Historia uległości

Historia uległości

Dodano: 
Mateusz Morawiecki i Ursula von der Leyen w Brukseli
Mateusz Morawiecki i Ursula von der Leyen w Brukseli Źródło: PAP/EPA / STEPHANIE LECOCQ
Wbrew retoryce odwołującej się do nieusuwalnego antagonizmu między centralizacyjnymi dążeniami Brukseli a własną wizją Polski obóz Zjednoczonej Prawicy w zdumiewająco łatwy sposób godzi się na rozpędzający się proces erozji suwerenności polskiego państwa.
W czasie wrześniowego Forum Ekonomicznego w Karpaczu Jarosław Kaczyński wypowiedział słowa, które stały się później pożywką dla lewicowych mediów. Określając Unię Europejską jako wrogą kulturowo, prezes PiS dał idealny pretekst, aby związani z totalną opozycją dziennikarze i politycy mogli przez następne dni ostrzegać przed próbami „wyprowadzenia Polski z Europy” i podkreślać rzekomo antyzachodni kurs rządowej formacji. Ostre wypowiedzi pod adresem Berlina i Brukseli padały także na licznych spotkaniach z wyborcami, które Kaczyński odbywał przez ostatnie tygodnie. Mówił m.in. o łamaniu traktatów europejskich przez Unię Europejską, skrywaniu się Niemiec za maską UE, a także zapowiadał, że jego partia nie pozwoli na przekształcenie wspólnoty w sfederalizowane państwo. Odgrażanie się Niemcom i sterowanej przez nich Unii stanowiło wręcz jeden z głównych motywów przewodnich wystąpień.

Tak konfrontacyjny (przynajmniej werbalnie) kurs wobec Unii to z pewnością efekt zastosowanego przez Komisję Europejską szantażu związanego z wstrzymaniem wypłaty środków z tytułu Krajowego Planu Odbudowy. Przez wiele miesięcy rząd miał nadzieję, że pieniądze zostaną wkrótce uruchomione, lecz dopiero latem stało się jasne, że Bruksela uruchomi środki jedynie wtedy, gdy w Warszawie zainstalowany zostanie nowy, sprzyjający Berlinowi rząd. W sierpniu Jarosław Kaczyński dał wyraźny sygnał do zmiany podejścia, przekonując w jednym z wywiadów, że jeśli Komisja Europejska nie wypełnia swoich zobowiązań wobec Polski, to i Polska nie ma powodów, by wykonywać swoje zobowiązania wobec Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę tego rodzaju zapewnienia, można byłoby się spodziewać, że coraz bardziej przyciśnięty finansowo do muru rząd będzie za wszelką cenę starał się powstrzymać wszelkie centralistyczne dążenia Berlina. Pomimo sukcesu wyborczego Giorgii Meloni we Włoszech wciąż przecież niezwykle daleko do zbudowania w ramach Unii politycznego frontu, który skutecznie przeciwstawiłby się idei europejskiego państwa federalnego zarysowanego w niemieckiej umowie koalicyjnej. Skoro podporządkowana Berlinowi Komisja Europejska w jawny sposób blokuje Polsce dostęp do należnych jej środków z KPO, grozi wstrzymaniem kolejnych miliardów z funduszu spójności i nie partycypuje niemal w żaden istotny sposób w kosztach utrzymywania ukraińskich uchodźców, to skrajną naiwnością byłoby zakładanie, że uzyskawszy jeszcze większe kompetencje, nie zechce ich wykorzystać przeciwko Polsce. Do czasu przejęcia sterów nad Komisją Europejską przez ugrupowania sprzeciwiające się koncepcji superpaństwa podstawową zasadą w relacjach z Brukselą powinno być blokowanie absolutnie wszystkich mechanizmów i inicjatyw zwiększających zakres kompetencji organów centralnych.

Cały artykuł dostępny jest w 47/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Jakub Wozinski
Czytaj także