mi przerwał i powiedział, jak się tam pracuje, bo pracował na Syberii. W pewnym momencie przerwał i pobłogosławił mnie na wyjazd, a to o tyle ważne, że wcześniej prosiłem Boga, by jeśli pragnie mojego wyjazdu, to niech sprawi, że biskup mnie pobłogosławi. Zawsze biskup błogosławi na koniec, a tym razem uczynił to w środku. Było to dla mnie potwierdzeniem, że to wola boża, abym tam był. Gdybym nie miał tej pewności, to pewnie bym uciekł. Było bardzo ciężko – mówi.

Rzeczywiście, z opisu ks. Dargiewicza wyłania się opis tytanicznej pracy, którą cały czas wykonują polscy księża. Początkowo szok kulturowy był jednak ogromny. – Największą trudnością był brak księży, bo było nas 20 na tak ogromnym terenie. Łatwo sobie wyobrazić, ile było pracy. W pierwszym roku byłem posłany do Chersonii, gdzie kościół był odbudowywany (...) Trzeba było podciągnąć ściany, by to nabrało wyglądu sakralnego. Zniszczono plan krzyża, więc trzeba było to wyciągnąć do góry. Mszę odprawialiśmy w dużym namiocie wojskowym. Parafianie włączali się w sprzątanie, budowanie i ewangelizację. Chodziliśmy do umieralni, domów starców, domów dziecka – wspomina.

Ulica Lecha Kaczyńskiego

Niedługo później ks. Dargiewicz pojechał do Odessy, która została założona ukazem carycy Katarzyny II 27 maja 1794 r. Rok później przyjechali do niej pierwsi Polacy, którzy odcisnęli na niej swoje piętno. Do dzisiaj można w Odessie spotkać ślady po polskiej społeczności, które zachowały się m.in. w nazwach najstarszych ulic. Jedna z nich nazywa się po prostu: Polska. Dziś jej fragment nosi imię prezydenta Lecha Kaczyńskiego – na pamiątkę jego wizyty w Odessie i spotkania z Polonią. – To spotkanie dało nam ducha patriotyzmu i wlało w nas nadzieję. Po tragedii smoleńskiej powstał pomysł, by upamiętnić prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Poprzez biskupa i konsula zwróciliśmy się do miasta, a ono jednogłośnie zgodziło się, aby część ulicy Polskiej przemianować na ulicę prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Odsłonięto tablicę pamiątkową. Władze miasta też stanęły na wysokości zadania – opisuje duchowny.

Pomoc materialna

Praca duszpasterska na wschodzie Ukrainy wymaga jednak ciężkiej pracy. W diecezji, której terytorium zajmuje mniej więcej połowę obszaru Polski, posługuje tylko 70 księży. – Pracuję na bardzo dużym terenie. Moja parafia to obszar ok. 200 na 300 km, a dodatkową trudnością jest stan dróg. Czasem lepiej nawet jechać po stepie, bo tam trudniej uszkodzić samochód. To nie jest tak, że kościoły są wypełnione. Bardzo często zaczynamy w domach. Potem dopiero budujemy wspólnotę, kaplicę. Jadę dla 20, 30 osób. Tak się zaczyna – mówi.

Ks. Dargiewicz podkreśla jednak, że bardzo dużą rolę w jego pracy odgrywa pomoc charytatywna, a także zajęcia dla dzieci i młodzieży, które kształtują tożsamość. Jak tłumaczy, najpierw aby posługiwać na Ukrainie, musi tak naprawdę „zarobić” na to w Polsce – na przykład głosząc rekolekcje, lub po prostu żebrząc z puszką przy kościele w rodzinnej diecezji ełckiej. – Dzięki ofiarodawcom możliwe jest nasze duszpasterstwo. Możemy odtwarzać wiarę i kulturę. Dzięki fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" zrobiliśmy wiele ciekawych akcji dla Polonii, pomagamy charytatywnie, wspomagamy naukę języka, organizujemy salki – opisuje.

Duszpasterz Polonii wskazuje jednak, że bez wsparcia Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie", Fundacji Mosty i Fundacji Orlen nie udałoby się zrealizować wielu wartościowych programów. – Możemy wtedy szerzej podejść do tematu polonijnego. Teraz robiliśmy taką dwupoziomową akcję. Fundacja Orlen, poprzez fundację Mosty pomogła nam w dużym projekcie. Wspieramy rodziny polskie na tych terenach. 150 osób dostało paczki żywnościowe. 100 osób dostało pomoc życiową, ubrania, artykuły szkolne – wylicza.

Pomoc materialna przeznaczona dla Polaków na Ukrainie

Drugi poziom projektu ma wymiar symboliczny, a jest realizowany wspólnie z Fundacją Mosty ze środków Fundacji Orlen. Dotyczy on upamiętnienia kościoła zbudowanego w Odessie przez polskich przedsiębiorców. – To był największy polski kościół na Wschodzie. Mówiono, że sto kilometrów od Odessy było widać wieżę. Było w nim około czterech tysięcy miejsc siedzących. Piękna świątynia, ale miała krótką historię. W 1913 roku został konsekrowany a w 1936 został wysadzony w powietrze, bo NKWD nie chciało śladów polskości. To nie był tylko kościół, ale był w nim ośrodek duszpasterstwa, szkoła podstawowa, gimnazjum, średnia, dom dziecka. Nie tylko go wysadzono, ale zabudowano innymi budynkami, by nic nie powstało w tym miejscu. Zostały po nim tylko część płotów i plebania – tłumaczy.

– Zwróciliśmy się do władz z prośbą o budowę makiety-pomnika tego kościoła. Okazuje się, że byli bardzo zdziwieni, że coś takiego było w Odessie. Dostaliśmy pozwolenie i jesteśmy w stanie realizacji pomnika kościoła św. Klemensa (…) Cieszymy się z małych kroczków. W ten sposób możemy też przebijać świadomość – mówi.

Ks. Dargiewicz nie ukrywa jednak, że potrzeby cały czas są duże. Podobnie, jak plany, które już snuje. – Gdyby znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy chcieliby pomagać, to przy kościele mamy dokupiony skwer, gdzie chcielibyśmy zrobić skwer polski. W Odessie jest teraz moda, by narody miały swój park. To byłoby zaistnienie, bo Odessa ma ogromny potencjał (…) Prezydent miasta mówił, że może wybudowalibyśmy przedszkole. Dlaczego nie? Może wybudujemy polonijne przedszkole z językiem polskim. Później można byłoby iść w kierunku szkoły. Pomysłów jest wiele, ale zobaczymy jak wyjdzie. Uważam, że mamy dług przed rodakami, którzy kiedyś walczyli o Polskę. Jeśli ktoś chciałby nas wspomóc, to jest korespondencja misyjna przy diecezji ełckiej – kończy kapłan.

Czytaj też:
Ks. Dargiewicz: Nasi rodacy na Wschodzie cierpieli za to, że byli Polakami

Źródło: DoRzeczy.pl
 0
Czytaj także