Znany prawnik groził żonie? Dziennikarz "Wyborczej" przerywa milczenie

Znany prawnik groził żonie? Dziennikarz "Wyborczej" przerywa milczenie

Dodano: 
Wojciech Czuchnowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej"
Wojciech Czuchnowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" Źródło: PAP / Wojciech Czuchnowski
Przeciwko byłemu sędziemu Wojciechowi Łączewskiemu toczy się postępowanie dotyczące kierowania gróźb pod adresem swojej żony. Na jaw wyszły szokujące kulisy sprawy.

O Wojciechu Łączewskim zrobiło się głośno za sprawą prowokacji dziennikarskiej. W 2016 r. wyszło na jaw, że ówczesny sędzia miał za pośrednictwem Twittera zainicjować spotkanie z dziennikarzem Tomaszem Lisem (konto dziennikarza było fałszywe – przyp. red.) i ustalać z nim strategię ataku na rząd Zjednoczonej Prawicy. Łączewski zawiadomił prokuraturę, że doszło do włamania na jego konto i to nie on wysłał wiadomość. Według ustaleń śledczych sędzia mijał się jednak z prawdą. Z ustaleń śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Krakowie wynika, że wbrew złożonemu przez sędziego Wojciecha Łączewskiego zawiadomieniu o przestępstwie, nie doszło do włamania do prowadzonych przez niego pod fikcyjnymi nazwiskami kont na internetowym portalu Twitter. Zgromadzone dowody wskazują również, że sędzia zeznał nieprawdę, iż to nie on, lecz rzekomy włamywacz namawiał w internetowej korespondencji osobę, którą wziął za ówczesnego redaktora naczelnego "Newsweeka" Tomasza Lisa, do prowadzenia antyrządowej kampanii.

Warto zaznaczyć, że nazwisko byłego sędziego pojawia się w innej głośnej sprawie. To właśnie Wojciech Łączewski w marcu 2015 roku skazał Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika na 3 lata więzienia za przekroczenie uprawnień.

O nowych kłopotach znanego adwokata poinformował na portalu X dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wojciech Czuchnowski. "Wojciech Łączewski, były sędzia, dziś adwokat, może używać swoich wpływów w wymiarze sprawiedliwości, by uniknąć odpowiedzialności za groźby karalne i znęcanie się nad rodziną. Trzeba to przerwać a śledztwo w jego sprawie powinno zostać objęte nadzorem" – podkreśla reporter.

Jak zaznacza Czuchnowski, tekst nie został opublikowany w macierzystym dzienniku autora, ponieważ nie chce on "wikłać Redakcji w spór prawny, który zapewne nastąpi". Dziennikarz tłumaczy, że w sprawie Wojciecha Łączewskiego musi jednak "przerwać milczenie, bo zaszła ona zdecydowanie za daleko", a sam publikuje tekst w mediach społecznościowych jako obywatel.

Zaskakujący telefon do Czuchnowskiego

"Bezpośrednim impulsem był dla mnie wieczorny telefon z od Prokuratora Michała Walewskiego z Prokuratury Rejonowej Warszawa- Mokotów. Prokurator zadzwonił do mnie w poniedziałek 12 go stycznia ok. godz. 20 -ej z służbowego numeru stacjonarnego. Był wyraźnie przejęty i zestresowany. Nalegał, bym zgodził się na policyjne przesłuchanie, w którym pytania będzie zadawał mi Wojciech Łączewski, podejrzany z art. 190 par.1 KK (groźby karalne) w śledztwie o sygnaturze 4311-5.Ds.1973.2023" – czytamy we wpisie.

Wojciech Czuchnowski podkreśla, że "po raz pierwszy takie przesłuchanie miało się odbyć przed rokiem". "Wtedy prok. Walewski kończył śledztwo i był gotowy wysłać do sądu akt oskarżenia. Byłem wówczas przesłuchiwany przez prok. Walewskiego, który zgodził się, że nie muszę na tym etapie odpowiadać na kilkadziesiąt pytań, które chciał mi zadać Łączewski. Wtedy także zgłaszałem Prokuratorowi, że wg moich informacji, Łączewski ma pozwolenie na broń, którą policja odebrała mu w 2023 r. po pobycie w Izbie Wytrzeźwień. Moim zdaniem Wojciech Łączewski nie powinien mieć dostępu do broni, bo może stanowić zagrożenie. Z tego co pamiętam zostało to odnotowane w protokole" – relacjonuje dziennikarz.

Jak zauważa publicysta, "Łączewski swoimi wnioskami dowodowymi doprowadził do przedłużenia postępowania". Były sędzia miał również dążyć "do odsunięcia od śledztwa prok. Walewskiego". Czuchnowski zwraca uwagę, że gdyby to się powiodło, sprawa, która rozpoczęła się jesienią 2023 r., wróciłaby do etapu początkowego.

"Prok. Walewski jest drugim lub nawet trzecim z rzędu prokuratorem, który prowadzi to postępowanie. Na przestrzeni lat zmieniali się też funkcjonariusze policji wyznaczeni do czynności. Ponieważ uczestniczyłem jako świadek w tych czynnościach, wiem, że Łączewski sugerował policjantom i prokuratorom, że ma wpływy oraz znajomości w obecnych władzach. Wywoływało to 'efekt mrożący' i powodowało uległość przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości wobec podejrzanego" – czytamy.

Czuchnowski podkreśla, że trwające do dzisiaj postępowanie prokuratorskie "W sprawie kierowania gróźb karalnych pozbawienia zdrowia i życia wobec [imię i nazwisko żony Wojciecha Łączewskiego]" zostało wszczęte 7 listopada 2023 r. "Jednym z powodów zawiadomienia policji przez żonę Wojciech Łączewskiego, były groźby pozbawienia jej życia, które Wojciech Łączewski przekazał mi telefonicznie. Mówił, że jedzie do niej, że ma broń i że [ona] 'nie dożyje następnego dnia'. Wspólnie z moją żoną, Magdą Fitas-Czuchnowską, która słyszała tą rozmowę postanowiliśmy zawiadomić o tych groźbach żonę b. sędziego. Baliśmy się, że jeśli tego nie zrobimy a Wojciech Łączewski zrealizuje swoje zamiary może dojść do tragedii. W efekcie żona Łączewskiego powiadomiła policję. Następnego dnia dzwonił do mnie policjant, pytając czy stawię się na przesłuchanie. Potwierdziłem. Do tego przesłuchania nigdy nie doszło. Było to pierwsze z serii dziwnych zdarzeń i zaniechań w tej sprawie" – relacjonuje dziennikarz.

Wojciech Czuchnowski przyznaje, że w czasach rządów PiS wszedł z Wojciechem Łączewskim w "dość bliską relację" i podobnie było z "kilkoma innymi osobami prześladowanymi przez ówczesną władzę".

"Gdy PiS przegrał wybory, Łączewski był postrzegany jako jeden z tych, który może objąć wysoką funkcję w wymiarze sprawiedliwości. Sam Łączewski sugerował, że może nawet zostać zastępcą Adama Bodnara. Niestety przeszkodą były problemy osobiste, które pojawiły się u b. sędziego już kilka lat wcześniej. Chodziło o skłonność do konfabulacji, manię prześladowczą i nadużywanie alkoholu. To załamanie było z pewnością związane z represjami jakich Wojciech Łączewski doznał od PiS za to, że w 2015 r. wydał wyrok skazujący na więzienie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Był za to atakowany przez media służące PiS, w końcu też zmuszono go, by odszedł ze stanu sędziowskiego. W tym sensie Wojciech Łączewski jest ofiarą PiS" – czytamy.

Dziennikarz "Wyborczej": Nie mogę dalej milczeć

Dziennikarz podkreśla, że z grupą przyjaciół próbował pomóc b. sędziemu "ubolewając, że tak wybitny prawnik (jakim jest Wojciech Łączewski) został doprowadzony do takiego stanu". "Jednym z przejawów tego stanu był konflikt b. sędziego z żoną. Mimo choroby onkologicznej, na którą zapadła, wyrzucił ją ze wspólnego mieszkania. Nękaniem jej współpracowników i przełożonych próbował ją pozbawić pracy, nachodził a końcu zaczął grozić. Nie pomagały tłumaczenia oraz interwencje. Gdy zaś zmuszony byłem ostrzec jego żonę o groźbach, jakie usłyszałem, musieliśmy zerwać naszą relację z b. sędzią" – opisuje Czuchnowski.

Publicysta zwraca uwagę, że mimo założenia byłemu sędziemu tzw. Niebieskiej Karty i wydania zakazu zbliżania się do małżonki, postępowanie natrafia na coraz bardziej niezrozumiałe przeszkody. "Wymiana prowadzących sprawę prokuratorów i policjantów, kolejne wnioski b. sędziego mające podważyć materiał dowodowy (chodzi o bulwersujące smsy z groźbami i ordynarnymi wyzwiskami) prowadzą do przedłużania śledztwa. Jednocześnie Łączewski nie ustaje w prawnej ofensywie przeciwko swojej żonie, wykorzystując swoją przewagę jako prawnika wobec osoby chorej, której nie stać na pełnomocnika prawnego" – czytamy.

"Nie mogę dalej milczeć, nie mogę tego w dalszym ciągu tolerować. Uważam, że nadzór nad śledztwem w sprawie Wojciecha Łączewskiego powinna objąć prokuratura wyższej instancji. W ramach tego nadzoru powinno się zabezpieczyć niezależność referenta sprawy, wykluczyć nieformalne naciski ze strony podejrzanego (pouczyć, że powoływanie się na wpływy jest przestępstwem) oraz zadbać o dobrostan, żony Wojciecha Łączewskiego, która płaci coraz wyższą cenę za to, że broniła swoich praw. Sprawę powinna też zbadać władze adwokatury, do których dyspozycji jestem, jeśli będzie taka potrzeba" – podkreśla Wojciech Czuchnowski.

twitter

Prokuratura potwierdza. Dziennikarz publikuje odpowiedź

Do sprawy odniósł się również dziennikarz Telewizji Republika Marcin Dobski. "Pracowałem od jakiegoś czasu nad tą skandaliczną sprawą. Adw. Wojciech Łączewski (były sędzia) to niebezpieczna osoba, która miała grozić własnej żonie śmiercią" – napisał reporter na portalu X.

Dobski przytoczył odpowiedź od prok. Piotra Skiby: "Prokuratura Rejonowa Warszawa – Mokotów w Warszawie nadzoruje pod sygn. akt 4311-5.Ds.1973.2023 postępowanie przeciwko wskazanej osobie podejrzanej o czyn z art. 190 §1 k.k. w zw. z art. 12 §1 k.k. W toku postępowania wykonano szereg czynności dowodowych, w szczególności przesłuchano licznych świadków oraz dopuszczono dowód z trzech opinii biegłego z zakresu informatyki śledczej. Postępowanie znajduje się w końcowej fazie, aktualnie wykonywane są czynności w związku ze złożeniem przez podejrzanego licznych wniosków dowodowych".

twitter

"Mając na uwadze fakt, że stronami postępowania są małżonkowie, a podłożem konfliktu są ich sprawy rodzinne, prokuratura nie udziela szczegółowych informacji co do prowadzonego postępowania" – czytamy w odpowiedzi na pytanie dziennikarza o sprawę Łączewskiego.

Czytaj też:
Bodnar tworzy nowy zespół. Padły słowa o "ofiarach represji"
Czytaj też:
SN: Prokuratura może postawić zarzuty Łączewskiemu


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: X / DoRzeczy.pl
Czytaj także