"Dyrekcja wiedziała". Rodzina pacjentki informowała o nieprawidłowościach w prosektorium

"Dyrekcja wiedziała". Rodzina pacjentki informowała o nieprawidłowościach w prosektorium

Dodano: 
Szpital Południowy, zdjęcie ilustracyjne
Szpital Południowy, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Rodzina zmarłego pacjenta twierdzi, że już wiosną ubiegłego roku zgłaszała kierownictwu Szpitala Południowego nieprawidłowości w prosektorium.

Z doniesień mediów wynika, że były już koordynator prosektorium Artur Habowski, miał handlować zwłokami. W ubiegłym tygodniu Warszawski Szpital Południowy rozwiązał umowę o pracę z pracownikiem pełniącym funkcję koordynatora prosektorium, bez wypowiedzenia, z winy pracownika, ze skutkiem natychmiastowym.

Portal Onet, powołując się na rodzinę jednego z byłych pacjentów Szpitala Południowego, opisuje nowe fakty. Dyrekcja placówki miała być alarmowana o nieprawidłowościach w prosektorium. List do redakcji wysłała przedstawicielka rodziny jednej z pacjentek.

"W marcu ubiegłego roku na SOR-ze zmarła moja mama. Nie mam zastrzeżeń do pracy tego oddziału, ale najgorsze czekało na mnie i moją bratową w prosektorium. Całkowicie potwierdzam to, co opisali państwo w artykule. Nie mogąc pogodzić się z tym faktem, napisałam mail do sekretariatu szpitala z prośbą o kontakt z dyrekcją. Bardzo szybko odezwał się do mnie dział prawny szpitala i zaproponował spotkanie. W kwietniu 2025 r. byłam razem z bratową na spotkaniu z p. dyrektor i kierownikiem oddziału patomorfologii, gdzie przedstawiłyśmy swoje zastrzeżenia. Dyrekcja nie może mówić, że o niczym nie wiedziała" – czytamy w liście.

"Udawali zdziwionych"

Rodzina zmarłego pacjenta twierdzi, że już wiosną ubiegłego roku zgłaszała kierownictwu Szpitala Południowego nieprawidłowości w prosektorium, jednak – jak relacjonuje – nie doprowadziło to do skutecznej reakcji.

Bohaterka materiału opisuje, że podczas spotkania z dyrekcją miała wrażenie, iż kierownictwo zachowuje się tak, jakby pierwszy raz słyszało o sprawie, mimo przedstawienia szczegółowych informacji. "Pani doktor była zdziwiona, robiła wielkie oczy tak, jakby słyszała o tym pierwszy raz" – mówi Onetowi. "Przyjęli nas pani doktor Kusz-Rynkun i doktor patomorfolog w takiej jakby sali konferencyjnej. Bratowa wyjęła tę kartkę, na której notowała propozycje pana z prosektorium, a ja mówiłam, czego doświadczyłam. Pani doktor była zdziwiona, robiła wielkie oczy tak, jakby słyszała o tym pierwszy raz. Dowiedziałam się od doktora, że miałam prawo odwołania się od sekcji, o czym nikt nas nie poinformował" – wskazuje rozmówczyni serwisu.

Według relacji rodziny pracownicy prosektorium mieli proponować odpłatne usługi związane z organizacją pogrzebu i wywierać presję na bliskich zmarłych. Te okoliczności są obecnie przedmiotem śledztwa.

Czytaj też:
Po spotkaniu z minister zdrowia. Lekarze chcą zarabiać trzy średnie krajowe
Czytaj też:
CBA weszło do Szpitala Południowego. Reakcja na głośny skandal

Źródło: Onet.pl
Czytaj także