KrajKiedy przyjdą podpalić dom…

Kiedy przyjdą podpalić dom…

Protest przed Białym Domem w USA
Protest przed Białym Domem w USA / Źródło: PAP/EPA / JIM LO SCALZO
Dodano
4 lipca, dzień 123. Wpis nr 112 || W dzień Święta Niepodległości Stanów powracam do źródeł amerykańskiej kowidowej rewolucji. Wszystko zaczęło się w Minneapolis, od śmierci Floyda z rąk miejskiej policji.

Choć najbardziej zaawansowane w kontynuacji ustrojowego przewrotu wydawałoby się ostatnio Seattle, gdzie powstała enklawa głosząca niezależność od opresyjnych Stanów Zjednoczonych. Takie państwo-w-państwie, pod nazwą CHAZ (Capital Hill Autonomic Zone). Ale puchar przechodni przejęło znowu Minneapolis.

Przypomnijmy – ustrój Stanów Zjednoczonych jest związkiem niezależnych stanów, które przystąpiły do federacji w roku 1776 twardo negocjując swoje uprawnienie w relacjach z federalnym centrum. Mają one wysoką pozycję władzy wybieranego przez społeczność danego stanu gubernatora. Tylko on może wezwać Gwardię Narodową do swojego stanu, prezydent USA jest tu za krótki. Jeśli dołożyć do tego policję, która w miastach podlega samorządowi, to widać, że prezydent USA może w sprawie np. zamieszek sobie nagwizdać.

Często to widać w amerykańskich filmach kryminalnych. Mamy „dobrych” policjantów miejskich, którzy przyjeżdżają na miejsce zbrodni, znają realia, a tu się nagle pakują w śledztwo jacyś „federalni”. Wszystkie filmy amerykańskie jasno rozdzielają tutaj role – ci „stanowi” są super, zaś „federalni”, ci od państwa, to jakieś zarozumiałe kmioty, typy spod ciemnej gwiazdy z niejasnymi powiązaniami „wielkiej polityki”.

I przy takiej niemocy pomyślmy sobie, że w danym stanie/mieście rządzą Demokraci. To tak jak spełnienie pomysłów Platformy Obywatelskiej, by wzmocnić niezależność samorządów, wygonić wojewodę i wszystko dać demokratycznie wybranemu marszałkowi województwa. Mielibyśmy wtedy kawałki Polski PO-wskiej i kawałki PiS-owskiej. Zresztą widać te zaczątki w miejskich politykach „większych miast”, gdzie rządzi Koalicja Obywatelska. Ostatnio pochwalił te ośrodki kandydat Trzaskowski, mówiąc o ich włodarzach, że ci „pokazali charakter”. A kiedy go pokazali? Ano w kluczowym momencie, kiedy odmówili organizacji wyborów prezydenckich w dacie 10 maja z powodu śmiercionośności kopert. Dodajmy – śmiercionośności, która teraz nie przeszkadza nawet w formie bezpośredniej, nawet przy wyższych wskaźnikach zakażeń, niż tych z 10 maja. Ale „pokazanie charakteru” polegało tu na skoordynowanym samorządowym rokoszu, który miał umożliwić podmianę kandydata „wszystkich POlaków”. Teraz już jest wszystko cacy…

Ale Trump ma tak w całym kraju. I nic nie może zrobić. Minneapolis to wręcz twierdza amerykańskiej, demokratycznej opozycji, jak Warszawa wobec pisowskiej Polski. Do tego jest odwiecznie demokratyczny gubernator. I tak jak rada miasta dyskutowała sprawę… rozwiązania policji, tak już sprawa się odbyła i policja została pogoniona jednogłośnie. Trzech członków rady miejskiej zaraz po podjęciu tej decyzji wynajęło sobie natychmiast osobistą ochronę. Na koszt miasta. Dobre, co?

Mamy więc teraz miasto ogarnięte zamieszkami, pozbawione decyzją jego władz jakiejkolwiek ochrony bezpieczeństwa obywateli. Czyli oddano miasto w ręce coraz bardziej zdziczałych band, które już wprost, pod pozorem antyrasistowskich protestów, demolują i grabią miasto. Minneapolis wytyczyło drogę innym zrewoltowanym miastom, w których władze przejmie tak naprawdę Antifa z Black Lives Matter. Gdzieniegdzie pojawiają się także bracia muzułmanie. Trzech jeźdźców nowożytnej apokalipsy…

W historii świata nie było takiej rewolucji, w której siły (niech będzie, że starego) porządku zostały odwoływane do domów przez istniejące władze. To oznacza, że wszystko się już odbyło i „normalni Amerykanie” zostali pozostawieni własnemu losowi. Bohaterem ostatniej chwili stał się kultowy Ken, który wraz żoną Karen stanął z bronią u progu swego domu rabowanego przez motłoch. Ken stał się jakimś chlubnym wyjątkiem, co świadczy o mizerii oporu. A przeceiż jeszcze trzy miesiące temu takie zachowania wydawały się zawsze u Amerykanów standardem.

Ale może Amerykanie pójdą pewnego dnia śladem Ken&Karen, w miarę jak inne miasta będą szły drogą Minneapolis.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na bloguDziennik zarazy”.

/ Źródło: DoRzeczy.pl / dziennikzarazy.pl

Czytaj także

 0

Czytaj także