KrajDwa Sierpnie

Dwa Sierpnie

Stocznia Gdańska
Stocznia Gdańska / Źródło: PAP / Dominik Kulaszewicz
Dodano 3
30 czerwca, dzień 119. Wpis nr 108 | Dziś pouczająca rozmowa ze znajomym na temat sierpniowych obchodów. Żyjemy w kraju rocznicowym, odbywają się co raz to jakieś celebry. Polacy nadrabiają stracone okazje z czasów "nowoczesnego patriotyzmu", kiedy rządzący raczej omijali szerokim łukiem obchody rocznic. Teraz to się zmieniło. Od 5 lat rządzący PiS prowadzi politykę dumy narodowej, jednak, jeśli chodzi o rocznice sierpniowe to wypada to w tym roku słabo.

A mamy je dwie. Obie okrągłe. Pierwsza, to 40. rocznica Porozumień Sierpniowych, czyli narodzin „Solidarności”. Dla młodszych trzeba przypomnieć, bo kto to ma zrobić jak nie kombatant, czym była Solidarność. Otóż był to fenomen na skalę, nie boję się tego słowa, światową. Społeczeństwo żyjące od dziesięcioleci w opresyjnym reżymie opartym na walce klas – przeciwstawiło się mu jego odwrotnością – solidarnością. Sprzeciw przeciwko komunizmowi ogarną wszystkie socjalistyczne „klasy” i popchnął je do kooperacji, zamiast walki. Rozdzielone warstwy inteligenckie, naukowe, robotnicze i urzędnicze połączyły siły, nawzajem zdiagnozowały swoje problemy i zaproponowały remedium na polskie bolączki. W dodatku w formule zabójczej dla komunizmu, czyli – związku zawodowego. Późniejsze lata kryzysu na styku z władzą, stanu wojennego czy okresu transformacji i udziału w nich tego ruchu społecznego to już historia.

Ale w sierpniu tego roku będziemy obchodzili narodziny powyżej opisanego fenomenu. A właściwie – nie będziemy obchodzili. Po pierwsze znowu będziemy mieli dwa Sierpnie – jeden w Gdańsku (to ten „opozycyjny”, z Wałęsą, samorządowcami którzy „pokazali charakter” i z – może – nowym prezydentem Trzaskowskim, może przyjedzie też Tusk z paroma zagranicznymi kolegami). Drugie obchody będą pewnie w Warszawie i te będą miały charakter państwowy. Najpoważniejszy problem jest jednak taki, że obchody te są prawie w ogóle nie przygotowane. Związek „Solidarność” zaspał, zapewne wiele da się zrzucić na koronawirusa. Ale tu nie chodzi o to, by upamiętniać Sierpień ‘80 poprzez stal i beton, które wcześniej trzeba zaprojektować i wykonać, tylko raczej o pomniki z ludzkiej pamięci i kontynuacji idei wielkiego ruchu. Stypendia, programy, edukację. A na to pandemia nic nie zaszkodziła, żeby to przygotować. Wystarczyło się zgadać na ZOOM-ie i byłyby gotowe gotowce.

Z drugim Sierpniem też słabo. Bo mamy przecież setną rocznicę Bitwy Warszawskiej, jednej z najbardziej kluczowych bitew dla losów ludzkości. Gdyby Sowieci przeszli wtedy przez Polskę, to dzisiaj językiem urzędowym Europy byłby rosyjski. I dobrze byłoby to Europie przypomnieć. Ale tu też nic nie będzie. No, przejedziemy się jakąś defiladą w towarzystwie grup rekonstrukcyjnych, będzie parę przemówień, ale okazja by przypomnieć światu co tu się wydarzyło, przejdzie bezpowrotnie. Miał być Łuk – nie ma, muzeum Marszałka – nie wiadomo czy otworzą w sierpniu. I trzeba sobie powiedzieć, że nic z tego nie zatrzymał koronawirus. Po prostu pospaliśmy się. Zwłaszcza jest to szokujące przy tak patriotycznie zdeterminowanym rządzie. Ale może to tylko deklaracje? Może od słów do czynów jest zbyt daleko?

Mieliśmy dwie daty dwóch wydarzeń, gdy Polska pojawiła się jako znaczący punkt na mapie świata. Nie jesteśmy w stanie nawet przygotować dla niego zwykłej narracji jakie to wtedy było ważne. Dziś kartki przyszłych podręczników historii są pisane na lata naprzód. Przez państwa, które mają do tego stosunek poważny, poważny, bo obliczony na lata kontynuowania tej samej strategii i polityki historycznej swego kraju. U nas, jeśli ona już jest, to zmienia się co kadencję władz. I choć mamy chlubne karty swojej historii, nawet w kontekście światowym, to przez tę swoją doraźność działań nie wybiegającą poza reelekcję, tracimy na zawsze szansę na polską opowieść. A tę pustkę zawsze coś wypełni i nie będzie to jedynie niewiedza, ale całkiem inne opowieści, po których naszej historii nikt już nie zrozumie. Nawet nasze dzieci.

Nie potrafimy świętować naszych, nielicznych, zwycięstw.

Jerzy Kerwelis

Więcej wpisów na blogu „Dziennik zarazy”.

/ Źródło: dziennikzarazy.pl

Czytaj także

 3
  • aj-waj IP
    Największym dramatem Władzy Ludowej było odpuszczenie tępym robolom bata. Robola trzeba tresować jak psa, bo inaczej zaczyna warczeć. Dajcie mi do oczu chociaż jednego tamtego "bohatera." Po polskim przemyśle nie został już nawet smród, a ich dzieci i wnuki sprzedają dziś kokakole i żydoską żółć bydlęcą zamiast chmielu w "polskim" piwie. 25 lat spawał kadłuby, a teraz kubusia rozwozi po kraju. Żebyście wyzdychali razem z pomiotem swoim za to, co zrobiliście z Polską.
    Dodaj odpowiedź 5 0
      Odpowiedzi: 0
    • precz z komuną IP
      CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 1

      Czytaj także