Warzecha: Wokół wariantu rumuńskiego panuje cisza, a jest bardzo groźny

Warzecha: Wokół wariantu rumuńskiego panuje cisza, a jest bardzo groźny

Dodano: 
Calin Georgescu
Calin Georgescu Źródło: PAP / ROBERT GHEMENT
Polska scena medialno-polityczna w zasadzie milczy po anulowaniu w Rumunii pierwszej tury wyborów, która przebiegła nie po myśli mainstreamu. Łukasz Warzecha ostrzega, że wariant rumuński jest bardzo groźny.

Po tym jak pierwszą turę wyborów w Rumunii wygrał nie ten kandydat, co trzeba, Sąd Konstytucyjny, mimo braku fałszerstw, ostatecznie unieważnił wybory. Do drugiej tury nie dostał się kandydat establishmentu z partii socjaldemokratycznej premier Marcel Ciolacu.

Anulowane wybory po wygranej niewłaściwego kandydata

Najwyższy wynik, czego nie spodziewały się elity, uzyskał słabo rozpoznawalny prawicowy kandydat Calin Georgescu, który przeprowadził skuteczną kampanię na TikToku. Drugie miejsce zajęła Elenie Lasconi – przewodnicząca centroprawicowego Związku Ocalenia Rumunii (USR).

Sąd Konstytucyjny uznał kampanię internetową Georgescu za "zorganizowaną manipulację" spoza Rumunii. Wskazano w tym kontekście na rzekome wpływy rosyjskie. Kandydat, któremu odebrano zwycięstwo skomentował, że decyzją Sądu Konstytucyjnego państwo rumuńskie podeptało demokrację i w istocie doszło do oficjalnego zamachu stanu. – Skorumpowany system zawarł pakt z diabłem. Ja mam tylko jeden pakt – z narodem rumuńskim i z Bogiem – oświadczył Georgescu, komentując działanie elit.

Wariant rumuński. Warzecha: Wygląda to bardzo groźnie

Sytuacja w Rumunii była jednym z tematów najnowszego odcinka na videoblogu Łukasza Warzechy. Publicysta wyraził wariant rumuński został przetestowany w Rumunii, a niestety być może zostanie zastosowany przez mainstream także w innych europejskich krajach. Zwrócił w tym kontekście uwagę, że w lutym odbędą się wybory do Bundestagu, w których prawdopodobnie bardzo dobry wynik uzyska Alternatywa dla Niemiec.

– To, co się stało w Rumunii wygląda bardzo groźnie, zwłaszcza, że w wypowiedziach polskich polityków obozu rządzącego, w tym pana Donalda Tuska czy pana Tomasza Siemoniaka, zaczynają się pojawiać nawiązania do wariantu rumuńskiego – powiedział dziennikarz.

Mainstream nie przejmuje się tym, że ten sam Sąd uznał wybory za prawidłowe?

Omawiać sekwencję zdarzeń, Warzecha zwrócił uwagę, że Sędziów Sądu Konstytucyjnego nominują w Rumunii politycy: prezydent, Senat i Izba Deputowanych. Sześciu z dziewięciu z nich zostało nominowanych przez obecny układ polityczny. Przypomniał, że ten sam Sąd, który anulował wybory, kilka dni wcześniej stwierdził, że pierwsza tura odbyła się prawidłowo i zatwierdził jej wynik. Jednak dwa dni przed drugą turą unieważnił wybory.

– Sąd Konstytucyjny stwierdził, że opiera się na raportach rumuńskich służb, które miały dowodzić zewnętrznego wpływu na te wybory i taka wersja jest w postaci bardzo ogólnej, bez wchodzenia w szczegóły, powtarzana właściwie przez cały europejski mainstream, włącznie z mainstreamem w Polsce – powiedział Warzecha. Establishment podaje – za ukraińskimi służbami – jako pewne, że promowaniem Georgescu mieli zajmować się Rosjanie.

Popularność na TikToku zamiast dowodów?

Jak dodał Warzecha, odtajnione częściowo raporty nie zawierają niczego konkluzywnego. Nie ma żadnego dowodu na zewnętrzną ingerencję w te wybory. – Pierwszy wątek decyzji Sądu opiera się na TikToku – twierdzeniu, że pan Georgescu dostał tak dobry wynik […] ponieważ był bardzo promowany na chińskim TikToku, mieli go promować influenserzy, którzy mieli dostawać pieniądze z zewnętrznych źródeł. Tylko nie wykazano w ogóle, jaki TikTok ma wpływ na głosowanie w Rumunii. To, że czyjeś reklamówki mają dobre notowania w którymkolwiek serwisie społecznościowym, to jeszcze nic nie znaczy. Należałoby wykazać, jakie te notowania mają rzeczywisty wpływ na głosowanie – zwrócił uwagę, dodając, że decyzja o unieważnieniu wyborów powinna być oparta na bardzo twardych, doskonale udokumentowanych dowodach.

Bardzo niebezpieczny mechanizm

Jeżeli byśmy przyjęli, że czyjeś dobre wyniki czy promowanie danej osoby w medium społecznościowym jest powodem do anulowania wyborów, to mielibyśmy bardzo niebezpieczny mechanizm, w którym bardzo łatwo byłoby przeprowadzić prowokację. Wystarczyłoby spowodować, żeby kandydat, przeciwko któremu taką prowokację chcemy przeprowadzić, z jakiegoś powodu zaczął szybować w notowaniach któregoś z serwisów społecznościowych, żeby potem stwierdzić, że był to zewnętrzny wpływ i potem unieważnić wynik wyborów – mówił publicysta.

W dalszej części Warzecha wskazał na drugi wątek anulowania wyborów, czyli rzekomo 85 tysięcy cyberataków przeprowadzonych na rumuński system wyborczy w trakcie głosowania. Warzecha podkreślił, że jest to oczywiście możliwe, ale w raporcie nie ma ani słowa o tym, że ataki te były skuteczne. Jak dodał, to o wiele za mało, żeby anulować wybory, w których Sąd stwierdził, że głosy zostały uczciwie policzone.

Podsumowując, Warzecha stwierdził, że w gruncie rzeczy mainstream sięgnął po Putina. Publicysta tłumaczył też, że nie jest tak, że Putin stoi za każdym nie maksymalnie promainstreamowym wyborem w Europie czy na świecie.

Czytaj też:
Tylko właściwi kandydaci

Opracował: Grzegorz Grzymowicz
Źródło: DoRzeczy.pl / Łukasz Warzecha, YouTube
Czytaj także