Morawiecki odpowiada ambasadorom: Nie musicie nas uczyć tolerancji

Morawiecki odpowiada ambasadorom: Nie musicie nas uczyć tolerancji

Dodano: 218
Premier Mateusz Morawiecki przemawia podczas uroczystych obchodów 81. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej w Wieluniu.
Premier Mateusz Morawiecki przemawia podczas uroczystych obchodów 81. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej w Wieluniu. / Źródło: PAP / Grzegorz Michałowski
Premier polskiego rządu odpowiedział na zarzuty zawarte w liście 50 ambasadorów. Dyplomaci chcą większej ochrony praw osób LGBT w Polsce. Morawiecki wskazał, że "tolerancja należy do polskiego DNA".

Na stronie amerykańskiej ambasady pojawił się wczoraj list otwarty wystosowany w ramach solidarności ze środowiskami LGBT. Akcję wsparli ambasadorowie z 50 różnych krajów.

"Chcemy wyrazić nasze poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów, jakie dotykają społeczność gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) oraz innych mniejszości w Polsce stojących przed podobnymi wyzwaniami" – czytamy w liście otwartym opublikowanym na stronie amerykańskiej ambasady.

"Nie musicie uczyć nas tolerancji"

Na zarzuty stawiane w liście odpowiedział dziś premier Mateusz Morawiecki. Jak wskazał, Polska nie musi być pouczana w kwestii tolerancji. – Drogim ambasadorom mogę powiedzieć tylko tyle, ze tolerancja należy do polskiego DNA. Można prześledzić ostatnią i przedostatnią historię, żeby móc się o tym przekonać. Nikt nas nie musi tolerancji uczyć – powiedział premier.

– Zgadzam się z listem ambasadorów w tym zakresie, kiedy mówią, że szacunek należy się każdej osobie, a zupełnie nie zgadzam się z listem ambasadorów w tym miejscu, gdzie mówią, że w Polsce są osoby, którym taki szacunek w jakikolwiek sposób jest odbierany – dodał.

Prowokacje lewicowego aktywisty to "deep fake"

Morawiecki nawiązał również do działań lewicowego aktywisty Barta Staszewskiego, który pod tablicami z nazwami miejscowości przyczepia żółte tabliczki z napisem "strefy wolne od LGBT". Potem robi im zdjęcia i umieszcza w internecie, twierdząc, że są to oryginalne tabliczki zamontowane tam przez mieszkańców. Premier określił takie działania jako "deep fake".

– Mam osobistą prośbę do wszystkich tych 50 ambasadorów, abyście zobaczyli prowokacje pewnego pana, który jeździ z tabliczką, której nikt nigdy nie wyprodukował, której nikt nigdy nie miał zamiaru wyprodukować, z tabliczką „strefy wolne od LGBT”. Przykręcał ją przy miejscowościach, robił zdjęcia, czyli zafałszowywał rzeczywistość, powiedzieć fake news o czymś takim, to zdecydowanie nic nie powiedzieć – stwierdził premier.

– Drodzy ambasadorzy, taka gorąca prośba, to był deep fake zastosowany przez człowieka, który jest obcy środowiskom mniejszości seksualnych, bo oni wiedza, że mogą demonstrować bez przeszkód, demonstrować swoje racje – dodał premier.

Morawiecki zaapelował również o to, aby nie dawać wiary prowokacjom Staszewskiego i w każdy możliwy sposób wskazywać, że w Polsce nie ma "stref wolnych od LGBT".

– Jeśli uczciwość jest ważną wartością, to apeluję do wszystkich, aby zobaczyli na ten deep fake i przekazali do różnych miejsc w Europie, że to była mistyfikacja, oszustwo i że w Polsce, która słynie z tolerancji i szacunku dla każdego człowieka, również dla mniejszości seksualnych jest on niezagrożony i stosowany lepiej niż wieli innych krajach – podkreślił premier.

Czytaj też:
"Jeden z największych przekrętów 3RP w sferze mediów". Ziemkiewicz o Radiu Zet
Czytaj też:
Sztab kryzysowy w Warszawie. Trzaskowski ma nadzieję, że nie ziszczą się "pesymistyczne scenariusze"

Źródło: wPolityce.pl
 218
Czytaj także