W jej pole uderzyła rosyjska rakieta. "Dowiaduję się z internetu. Dramat"

W jej pole uderzyła rosyjska rakieta. "Dowiaduję się z internetu. Dramat"

Dodano: 
Tarnawa-Kolonia, tablica
Tarnawa-Kolonia, tablica Źródło: PAP / Wojtek Jargiło
Właścicielka pola rzepaku, w które w nocy ze środy na czwartek uderzyła rakieta podkreśla, że władze nie poinformowały jej o niczym.

Pole rzepaku, na którym rozbiła się rakieta, należy do Moniki Frankowskiej. – Ja się dowiedziałam z internetu, jak zobaczyłam zdjęcie – mówi w rozmowie z Interią. Kobieta ma wiele zastrzeżeń do działania służb. – Nikt mnie nie powiadomił, ile będą trwały czynności. Nikt nie przyszedł i nie powiedział, że już można wchodzić, że jest bezpiecznie. No dramat – dodaje

Gospodarstwo, oprócz rzepaku, obejmuje także 40 sztuk bydła. –Codziennie wstaję się wcześnie, bo trzeba to wszystko obrobić, ale ten czwartek był inny – tłumaczy Frankowska. – Syreny i całe to zamieszanie usłyszałam dopiero, jak już było po wszystkim. Wiedzieliśmy, że nas nie wpuszczą, ale do tego momentu nie przyszedł do mnie nikt i nic nie powiedział. Wszystko wyczytujemy z internetu – zarzuca.

Właścicielka obawa się dużych strat. – Dobrze, że to nikomu na głowę nie spadło. Ale też chciałabym wiedzieć, co z tym polem będzie. Dziś sami przyjechaliśmy po godz. 9 zobaczyć. To miejsce wybuchu to jest jedno, wiadomo, że nic tam nie zostało. Ale pan zobaczy, że to całe pole ucierpiało. Tam ziarna poleciały na ziemię, tego się już nawet nie da zebrać – zauważa.

– Wszystko rozumiem, ale żeby od wczoraj nikt mnie nie powiadomił, jaka jest procedura, na co ja mogę liczyć? Przecież ten rzepak jest już do koszenia, trzeba wchodzić z maszynami – podkreśla w wywiadzie dla Interii.

W piątek rano, w lesie nieopodal miejsca eksplozji, grzybiarze znaleźli niezidentyfikowane fragmenty metalu. Najprawdopodobniej są to szczątki rosyjskiej rakiety.

Rosyjska rakieta. Ambasador Rosji opuścił siedzibę MSZ

W związku ze zdarzeniem, ambasador Rosji w Polsce Gieorgij Michno został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jak relacjonowała Wirtualna Polska, Gieorgij Michno szybko opuścił siedzibę MSZ przy al. Szucha w Warszawie. Nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy. – To była rosyjska rakieta? Pan potwierdza? – zapytał dziennikarz TVN24. – Nie – odpowiedział stanowczo ambasador Rosji. Następnie wsiadł do samochodu i odjechał.

Rzecznik MSZ przekazał, że rosyjski dyplomata otrzymał notę protestacyjną. – Usłyszał od nas, że jest jednoznaczne potępienie działań uderzających w bezpieczeństwo suwerennego państwa i jego obywateli. Żądamy zaprzestania działań, które stwarzają zagrożenie dla życia i bezpieczeństwa Polek i Polaków, a jednocześnie niosą ryzyko katastrofy w ruchu lotniczym – powiedział Maciej Wewiór, cytowany przez Interię.

Źródło: Interia.pl
Czytaj także