Wolność spętana tęczową ideologią

Wolność spętana tęczową ideologią

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Domena publiczna
Paweł Skrzydlewski | Jeśli nie ma prawdy, to nie ma i nauki. A jeśli nie ma nauki – to istnienie uniwersytetów traci sens. Czy tego chcemy?

Wszeroko pojętej przestrzeni publicznej niewiele jest dziś osób, które jasno dostrzegają istotę, ideowe źródła oraz konsekwencje ideologii LGBT+. Wielu uważa, że ideologia ta jest czymś efemerycznym, zawężonym jedynie do poglądów dotyczących sfery życia seksualnego człowieka, że interesuje się nią niewielka i mało znacząca grupa ludzi. Tak jednak nie jest. Ideologia ta ma swe silne źródła i licznych promotorów. Stanowi dziś podstawę działania nie tylko lewackich ruchów politycznych, lecz także „flirtuje z nią” wielu twórców kultury, dziennikarzy, artystów, a nawet kapłanów Kościoła katolickiego. Znajdziemy ją także na wielu uniwersyteckich wydziałach i to nie tylko naszej ojczyzny. Zmierza ona wszędzie do budowania nowego nie-porządku społecznego, w którym „każdy ma być tym, czym chce”. Co ważne – nie toleruje ona sprzeciwu, jest wojownicza, zaś jakakolwiek jej krytyka bywa przedstawiana jako skrajny fundamentalistyczny obskurantyzm, świadczący o braku postępowości i totalitarnych zapędach.

Pojawia się tu pytanie: Kto ma uprawnienia do dokonania rozpoznania tejże ideologii oraz oceny jej skutków? Każdy, komu bliskie są prawda oraz dobro człowieka. Przede wszystkim tejże analizy dokonywać powinny osoby światłe, tworzące uniwersytet, zatroskane o prawdę, o zdrowie intelektualne i moralne osób, rodzin i narodów. Czy jednak to czynią? Czy mają ku temu dostatecznie dużo wiedzy, a przede wszystkim woli? Czy ich analiza i krytyka LGBT+ w ogóle jest możliwa na współczesnym polskim uniwersytecie?

Zważywszy na to, jak wiele dziś pojawia się postępowań dyscyplinarnych wobec uniwersyteckich krytyków LGBT+, udzielenie odpowiedzi na te pytania nie jest sprawą prostą. Można mieć obawy, że na uniwersytetach ideologia ta nie zostanie dostatecznie rozpoznana ani przezwyciężona. Uniwersyteccy krytycy LGBT+ napotykają na wiele barier. Część przeszkód wynika z braku dostatecznej wiedzy, głównie filozoficznej. Nie chodzi bowiem o to, aby dokonywać krytyki stanowisk zawartych w LGBT+ przez zestawienie ich z doktrynami konserwatywnymi, chrześcijańskimi, ale o wykazanie ich bałamutności i fałszu, a co za tym idzie – nieracjonalności i nienaukowości, szkodliwości dla człowieka. To zaś może być uczynione przez pokazanie prawdy o człowieku, jego naturze i właściwym sposobie działania człowieka. Jest to właściwe zadanie filozofii.

Część przeszkód, na które trafiają środowiska uniwersyteckie krytyczne wobec ideologii gender i queer, wynika także z swoistego terroru poprawności politycznej, który na dobre zadomowił się już w akademiach i mocno nastraszył „silnych intelektualnie”, lecz słabych moralnie profesorów. Boją się oni ostracyzmu i tego, że zostanie im przyklejona łatka ideologa – nienaukowca, fundamentalisty religijnego, który bezzasadnie konfliktuje akademię i nie pozwala na swobodę głoszenia „tęczowych poglądów”. Boją się oni także tego, że rektor może w każdej chwili podziękować za pracę „kontrowersyjnemu” profesorowi. Dominująca bowiem prawie wszędzie poprawność polityczna nakazuje powszechne uznanie tezy, że każdy ma prawo żyć tak, jak chce. A zatem dlaczego poruszać intymne życie jednostek, dlaczego przedstawiać ich zasady działania jako niewłaściwe, niemoralne, a nawet zboczone i patologiczne, sprzeczne z prawem ludzkim i naturalnym, prawem Bożym? Dlaczego w ogóle zwracać uwagę na tę ideologię i tworzoną w jej ramach praktykę życiową? Poprawność polityczna skłania, by nie robić nic i pozwalać na wszystko, w nadziei, że sprawy same ułożą się korzystnie. Jednakże taka postawa rozzuchwala środowiska LGBT+ i pozwala na obecność ich propagandy w przestrzeni publicznej.

Zauważmy również, że wiele społeczności akademickich wprost wyraża przekonanie, że rektor powinien usunąć z grona profesorów i wykładowców tych, którzy są „głosicielami istnienia niezmiennej i wiążących osobę ludzką prawd i zasad”, na rzecz tych wszystkich, którzy twierdzą, że każdy ma swoją rację i prawdę – bo tego wymaga ludzka wolność i godność, a prawdy jednej i stałej nie ma. Uniwersytet tworzony przez takich „profesorów” byłby nie tylko przyjazny wszelkiej „wolności”, lecz także samej ideologii LGBT+.

Iluzja wolności i szacunku

Skrajna część przedstawicieli LGBT+, reprezentowana przez tzw. ruch queer, twierdzi, że sam człowiek nie ma natury, nie ma stałej istoty, stanowiącej zasadę i kryterium jego działania. Nie ma on także przyrodzonej płci, a jedyną jego zasadą działania jest zrodzone w nim pragnienie i popęd. Pójście za pragnieniem i popędem to jedyna powinność człowieka, który niestety ciągle bywa „ujarzmiany” przez zewnętrzne w stosunku do niego społeczeństwo wraz z obecnymi w nim normami i zasadami. Stanowią one źródło konfliktu i gwałtu na wolnej jednostce, są źródłem wszelkiego nieszczęścia. Społeczność bowiem, a w sposób szczególny władza społeczna, polityczna, religijna, starają się wytworzyć w jednostce „ja”, czyli jej trwałą tożsamość. Tożsamości tej – zdaniem zwolenników queer – nie ma, nie było oraz nie będzie. Jej istnienie było jedynie postulowane tam, gdzie była silna władza, religia oraz metafizyka. Dla zwolenników queer progres przenikający wszystko zniósł przekonanie o istnieniu stałych. Nie ma zatem stałości, nie ma konieczności, nie ma norm i zasad, jest tylko uwikłana w język, w historię subiektywna narracja, która ostatecznie wszystko przenika. Dlatego człowiek jest tym, kim w danej chwili bywa i chce być, ulegając ciągłym zmianom.

Dla ideologii LGBT+ inność i zmienność to kategorie wiodące, naczelne i zarazem ukazujące, że wszystko wolno. Z tej racji twierdzi się tu, że nie ma ani stałych norm, ani kryterium dobra lub zła ludzkiego zachowania. Wszystko jest dobre, dowolne, normalne, właściwe i to w każdej sferze. Z tej racji należy akceptować i rozpowszechniać wszelkie formy pożycia seksualnego. Twierdzi się tu, że wszystkie one były „prześladowane przez mijającą społeczność”, lecz w przyszłości staną się czymś powszechnym, doprowadzając ostatecznie człowieka do jego wyzwolenia z okowów norm, zasad, praw. Jednocześnie twierdzi się, że ograniczenia te nigdy nie miały obiektywnej podstawy, nie były uzasadnione czymś realnym, lecz były jedynie przemocą, opresją i próbą manipulacji, brutalną narracją zniewolenia jednostek po to, by je wykorzystać.

Zauważmy, że ta koncepcja to część narracji, którą queer zapożyczył od postmodernistów, radykalnego feminizmu oraz zwolenników multikulturalizmu cywilizacyjnego, a także freudyzmu i neomarksizmu. Nowy świat, jaki ma przynieść ideologia LGBT+, jest światem bez granic, bez narodów i państw, bez rodzin, bez zasad i praw, nawet bez „ja”, bez płci oraz bez Boga! Dopiero taki świat miałby dawać wszystkim pełną równość, wolność.

Rewolta i ruina

Uwzględniając powyższe twierdzenia zwolenników queer, bez trudu dostrzeżemy, że nie tylko stanowią one swoisty rewolucyjny zaczyn, zmierzający do ruiny całego życia społecznego, że stoją one w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, że kłócą się z personalistycznym i realistycznym obrazem człowieka, powstałym w filozofii klasycznej, lecz także widzimy, że stoją w sprzeczności z nakazem, który odnajdziemy w Piśmie Świętym, a mówiącym człowiekowi, by „rozmnażał się i czynił sobie ziemię poddaną”.

Nowy człowiek ma przede wszystkim eksploatować swoje przyjemnościowe pragnienia, żądze. Ostatecznie zatem ideologia ta głosi jakąś formę samozbawienia, samospełnienia człowieka. Jak wszystkie naturalizmy i ewolucjonizmy widzi w człowieku czasowy i niezbyt cenny produkt przemian przypadkowych czynników materialnych, produkt, dla którego dobrem najważniejszym jest rozkosz ciała. Dlatego człowiek nie może tu ulegać zniewalającej alienacji wynikającej z oddziaływania rodziny, religii, społeczeństwa czy władzy, nie może być „ujarzmiany” czymkolwiek i redukowany do „kogokolwiek”.

Dla queer wyzwolenie i spełnienie jednostek wymaga nieistnienia wszystkiego, co do tej pory było w kulturze i życiu społecznym. Na ruinach starego świata powstanie i już zawsze będzie trwać „świat nowy”, w którym „każdy będzie tym, kim zechce”, przy czym trzeba zaznaczyć, że ludzka płodność jest raczej przekleństwem niż dobrodziejstwem, bo ogranicza wolność jednostkom. Z tej racji ostatecznie ideologia ta wzmocniona wątkami ekologizmu i doktryn depopulacyjnych wydaje się zamykać w zawołaniu: „Bądź, czym chcesz, ale lepiej, żebyś nie był i żebyś nie przekazywał życia”; pomożesz w ten sposób swej jedynej matce Ziemi!

Jak przezwyciężyć ideologię LGBT+?

Należy dostrzec, że ostatecznie realnym skutkiem zastosowania ideologii LGBT+ okazuje się destrukcja człowieka, jego naturalnych, racjonalnych form ludzkiego życia i działania, podważenie sensowności cywilizacyjnego ładu świata zachodniego oraz unicestwienie jednego z najważniejszych miejsc w kulturze Zachodu – czyli uniwersytetu. Co ważne, ideologia ta uderza również wprost w to, co dla osoby ludzkiej najważniejsze: więź z Panem Bogiem, bez której nie może się dokonać ostateczne spełnienie osoby ludzkiej. Rujnuje ona najważniejszą ludzką wspólnotę, którą jest rodzina, a przede wszystkim zabiera człowiekowi źródło jego siły i tożsamości, którymi są prawy rozum i prawa wolna wola.

Przyjrzyjmy się temu, co logicznie wypływa z postulatów LGBT+. Zauważmy, że na gruncie stanowiska związanego z tzw. queer nie można rozwijać swego rozumu, bo zakłada się wprost, że nie ma prawdy, będącej przecież tym, co rozum ludzki doskonali. Jeśli nie ma prawdy i wszystko ulega zmianie, to nie ma również wartościowego ludzkiego poznania, spełniającego się przez naukę. Bez nauki nie ma sensu istnienie uniwersytetów, które przecież są wspólnotami ludzi uczonych, rozmiłowanych w nauce i prawdzie, dzielących się prawdą i tworzących fundamenty dla ludzkiej kultury, edukacji, wychowania.

Wreszcie nie ma sensu sama kultura jako dzieło wolnej i rozumnej działalności człowieka, bo nie ma autentycznej rozumności ludzkiej i wolności, zaś trwałe formy kulturowe nie są faktycznie trwałe, a ich oddziaływanie na człowieka jest „ujarzmiające”, destrukcyjne i likwidujące w jednostce bogactwo hedonistycznych doznań. Kultura zatem, podobnie jak zorganizowana społeczność wraz ze swymi instytucjami oraz z wszelkim systemem władzy nie powinny istnieć. Oto konkluzje, do których przychylają się liczni zwolennicy gender i queer.

Nie jest rzeczą trudną wykazywać absurdalność głównych tez zwolenników LGBT+. Czy jednak wskazywanie sprzeczności i absurdalności ma dla nich jakieś znaczenie? Nie – bo dla większości z nich liczy się tylko ich własne stanowisko i własna zmysłowa satysfakcja. Chory jest u nich nie tylko rozum, lecz także wola, zdeprawowana niemoralnością. Nielogiczność jest zarzutem tam, gdzie uznaje się wartość racjonalności ludzkiej, rozumu poznającego prawdę, gdzie szanuje się wreszcie samą prawdę i dostrzega się jej źródło w postaci istnienia obiektywnego świata i jego praw. Prawda jako wynik uzgodnienia intelektu z rzeczywistością – nie ma dla nich wartości, nie ma wartości także ład świata, jego piękno i dobroć. Co zatem jest potrzebne, aby dać skuteczny odpór ideologii gender i queer?

W pierwszej kolejności diagnoza tego, czym jest ta ideologia, co się na nią składa oraz jakie ma faktyczne zadania. Diagnozy tej może dokonać tylko filozofia realistyczna, metafizyczna, prawdziwie wolna i otwarta na prawdę świata. Jeśli ona zagości na uniwersytetach, jeśli jej głos usłyszą uczeni profesorowie oraz studenci, to jest wielka szansa, że absurdalność i destrukcyjny wymiar LGBT+ zostaną obnażone i jako takie odrzucone.

Pomocą może tu także być rozumne i nowe prawo odnoszące się nie tyle do wolności uniwersytetu i wolności wypowiedzi na uniwersytecie, ile obejmujące zakaz propagowania antyludzkich i fałszywych ideologii szkodzących człowiekowi. Wszak słusznie Konstytucja RP z 1997 r. w art. 13 informuje nas, że „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”. Zakaz ten ma jedno zasadnicze źródło: afirmację dobra ludzkiego i jego ochronę przed złem. Aby jednak dostrzec zło i je odrzucić, trzeba zgodzić się na to, że jest natura ludzka, że możemy ją poznać, że stanowi ona podstawę i kryterium oceny naszych działań. Czy zdobędziemy się na to?

Artykuł został opublikowany w 25/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także