Polska lekarka porwana w Czadzie. Nowe informacje z MSZ

Polska lekarka porwana w Czadzie. Nowe informacje z MSZ

Dodano: 8
Rzecznik prasowy MSZ Paweł Wroński
Rzecznik prasowy MSZ Paweł Wroński Źródło: PAP / Rafał Guz
Rzecznik MSZ Paweł Wroński przekazał nowe informacje nt. porwania polskiej lekarki w Czadzie. Jak wygląda sytuacja?

"Trwa intensywna akcja poszukiwawcza polskiej lekarki porwanej w Czadzie. W akcji biorą udział siły czadyjskie i francuskie. Na miejscu nadzoruje ją minister bezpieczeństwa Mahamat Charfadine Margui. Polskie służby dyplomatyczne i konsularne od początku są na miejscu i pozostają w stałym kontakcie z miejscowymi władzami oraz z rodziną porwanej. Ze względu na dobro sprawy zwracamy się do mediów z prośbą o wstrzemięźliwość w jej relacjonowaniu" – podał w niedzielnym w komunikacie resort spraw zagranicznych.

Więcej szczegółów przekazał w poniedziałek rzecznik MSZ. – Porwana Polka to wolontariuszka pracująca w szpitalu. Napastnicy podawali się za pacjentów. Porwanie ma charakter bardziej kryminalny, być może jest to porwanie dla okupu. Na miejscu jest konsul, mamy stały kontakt z rodziną porwanej. Obszar poszukiwań zawęża się. Wiemy, że porywacze potrafią dobrze korzystać z internetu – mówił Paweł Wroński na antenie Polsat News.

Jak dodał, "prowadzona jest bardzo szeroka akcja poszukiwawcza z udziałem sił Czadu i sił wojskowych francuskich". Akcją poszukiwawczą osobiście dowodzi minister bezpieczeństwa Czadu. – Bardzo zależy nam na stosowaniu dyskrecji– podkreślił rzecznik.

Porwanie dla okupu?

Według doniesień AFP, porwano także Meksykanina (również lekarza), jednak przestępcy w trakcie ucieczki przed policją porzucili mężczyznę. Zeznał on, że motywem są pieniądze, a porywacze zapewnili jego i Polkę, że nic im się nie stanie, jeżeli wpłacony zostanie okup.

Według lokalnych władz porywacze byli uzbrojeni. Wolontariuszka została porwana ze szpitala Saint-Michel w miejscowości Dono Manga, położonej ponad 400 km od stolicy kraju Ndżameny. To region, gdzie stosunkowo często dochodzi do uprowadzeń dla okupu. Do tej pory nikt się nie przyznał.

Placówka, w której pracowała Polka prowadzona jest przez Caritas. Gubernator prowincji przekazał agencji AFP, że do porwania doszło podczas nieobecności żołnierzy, którzy zwykle ochraniają szpital. W placówce pojawiło się dwóch mężczyzn w asyście fałszywego policjanta.

Porwanie potwierdził AFP Nicolas Nadji Ban, biskup diecezji Lai, który przewodniczy lokalnemu oddziałowi Caritas zarządzającemu szpitalem. Media donoszą, iż jest to region, w którym dość często dochodzi do porwań dla okupu.

Czytaj też:
Nowe fakty ws. Polki zamordowanej w Grecji. "Sprawa jest dziwna"
Czytaj też:
Tusk jedzie do Paryża i Berlina

Źródło: Polsat News / AFP/MSZ
Czytaj także