Wydaje się, że dekady polityki ukrywania problemu doprowadziły nas ostatecznie w systemie edukacji do tego samego, z czym boryka się system opieki zdrowotnej – do niedostatku pracowników.
W samej tylko Warszawie brakuje już ok. 3 tys. nauczycieli, a według ostatnich szacunków w całej Polsce – ponad 10 tys. pedagogów. Niestety, liczba wakatów może jeszcze wzrosnąć, bo właśnie obserwujemy odpływ z zawodu. Z badań przeprowadzonych w styczniu wynikało, że w samej stolicy prawie połowa nauczycieli rozważała odejście z zawodu. Dlaczego? 75 proc. z nich jako powód podało wynagrodzenie, 49 proc. wskazało na trudność we współpracy z dzisiejszymi rodzicami dzieci, 29 proc. narzekało na warunki, w których muszą pracować.
Polski pedagog nie zarobi
Zatem pieniądze to niejedyny powód nauczycielskich rezygnacji, ale jest chyba najpoważniejszy. I był widoczny od zawsze. Dobrze widziałem go sam, gdy kilka lat temu odwiedziłem podczas nieformalnego zjazdu absolwentów bydgoskie technikum elektroniczne. Przechadzając się po klasach, natrafialiśmy z kolegami na tych samych nauczycieli, których pożegnaliśmy ponad pół wieku temu. Część z nich dawno mogła być na emeryturach, ale wciąż pracowała. – A kto tu przyjdzie? – mówił mi wtedy zasępiony wykładowca przedmiotów zawodowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.