Politycy ukraińscy – jak cały ich kraj zresztą – przez fakt, że opowiedzieli się po stronie Zachodu, nie przestali być postsowieccy. Prowadzą politykę tak, jak nauczyli się tego od okupantów: bij słabszego, ustępuj przed mocnym. Gdy ktoś na ciebie wjedzie z buta, jak zrobił to Donald Trump, lepiej zrób się dla niego grzeczny. Gdy ktoś ci ustępuje i pozwala na wiele, najwyraźniej czuje się słabszy, więc przyduś go jeszcze mocniej i wymuś jeszcze więcej.
Inna sprawa, że zagrywka z nazwaniem Centrum Operacji Specjalnych imieniem „Bohaterów UPA” nie bardzo się Zełenskiemu udała, choć niepowodzenie to nie miało nic wspólnego z naszą reakcją. Zacznijmy od wyjaśnienia, o co naprawdę chodziło. Otóż uważam, że prezydent Ukrainy chciał powtórzyć wobec Polski manewr, który wielokrotnie skutecznie stosował Władimir Putin. Przypomnijmy sobie czasy „resetu”, kiedy Polska znajdowała się pod silną presją, by, w imię geopolitycznego projektu przeciągnięcia Kremla na stronę Zachodu w konfrontacji z Chinami, „pojednała się” z Rosją „taką, jaką ona jest”, jak przed wiekiem pojednały się po wiekach walk Anglia z Francją czy po ostatniej wojnie obie one z Niemcami.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

