Z relacji "Gazety Wyborczej" wynika, że w spotkaniu z szefem MON udział wzięli m.in. członkowie grupy Rebelianty Podkarpackie. Osoby te miały się zdenerwować odpowiedziami Błaszczaka na ich pytania. W ich ocenie były one wymijające.
Pytania miały dotyczyć m.in. dbałości resortu obrony o marynarkę wojenną. – Taki sam budżet – po 550 milionów zł jest przeznaczony na 2018 rok na marynarkę i na WOT. Gdzie jest skala? – pytała jedna z uczestniczek spotkania, którą cytuje "Wyborcza". Kolejne pytanie dotyczyło trwającego w Sejmie protestu osób niepełnosprawnych i ich rodziców.
– Co rząd zrobi z tymi ludźmi, bo oni jak widać nie wybierają się do domów? – pytała członkini grupy Rebelianty Podkarpackie. W obronie ministra mieli stanąć wówczas sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, co doprowadziło do dużego zamieszania. Wyborcy partii rządzącej mieli przekonywać, że osoby niepełnosprawne otrzymują sprzęt do rehabilitacji i higieny.
– Proponuję panu emeryturę w ziemniakach – miała powiedzieć kobieta, która zadała pytanie. – Smuci mnie agresja w pani słowach. My od razu spotkaliśmy się z protestującymi, zaproponowaliśmy dwie ustawy. Nie proponujemy renty w ziemniakach, a w pieniądzach. To oni nie chcą kompromisu, nie my. Udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie szybko przeprowadzić zmiany, ale oni nie chcą. Mówią tylko o żywej gotówce – odpowiadał Mariusz Błaszczak.
Uczestnicy spotkania nieprzychylni PiS rozwinęli wówczas transparenty z napisami „Wystarczy nie kraść, 500 zł się należy niepełnosprawnym”. Na sali rozległy się okrzyki, a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Minister zmuszony był zakończyć spotkanie 15 minut przed czasem.
Czytaj też:
Gdańsk: Awantura na spotkaniu z premierem Morawieckim
